Share

Ty to sobie lepiej popisz...

...czyli o tym, dlaczego święta spędzam przed komputerem.

Nie tak dawno temu miałem przyjemność gościć w jednej ze stacji telewizyjnych. No, powiedzmy, że przyjemność... Ponieważ mam uczulenie na większość maziajów, którymi maskuje się tam ludziom twarze, posłużyłem się w charakteryzatorni tradycyjnym zdaniem:"Poproszę tylko o odrobinę pudru, żebym się nie świecił, i styknie!". W odpowiedzi zobaczyłem lekkie przerażenie na obliczu pani od make-upu i usłyszałem jej zdumione pytanie: "Jak to? Nie maskujemy oznak starzenia?!". Z miejsca poczułem się leciwy, jak mauzoleum Lenina, z rezygnacją (i żeby nie straszyć widzów swoją matuzalemową facjatą) pozwoliłem się przerobić za pomocą kosmetyków w brakujący element horroru "Mumia 3".

W czasie wywiadu nie mogłem się skupić, bo myślałem tylko nad tym, kiedy wypadną mi ze starości zęby, oraz że w związku z tym smutnym faktem muszę sobie kupić nocny stolik, żeby mieć gdzie kłaść sztuczną szczękę przed pójściem spać. Po nagraniu podreptałem do domu, garbiąc się, powłócząc nogami i zastanawiając się, czy nie usiąść w Ogrodzie Saskim na ławeczce i nie zacząć dokarmiać gołębi, bo owo miłe zajęcie jakoś najbardziej mi się kojarzyło ze znienacka spadłą na mnie starością.

Po powrocie na rodzinne włości, położyłem się na kanapie, zwalczyłem pokusę włożenia sobie w ręce gromnicy, żeby się ładnie komponować na łożu śmierci w przypadku, gdybym znienacka zszedł z powodu zaawansowanego wieku, i oddałem rozmyślaniom o swojej przyszłości. Ludzie ponoć na starość próbują nowych rzeczy - zmieniają zawody, miejsce zamieszkania, ewentualnie partnerki lub partnerów, co podobno w jakiś sposób ich odmładza. Po kwadransie wysiłku umysłowego i wgapiania się w sufit, doszedłem do wniosku, że jedyne, co mogę zmienić, to kolor tego ostatniego, bo na bieli widać wyraźniej męty, które mi od lat latają przed oczami. Bo już na przykład zmiana zawodu nie wchodzi w rachubę. Jedyne bowiem, co potrafię, to ględzić i pisać. Nic więcej! Serio. Trochę to przygnębiające. A najlepiej, niestety, widać to przy okazji przygotowań do Świąt. Przez lata kolejno dostałem zakazy:

1. gotowania, a nawet wchodzenia do kuchni - co jest następstwem przerażających chwil, kiedy uparłem się udowodnić, że drzemie we mnie potencjał Jamiego Olivera i kolejno:

a) za pomocą patelni przerobiłem pierogi na węgiel kamienny, jako tako mocno niemodny zwłaszcza w czasie szczytu klimatycznego, 

b) przygotowałem karpia w jakichś sikach, które miały być galaretą, ale nijak nie chciały stężeć mimo stania nad nimi i zaklinania na wszystkie świętości świata, żeby to zrobiły,

c) przez przypadek zamiast liścia laurowego wrzuciłem do czerwonego barszczu hojną garścią suszone liście mięty, bo kusząco stały bliżej w szafce (według mnie smak był bardzo oryginalny i nawet lekko orientalny, ale nikt poza mną go nie chciał docenić, a jeden z członków rodziny zapytał nawet, dlaczego podałem mu płyn borygo),

d) zapomniawszy o tym, że kapusta puszcza wodę, zrobiłem z niej kapuśniak,

e) rozpędziłem się z kluskami niczym bohater filmu "Poszukiwany, poszukiwana", po czym okazało się, że i tak zrobiłem to nadaremnie, bo zapomniałem kupić mak, 

f) trzeźwo oceniwszy, że bez maku nie przygotuję też makowca, uparłem się zrobić sernik, w wyniku czego zabrudziłem sufit (kto wiedział, że jak się włoży mikser do misy pełnej sera, to wszystko wystrzeli w kosmos?!) 

2. dekorowania mieszkania - po tym, jak oplotłem okna czerwonymi ozdobnymi łańcuchami, na których pozawieszałem bombki, a następnie uznałem, że trzeba przewietrzyć chałupę i po kilku sekundach całą tę misternie zamontowaną dekorację powiew wiatru zamienił w coś w rodzaju scenerii po masakrze piłą mechaniczną w czasie przyjęcia z udziałem świętego Mikołaja i reniferów.

3. sprzątania - po tym jak przypadkowo ustawiłem wylot odkurzacza w stronę choinki, która kilka sekund po włączeniu owego urzędzenia prezentowała się, jakby przeleciał przez nią wybuch nuklearny.

W tej sytuacji najczęstsze zdanie, które słyszę w chwili, kiedy wszyscy krzątają się, przygotowują święta, brzmi: "A to sobie lepiej popisz...". Więc piszę. Jak widać. Do niczego innego się po prostu nie nadaję.

powrót
Dodaj komentarzKomentarze (0)

ul. Borowskiego 2 lok. 205
03-475 Warszawa

Dane kontaktowe:

+48 22 416-15-81
kontakt@czytamykryminaly.pl 

Newsletter:
Zapisz się do newslettera i otrzymuj
najświeższe informacje ze świata kryminałów.
Zapisując się na newsletter, akceptujesz politykę prywatności
© Czytamy Kryminaly - All Rights Reserved.