Share

Zbrodnie z (nie)pamięci – nieśmiertelny „Pan Holmes” - Marcin Waincetel

Otóż czasami zdarza mi się zapominać. Zazwyczaj o drobnostkach. Przetrzymana po terminie książka z biblioteki (choć literatura to przecież nie jest żadna drobnostka!), pominięty z listy zakupów, dajmy na to, parmezan (piękne słowo, a jeszcze lepszy ser). Detale. Drobnostki właśnie. Bywa jednak, że to szczególiki – niekoniecznie kulinarne – przesądzają o czyjejś winie lub niewinności. Wie o tym jedyny i niepodrabialny Sherlock Holmes. Choć, rzecz niebywała, jemu również zdarzało się zapominać...

Będzie to opowieść o tym, jak najsłynniejszy detektyw świata przeszedł na emeryturę. Zamieszkał na prowincji. Ceni ciszę, spokój, chwile spędzone podczas pracy przy pasiece. Jest uważny, metodyczny. Ale zapomina. Elegancki, starszy, 93 letni geniusz zaczyna wykazywać pierwsze objawy choroby Alzeimera. Dla specjalisty od dedukcji, mistrza łamigłówek, szarad, znawcy ludzkiej psychiki, jest to tragedia. A przecież do rozwiązania została mu przynajmniej jeszcze jedna sprawa, która, co ciekawe, ostatecznie zadecydowała o tym, że zakończył on karierę detektywistyczną...

No to jak, potraficie sobie wyobrazić taką sytuację? Taką wizję naszkicował najpierw w formie literackiej Mitch Cullin, którego książka „Pan Holmes" posłużyła za podstawę scenariusza do filmu w reżyserii Billa Condona. I jest to film, bez grama przesady, niezapomniany. Nie tylko za sprawą magnetyzującej, sugestywnej, opartej na niuansach gry Iana McKellena, który wcielił się – ba, na ekranie był nim naprawdę! – w Holmesa.

Holmesa, który jest wyjątkowo ludzki. Błyskotliwy, ale słaby. Nie tylko fizycznie. Ten film jest poniekąd rozliczeniem z legendą najsłynniejszego detektywa świata. Najdobitniej widać to chyba w jednej ze scen, w ktorej Sherlock z rozbrajającą szczerością powiada, że myśliwska czapka (słynny deerstalker) nie należy wcale do jego garderoby, a palić fajki, zwłaszcza publicznie, zwyczajnie nie lubi (uważa to za coś wyjątkowo trywialnego). Ot co, rożnice pomiędzy prawdą i fikcją. Powieścią i filmem. Bardzo sugestywny obraz losów starego detektywa, który na prowincji mieszka wraz z gosposią i jej dziesięcioletnim synem Rogerem. Utnijmy natychmiastowo potencjalne, niewybredne dowcipy – Roger nie jest jego synem! Relacja, poniekąd rodzinna, stanowi jednak niekwestionowany walor tej historii. Dramatycznej, refleksyjnej. Bardzo nieoczywistej, przepełnionej melancholią. I jak fenomenalnie nakręconej... zdjęcia do filmu powstawały w Londynie i hrabstwie Sussex. Miejscu arkadyjskim.

Ale spokojnie. Jest też zbrodnia, detektywistyczne zagadki – nie mam w zwyczaju oszukiwać. A przynajmniej nie... w tytułach felietonów. Holmes będzie musiał bowiem rozwikłać (czy też przypomnieć sobie) wynik sprawy Ann Kelmot, matki pogrążonej w żałobie po dwukrotnym poronieniu, która ciągle słyszy śpiew swoich nienarodzonych dzieci. I nie jest to objaw szaleństwa, a wynik misternie prowadzonej intrygi, która wiąże się z... emocjonalnym wycofaniem. Może i zdradą? Ale właśnie, nie zdradzajmy zbyt wiele. Niejednoznaczna, za to nader ciekawa jest sprawa związana z japońskim ambasadorem w Londynie, który pod wpływem Sherlocka postanawia totalnie zmienić życie swoje i swoich bliskich.

Jest z tej filmowej opowieści, które na dobre wryły mi się w pamięć. I serduszko. Życie polega jednak na dokonywaniu wyborów, podzielę się zatem jednym. No dobrze – dwoma. Holmes mówiący o tym, że tak naprawdę: „nie powinno się kończyć życia bez poczucia spełnienia" i Roger, który z wyjątkowo mocnym przekonaniem stwierdza: „przecież pan nie umrze". Bo, co by nie mówić, Sherlock Holmes żyć będzie wiecznie. Jako ikona popkultury, symbol historii detektywistycznych. Ale nie tylko. Ten film, tak diabelsko wzruszający, jest nie tylko ciekawie pomyślanym kryminałem, w którym samotna kobieta może być ofiarą, ale równocześnie sprawcą tragedii, lecz – i to przede wszystkim – dowodem na to, jak wielką siłą jest ludzka pamięć. Zwłaszcza gdy napędzana jest przez uczucia.

 

Marcin Waincetel

Polonista, kulturoznawca, nauczyciel i dziennikarz. Pasjonuje się wszystkimi możliwymi przejawami popkultury, wyjątkowo ceni fantastykę i kryminały. Osobowościowo zbliżony podobno do Johnny'ego Deppa, a także Edgara Allana Poe. Jako redaktor współpracuje m.in. z portalem "Booklips.pl", "Lubimyczytac.pl", "Paradoks.net" czy "NaEkranie.pl". Związany z czasopismem "Świat Wiedzy" oraz "Nowa Fantastyka". Sporo czyta, jeszcze więcej ogląda, a najwięcej pisze. Czasami biega i trochę boksuje. Od 27 lat nieustannie stara się wydłużyć dobę. 

powrót
Dodaj komentarzKomentarze (0)

ul. Borowskiego 2 lok. 205
03-475 Warszawa

Dane kontaktowe:

+48 22 416-15-81
kontakt@czytamykryminaly.pl 

Newsletter:
Zapisz się do newslettera i otrzymuj
najświeższe informacje ze świata kryminałów.
Zapisując się na newsletter, akceptujesz politykę prywatności
© Czytamy Kryminaly - All Rights Reserved.