Share

Zbrodnia wywołuje w nas określone emocje - wywiad z Bartoszem Szczygielskim

Bartosz Szczygielski to publicysta, autor opowiadań, prozaik. Dwukrotny laureat w konkursie na opowiadanie organizowanym w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu. Debiutował w 2010 roku opowiadaniem w kwartalniku „QFant". Swoje teksty publikował m.in. w magazynie „Tekstualia" oraz „Papermint". Wielbiciel dobrego filmu, książki i tatuażu. Nigdy nie nauczył się pływać, ale nieźle radzi sobie z malowaniem. Pierwsza jego powieść to "Aorta", w której przedstawił losy komisarza Gabriela Bysia z Komendy Stołecznej. Mafia pruszkowska, upadłe kobiety i przeklęci mężczyźni, zbrodnie w imię zemsty, obyczajowe grzechy... sekcje zwłok, profilowanie przestępców i moralne niejednoznaczności. O tym, między innymi, dowiecie się z lektury naszego wywiadu.

Kamil Maliszewski: W swoich powieściach pisze Pan bezpośrednio o zorganizowanej przestępczości. Nie jest to zbyt popularny temat we współczesnych kryminałach skupionych na jednostkowej zbrodni. Jak Pan sądzi, dlaczego?

Bartosz Szczygielski: Zbrodnia wywołuje w nas określone emocje, a przynajmniej wywoływać powinna (o ile jest w nas choć odrobina empatii). Dobra powieść (film lub inne formy) skupia się właśnie na emocjach. Czytając o przestępczości zorganizowanej w Aorcie i Krwi, można odnieść wrażenie, że to mafia odgrywa tam znaczącą rolę, ale tak naprawdę występuje ona w tle. Jej obecność jest stale wyczuwalna, jednak moje książki to wciąż opowieści o człowieku, o jednostkach. Ważniejsze dla mnie było to, by pokazać, co doprowadziło do konkretnych wydarzeń. Przestępczość zorganizowana kojarzy nam się z ogromnym przedsięwzięciem i być może dlatego nie jest to obecnie często poruszana przez pisarzy tematyka. W końcu to wymaga znacznie więcej zaangażowania. Pamiętajmy również, że w literaturze kryminalnej panują pewne trendy i mody. Pisanie o mafii do nich widocznie nie należy. A może perspektywa zderzenia się z legendą Maria Puzo jest zbyt przerażająca, by w ogóle spróbować. Dla mnie duże znaczenie miała też lokalizacja, czyli Pruszków. Miasto mocno zaznaczyło się na mapie Polski tylko dzięki przestępczości, która królowała na jego ulicach w latach dziewięćdziesiątych. I choć do złej sławy tego miejsca przyczyniły się również media, to jego przeszłość mówi sama za siebie.

Jak przygotowywał się Pan do opisania szpitala psychiatrycznego? Czy bohater cyklu trafił tam tylko z powodu fabuły, czy może chciał pan przedstawić to miejsce?

BS: Fabuła była ważnym czynnikiem, ale sam teren szpitala w Tworkach jest tak niesamowity, że grzechem byłoby go nie wykorzystać. To przecież jedna z dzielnic Pruszkowa, a jej historia potrafi przytłoczyć. Wchodząc do okalającego oddziały psychiatryczne parku, nie sposób czuć się normalnie. Ja przynajmniej nie potrafiłem. Gdy usłyszałem, że alejka, na której właśnie stoję, nazywana była przez pracowników „aleją ostatniej szansy", coś we mnie pękło. Na tej malowniczej dróżce między drzewami, prowadzącej prosto w las pielęgniarze mieli ostatnią szansę, by złapać uciekającego pacjenta. Później znikał i nigdy nie wracał. Czasem znajdowano go wiszącego na drzewie. Chciałem, by czytając Krew, odbiorca czuł się przytłoczony, a nawet zmęczony tak, jak bohater powieści. Człowiek zamknięty w szpitalu psychiatrycznym już do końca życia będzie miał rysę na życiorysie. Społeczeństwo wciąż traktuje takie osoby z dystansem. Boimy się tego, czego nie potrafimy zrozumieć. Przygotowując się do pisania, odbyłem długie rozmowy z psychiatrą, który pracował w tym szpitalu. Słyszałem historie, których nie umieściłem na kartach powieści. Wiele z nich potraktowano by jak czystą fantastykę i mój wymysł, a nie chciałem, by pacjenci znów byli postrzegani negatywnie. Dużo chodziłem po terenie, rozmawiałem ze spotkanymi tam ludźmi i obserwowałem. Chciałem oddać klimat tego miejsca najlepiej jak to możliwe i mam nadzieję, że mi się to udało.

Jak powstała koncepcja głównego bohatera? Choć na pierwszy rzut oka nie różni się on tak bardzo od wielu innych twardych policjantów w polskim kryminale, doświadcza Pan go naprawdę traumatycznymi przeżyciami.

BS: Gabriel Byś to zwyczajny facet, ale wybrał zawód obarczony dużym ryzykiem i to go zmieniło. Mam wrażenie, że czytelnicy przyzwyczaili się do konkretnego typu bohatera i choć często narzekają na schematyczność, to dalej jej oczekują. Są w stanie zaakceptować papierowego protagonistę, o ile nie odstaje on od tego, do czego się przyzwyczaili. Chciałem tego uniknąć i zbudowałem postać Gabriela wokół tego, co go ukształtowało – wokół jego przeżyć. By uczynić go wiarygodnym, musiałem pokazać, jakie emocje nim targają i dlaczego. Bez odpowiednich, angażujących emocjonalnie wydarzeń byłoby to niemożliwe. Nie uważam natomiast, że Gabriel jest twardzielem. On przechodzi transformację. We Krwi jest inny niż w Aorcie. Sam się boję, kim może się stać w przyszłości.

Czy dalsze części cyklu o Gabrielu Bysiu są już zaplanowane? Jak szybko wyjaśni Pan „cliffhanger", którym zakończył Pan tom drugi?

BS: Historia od samego początku zaplanowana była jako trylogia, więc czeka nas jeszcze jedno spotkanie z bohaterami. Nie jestem zwolennikiem rozwlekania opowieści i dopychania kolejnych tomów. Zależało mi na autentyczności. Trylogia to „rozmiar" idealny dla tej opowieści. Trzecia część właśnie powstaje i mam nadzieję, że ukaże się jesienią 2018 roku. O ile oczywiście wszystko pójdzie po mojej myśli.

We Krwi poddaje Pan swoich czytelników poważnej próbie: prowadzi dwie autonomiczne historie bohaterów, właściwie nigdy ich ze sobą nie splatając. Jedynie sugeruje Pan przyszły wspólny finał. Czy to chwyt marketingowy, czy też koncepcja całej serii wymaga takiego poszatkowania akcji?

BS: Dwie historie i dwójka bohaterów – wszystko perfidnie zaplanowałem. Takie prowadzenie akcji było celowe, choć nie wydaje mi się, żeby można je było odczytywać jako chwyt marketingowy. Wręcz przeciwnie. Myślę raczej, że strukturę Krwi nie każdy oceni pozytywnie. W książce nie ma łatwych tematów i nie ma łatwych rozwiązań. Ten zabieg tylko to podkreśla, a jednocześnie łączy bohaterów, pokazując ich w innym świetle. Świadomie stanąłem w kontrze do masowego obecnie zjawiska, czyli upraszczania i prowadzenia czytelnika jak po sznurku. Chciałem, żeby odbiorca sam pomyślał.

Proszę opowiedzieć coś więcej o Kasi, bohaterce drugiego wątku powieści. Czy jej los jest choćby częściowo wzorowany na prawdziwej historii, czy jest ona po prostu bohaterką umożliwiającą ukazanie problemu prostytucji i handlu ludźmi?

BS: To pełnoprawna bohaterka, która w całej trylogii odgrywa tak samo ważną rolę jak Gabriel. Nie chciałem, by Kaśka stała się tylko symbolem prostytucji czy handlu ludźmi, co często niestety można zaobserwować w literaturze czy filmie. Ona nie jest tłem. Potrzebowałem wyrazistej, kobiecej bohaterki, z którą można się identyfikować, choć jej profesja nie jest akceptowana społecznie. Liczyłem na to, że czytelnicy ją pokochają bez względu na to, kim jest. I z tego co wiem, tak właśnie się stało. Nie opierałem jej historii na autentycznych wydarzeniach, ale niektóre z zachowań czy sytuacji, które się jej przydarzyły, są prawdziwe.

W swoich powieściach zdradza Pan niepokojące zainteresowania chemiczne, każąc swoim bohaterom przygotowywać niebezpieczne substancje z dostępnych powszechnie składników. Czy przeprowadzał Pan eksperymenty, które trafiły potem do książek?

BS: To niezwykle fascynujące, że z rzeczy, które znajdziemy praktycznie w każdej kuchni, możemy stworzyć coś niebezpiecznego. Siedzimy na bombach
i nie zdajemy sobie z tego nawet sprawy. Czyż to nie piękna metafora naszego życia? W książkach chciałem to pokazać, by uświadomić czytelnikowi, że cały czas niewiele wiemy o tym, co nas otacza. O tym, że tłuste plamy usuniemy za pomocą talku dla niemowląt, a coś w rodzaju gazu pieprzowego przygotujemy w kilku prostych krokach. Najgorsze jest to, że mam kiepską pamięć i choć te wszystkie, cudowne przepisy wypróbowałem, zapominam receptury. Chociaż może akurat dobrze, że tak jest, bo w którymś momencie mogłoby się to źle skończyć.

Zaczynał Pan karierę jako autor fantastyki, ale sukces pańskich kryminałów okazał się znacznie większy. Czy jednak nie rozważa Pan powrotu do dawnych fascynacji, poszukania jakiejś odskoczni od prozy współczesnej?

BS: Nie czuję potrzeby powrotu do fantastyki. Proza współczesna okazała się zdecydowanie mi bliższa i lepiej się w niej odnajduję. Zresztą z fantastyką skończyło się tylko na kilku opowiadaniach, docenionych tu i ówdzie. Nigdy nie próbowałem dłuższej formy. Nie czułem takiej potrzeby, dopóki nie zacząłem pisać Aorty. Nie wykluczam jakiegoś lekkiego zboczenia z kursu kryminalnego, ale raczej w stronę klasycznych historii bez „trupa", a nie fantastyki. Uwielbiam opowieści o ludziach i o tym, co ich spotyka. Dalej lubię przeczytać od czasu do czasu coś z innego nurtu, ale to na tyle.

Dziękuję za rozmowę!

 BARTOSZ SZCZYGIELSKI
Absolwent Wyższej Szkoły Informatyki Stosowanej i Zarządzania WIT. Autor licznych opowiadań i cyklu o komisarzu Gabrielu Bysiu.

 

 

Zbrodnia wywołuje w nas określone emocje. - wywiad z Bartoszem Szczygielskim
Autor:Bartosz Szczygielski

oceń:

Dodaj komentarzKomentarze (0)

ul. Borowskiego 2 lok. 205
03-475 Warszawa

Dane kontaktowe:

+48 22 416-15-81
kontakt@czytamykryminaly.pl 

Newsletter:
Zapisz się do newslettera i otrzymuj
najświeższe informacje ze świata kryminałów.
Zapisując się na newsletter, akceptujesz politykę prywatności
Token
© Czytamy Kryminaly - All Rights Reserved.