Share

W swoim życiu zawsze starałem się kierować instynktami - wywiad z Grahamem Mastertonem

Graham Masterton, bestsellerowy twórca kryminałów i thrillerów psychologicznych w obszernej rozmowie przedstawia nam, w co stara się wierzyć, dlaczego nie ucieka od przedstawienia makabry i wynaturzenia, co fascynuje go w kobietach, a także - między innymi - czy w każdym z nas znajduje się ziarenko zła.

Marcin Waincetel: Jak to się właściwie stało, że wkroczyłeś na ścieżkę zbrodni? To znaczy – innymi słowy – bardzo ciekawi mnie to, w jaki sposób zostałeś twórcą nie tylko horrorów, ale również historii kryminalnych, thrillerów psychologicznych... Jesteś ekspertem od opisywania ludzkiego zła i świata zbrodni.

Cóż... opowieści grozy zacząłem pisać, gdy byłem zaledwie dziesięciolatkiem. Stało się to głównie za sprawą dokonań Edgara Allana Poe, którego twórczością byłem – właściwie to wciąż jestem! – zafascynowany od dawna. Poe tworzył zresztą tak w jednym, jak i drugim gatunku, co prowadzi nas z kolei do następującego wniosku: horrory i kryminały są do siebie bardzo podobne, tyle tylko, że ten pierwszy rodzaj historii musi zawierać w sobie pierwiastek metafizyczny. „Zabójstwo przy Rue Morgue", słynna nowela spisana jego piórem, stanowi tutaj dobry przykład, bo jest to zapis traktujący o wydarzeniach, którym zdecydowanie bliżej jest do historii kryminalnej niż grozy, chociaż wiemy, że zagadkowym mordercą dwóch kobiet okazała się być prawdziwa bestia, olbrzymi orangutan, co – trzeba to przyznać – już samo w sobie jest niezwykłe. No i właśnie – nadnaturalne! Powracając do Twojego pytania... na długo zanim przystąpiłem do pisania serii z detektyw Katie Maguire, stworzyłem kilka thrillerów, które były opowieściami kryminalnymi, ale z wyraziście nakreślonymi elementami politycznymi. Natomiast opowieści z Maguire zacząłem publikować w 1999 roku, gdy wraz ze swoją żoną Wiescką mieszkałem w Cork, w Irlandii...

...a więc w miejscowości, w której swoje pierwsze sprawy prowadziła właśnie Katie. Dlaczego pani detektyw nie zajęła się zatem dochodzeniem nadnaturalnych tajemnic, wyspecjalizowała się natomiast w tropieniu seryjnych morderców?

Cóż, w tamtym czasie horrory nie cieszyły się szczególnie wielką popularnością, a ja chciałem spróbować się w czymś nowym. Postanowiłem zatem sprawdzić, czy zdołam dotrzeć do większego grona odbiorców jako autor kryminałów. Zacząłem opowieścią „Trauma", krótką nowelką o kobiecie imieniem Bonnie, która zajmuje się sprzątaniem miejsc zbrodni. Niejedno już widziała, jednak usuwanie krwi ofiar nie jest równoznaczne z tym, żeby usunąć coś z naszej pamięci... Obrazy zbrodni potrafią zostawać pod powiekami, potrafią odcisnąć na naszym życiu niemałe piętno. Potem przedstawiłem opowieść znaną jako „Niemy strach" opowiadającą o Holly Summers, głuchoniemej specjalistce od czytania z ruchu warg, która współpracuje z policją przy namierzaniu przestępców. I tak właśnie, krok po kroku, dojrzałem do tego, żeby kolejną historię osadzić już w Cork i skoncentrować się na ukazaniu losów charakternej pani detektyw, czyli Katie Maguire. Chciałem, aby to była kobieta, detektyw, która pracując w irlandzkiej policji zmaga się z jednej strony z trudnymi, bywa że bezprecedensowymi sprawami, ale również otoczeniem, które nie zawsze jest wobec niej przychylne. Faceci z jej środowiska pracy bywaj podejrzliwi, niektórzy są lekceważący, a także zazdrośni z uwagi na to, że Katie jest kobietą – ambitną, błyskotliwą, której kariera stanowi ciąg sukcesów. Sukcesów okupionych jednak nieprawdopodobną walką. O przekonania, wartości.

Walki, w której nie brakuje krwi. Obrazów przemocy. Bo w swoich thrillerach i kryminałach nie uciekasz od przedstawienia makabry, wynaturzenia, ba, zezwięrzecenia ludzkich zachowań.

Od początku zależało mi na tym, aby kreować jak najbardziej realistyczne obrazy zbrodni. Nie chciałem tworzyć bezkrwawych, eleganckich powieści w duchu Agathy Christie. Wolałem ukazać morderstwa takie, jakimi są w rzeczywistości. A bywają naprawdę przerażające, o których trudno jest zapomnieć. Swoje pierwsze doświadczenia i szlify związane z pisaniem zdobywałem w pracy dziennikarskiej jako reporter, dlatego też staram się, aby w moich powieściach zapisane były również ważne tematy społeczne. Zresztą, właściwie codziennie czytam internetowe wydania irlandzkich gazet, w których jest tak dużo mocnych historii kryminalnych, o których można byłoby pisać, że... cóż, trudno to sobie wyobrazić.

Wspominasz o tym, co zostaje w pamięci. Jest taki cytat z jednej historii Katie, który mocno zapisał mi się w głowie. A brzmi on tak: „Czasami Bóg daje ci to, czego chcesz, ale czasami pokazuje ci, czego naprawdę nie chcesz". O pisarzach, ale właściwie chyba każdym twórcy, można mówić w podobny sposób. Zgodzisz się?

Oczywiście, że kiedy jesteś twórcą, wówczas, w pewnym sensie, wcielasz się w Boga, dlatego że, kontrolujesz całą rzeczywistość. Jesteś odpowiedzialny za to, jak wygląda dany świat, jakie zasady nim rządzą. Więcej! Kierujesz ludzkim przeznaczeniem. Bohaterowie stają się istotami, które czują, które są przez to prawdziwe. Muszę przyznać, że gdy kończę pisać jakąś książkę, gdy zamykam jakiś rozdział, to zdarza mi się odczuwać tęsknotę za niektórymi postaciami, które – być może – już nigdy nie powrócą. Jednak czytelnicy bardzo lubią poczucie niepokoju. Jak sądzisz, dlaczego tak wielu ludzi lubi przejażdżki kolejkami górskimi? Dlaczego krzyczą wtedy z przerażenia, a za jakiś czas i tak wracają do podobnych miejsc? Ludzie dostają zastrzyk adrenaliny, a jednocześnie wiedzą, że nic złego nie ma prawa się zadziać. Z wyjątkiem sytuacji, gdy kolejka się nie zepsuje... I podobnie jest z powieściami kryminalnymi. Bywają przerażające, bywają krwawe, jednak czytelnicy zdają sobie sprawę, że tak naprawdę nie znajdują się w sytuacji realnego zagrożenia. Są obserwatorami, ale nie uczestnikami.

Morderstwa na księżach w "Upadłych aniołach", morderstwa na zakonnicach w "Siostrach krwi"... dobro i zło, śmierć i życie. Czy sądzisz, że każdy człowiek jest zdolny do występku? Do tego, aby kroczyć po ścieżkach zła?

Nie potrafię Ci odpowiedzieć, czy każdy z nas rodzi się z potencjałem do tego, aby popełniać zło. Cholernie zaskakujące bywa jednak to, jak szybko niektórzy ludzie potrafią przemienić się z całkiem normalnych, uprzejmych, przestrzegających prawa obywateli w sadystyczne bestie, prawdziwe potwory, które powodowane są jakimiś pierwotnymi instynktami. Oprócz spraw morderców, gwałcicieli, terrorystów – słowem zwyrodnialców – warto również spojrzeć na to, co działo się w czasie II wojny światowej. Zło budzi się z ukrycia w każdej cywilizacji. W Polsce, na której piętno zniszczenia odcisnęło wyjątkowe krwawe piętno, wiecie o tym najlepiej.

Wojna rządzi się swoimi prawami. Ludzie potrafią przemieniać się w prawdziwe bestie.

Dokładnie. Jest tak wiele dowodów... W przeszłości kilkukrotnie zwiedzałem Strzelin, miejscowość niedaleko Wrocławia, w której dopiero teraz, powoli, udaje się odzyskiwać siły po tych straszliwych szkodach, jakie wyrządzono miastu. Patrzmy dalej. Syryjskie dzieci umierają w nalotach bombowych. Młodzi przedstawiciele londyńskich gangów giną od śmiertelnych ciosów nożami – w czasie tego roku w Londynie doszło już do ponad 100 zabójstw, w których katami okazali się być nożownicy. Wydaje mi się, że wszyscy rodzimy się bardziej obojętni, a nie naturalnie zli, a kiedy dorastamy, cóż, musimy nauczyć się dbać o siebie nawzajem. W dzisiejszych czasach często brakuje właśnie tej mądrości wychowania. Rodzice bywają zbyt zajęci swoimi problemami (i smartphonami!), a nie tym, aby wychowywać.

W swoich historiach, wspólnie z Katie, zajmujecie się sprawami, które często odnoszą się do tajemnic przeszłości. Choćby w „Pogrzebanych". Opisałeś tam sekret związany ze zmumifikowanymi zwłokami – wydaje się, że mogą to być ofiary IRA, jednak, jak to zwykle bywa, nie wszystko jest czarno-białe. Czy można uciec od historii? Zwłaszcza narodowych demonów wojny?

Trzeba wiedzieć, że w Irlandii przeszłość jest ciągle żywa. Bardzo angażująca. I wciąż bolesna. Anglicy potrafili traktować mieszkańców Irlandii tak, jak gdyby Ci drudzy byli dzikusami. Takie fakty w dalszym ciągu stanowią ważną część pamięci ludzi z Cork. Pamięci trudnej i bolesnej. Czy wiesz, że w 1921 roku, w odwecie za to, że irlandzcy rebelianci podjęli się akcji zbrojnej, armia brytyjskia doszczętnie spaliła centrum miasta Cork? Jeśli chodzi o mnie, to nie wierzę, że przeszłość powinna kierować Twoją przyszłością. Nie powinna warunkować tego, co będzie. Zawsze wierzyłem w to, że trzeba i warto podejmować ryzyko. Ciekawe jest jednak to, jak jedna sytuacji potrafi zaprowadzić i zainicjować inną. Zupełnie niespodziewaną. Przypadkowe spotkanie, nieoczekiwana rozmowa... to trochę tak jakbyśmy uczestniczyli w fabule książki. Często zdarza mi się pisać o jakimś wydarzeniu na początku książki, a potem sam nie do końca zdaję sobie sprawę, że to właśnie dzięki niemu wszystko może się wyjaśnić. Podobnie jest w życiu. W dawnych czasach przyjazniłem się z nieodżałowanym Williamem Burroughsem, który zwykł mawiać, że na drodze naszego życia istnieją skrzyżowania, które, jak to określił, nie są czymś zupełnie przypadkowe, a stanowią raczej ciąg niezwykłych powtórzeń podobnych scenariuszy – z tymi samymi miejscami, ale w różnych okolicznościach...

Brzmi odrobinę skomplikowanie... czy mógłbyś to rozwinąć?

Opowiem Ci coś. W wieku 7 lat udałem się do szpitala św. Jerzego w centrum Londynu po to, aby poddać się zabiegowi usunięcia migdałków. Kiedy skończyłem 19 lat, spotykałem się z dziewczyną o imieniu Susan, która zamieszkiwała w Tooting, w południowej części Londynu. Oczywiście zastanawialiśmy się nad małżeństwem, jednak byliśmy na to zbyt młodzi i ostatecznie zerwaliśmy. Nigdy nie sądziłem, że udam się w ponowną podróż do Tooting. A jednak. Pięć lat pózniej poznałem bowiem... przyjaciółkę Susan, z którą się pobrałem, jednak nie minęły trzy lata, gdy na mojej drodze pojawiła się Wiescka... Rozstałem się ze swoją ówczesną żoną i pobrałem się z Wiescką. Tymczasem szpital św. Jerzego został przeniesiony z centrum Londynu do Tooting. Gdy Wiescka ciężko zachorowała, to została przeniesiona właśnie do tego miejsca. Do miejsca, w którym ostatecznie, niestety, zmarła. O tym właśnie myślałem, gdy mówiłem o tym, że w życiu istnieją naprawdę zadziwiające skrzyżowania....

Potrafisz pisać bardzo sugestywnie, niekiedy wręcz hipnotyzująco, o emocjach. Widać to szczególnie dobrze za sprawą Katie. Myślisz, że – gdyby istniała naprawdę – to mógłbyś się z nią zaprzyjaznić?

Moimi najlepszymi przyjacielami zawsze były kobiety. Uważam, że są one zdecydowanie bardziej interesujące i skomplikowane do opisu literackiego. Ale równocześnie nigdy nie będę rościć sobie prawa do tego, że mogę i potrafię pisać jak kobieta. Postać Katie jest zresztą wzorowana na kilku moich bliskich znajomych. Została nazwana na cześć Kate O'Sullivan, wyjątkowo inteligentne reporterce, którą poznałem, gdy miałem 19 lat, a którą widuje do dzisiaj. Moja inna koleżanka, Sabina Brennan, profesor neurobiologii na Trinity College w Dublinie posiada bardzo podobną energię, co Katie, a równocześnie stawia wyjątkowo dużo pytań. Z kolei Dawn Harris, pisarka i działaczka charytatywna, jest równie zdeterminowana, co nasza pani detektyw. Podobnie zresztą, jak i Kinga Kaczanów, młoda programistka z Warszawy. No i oczywiście moja żona, Wieska, nadwyraz piękna, obdarzona radością i poczuciem humoru, ale równocześnie siłą, która w alergiczny sposób reaguje na ludzką głupotę. Myślę, że mógłbym zaprzyjaznić się z Katie. Nie sądzę, aby doszło pomiędzy nami do czegoś bliższego, jest – jak dla mnie – zbyt religijna i zbyt dyscyplinowana. Ale przyjaciele? Sądzę, że jak najbardziej!

Opowiadasz o makabrycznych zbrodniach, odsłaniasz tajemnice przeszłości, ale piszesz też o społeczno-kulturowych zasadach, które rządzą naszym światem...

Bo to ważne. Wszyscy musimy żyć razem, jako wspólnota, na dobre i złe. Musimy postępować zgodnie z przyjętymi obyczajami i przepisami społecznymi. Katie również musi zachowywać się w określony sposób, nawet jeśli, jej instynkty podpowiadają coś innego. Sądzę, że do pewnego stopnia wszyscy jesteśmy kierowani przez potrzebę dostosowania. Gdybyśmy nie byli zaniepokojeni sposobem, w jaki postrzegają nas inni ludzie, wówczas nigdy nie martwilibyśmy się zjawiskiem hejtu, internetowymi trollami, nie chodzilibyśmy na operacje plastyczne, nie dbalibyśmy o to, jak wyglądamy, jak się zachowujemy. A jednak każdy z nas jest inny. Każdy z nas poszukuje swojego ja. To wewnętrzne napięcie towarzyszy również w życiu Katie.

W co wierzysz? W siłę instynktów? Czy jednak w zdrowy rozsądek? Zastanawiam się, czy jesteś w tym względzie podobny do Katie? A może wręcz przeciwnie?

W swoim życiu zawsze starałem się kierować instynktami. Wszystkie najlepsze rzeczy, które przytrafiły mi się w moim życiu były spowodowane tym, że działałem pod wpływem impulsu. Tak było na przykład, gdy poznałem swoją żonę, Wieskę, z którą przeżyłem 37 wspólnych lat życia. Wieska była Polką i... muszę przyznać, że nawet teraz, po jej śmierci, odczuwam bardzo silny emocjonalny związek z Waszym krajem. A Katie? Hm... Ona raczej nie lubi zgadywania, przypuszczeń i domysłów. Jest zdecydowanie bardziej praktyczna, choc, jak wiadomo, również i ona potrafi kierować się intuicją, dzięki której rozwiązała kilka ze swoich spraw.

Zastanawiam się, czego w literaturze stara poszukiwać się dzisiaj Graham Masterton?

Muszę przyznać, że tak naprawdę nie potrafię już czytać fikcji. Jestem wystarczająco krytyczny w stosunku do swoich prac, równie surowo bywam w stosunku do innych. Staram się zatem czytać literaturę opartą na faktach, która może przydać się w procesie tworzenia moich powieści. Zanim zostałem zawodowym pisarzem, to przyznam, że podobały mi się książki prawdziwych twardzieli z Ameryki – Nelsona Algrena czy Hermana Wouka, a to dlatego, że język, którym opowiadali był mocny, jednoznaczny, fabuły zaś bezkompromisowe. Ceniłem również twórczość literatów z beat generation – Jacka Kerouca, Lawrenca Ferlinghettiego i oczywiście Williama Burroughsa, z którym zresztą byłem zaprzyjazniony. Wez pod uwagę, proszę, również to, że piszę codziennie – najczęściej przez znaczną część doby – dlatego tak naprawdę ostatnią rzeczą, na którą mam ochotę po dniu pracy jest czytanie kolejnych fikcyjnych opowieści. Wieczorami wolę spotkać się ze swoimi czarującymi przyjaciółkami i opowiedzieć im kolejną historię, która przydarzyła się tego dnia Katie...

Rozmawiał Marcin Waincetel.

GRAHAM MASTERTON  urodził się w Edynburgu 16 stycznia 1946 roku. Jego dziadkiem był Thomas Thorne Baker, znakomity naukowiec, który wynalazł DayGlo i jako pierwszy przekazał zdjęcia przez radioodbiornik. Po ukończeniu szkoły Whitgift w Croydon pracował jako dziennikarz w „Crawley Observer". W wieku 24 lat został mianowany na współpracownika „Penthouse" i „Penthouse Forum". Początkowo pisał poradniki seksuologiczne, jednym z których była Magia seksu. Zadebiutował jako autor horrorów w 1976 roku książką o tytule Manitou, na podstawie której po dwóch latach nakręcono film o tym samym tytule. Od tej pory Graham wydał ponad 40 horrorów i otrzymał nagrody za:

- "Kostnica" (Charnel House), za którą otrzymał nagrodę Special Edgar przez Mystery Writers of America
- "Zwierciadło piekieł" (Mirror) nagrodzone Srebrnym Medalem przez West Cost Review of Books,
- "Wizerunek zła" (Family portrait), będące aktualizacją opowieści Oscara Wilde'a The picture of Dorian Gray, za którą zdobył nagrodę Prix Julia Verlanger jako jedyny pisarz niefrancuski.

Poza wymienionymi wyżej nagrodami, Graham Masterton był jeszcze wielokrotnie nagradzany za swoje opowiadania i powieści. Łącznie Graham Masterton napisał ponad sto nowel, a poza nimi pisze również thrillery, powieści historyczne, horrory, nowele o klęskach żywiołowych, nowele dla dzieci, opowiadania, jak również sagi historyczne. Jego trzy opowiadania zostały sfilmowane dla Tony'ego Scotta, twórcy telewizyjnego serialu The Hunger. Graham Masterton jest autorem ponad 100 książek, które zostały przetłumaczone na 18 języków. W 1999 roku powstała biografia Mastertona zatytułowana Manitou Man. Masterton jest stałym współpracownikiem „Cosmopolitan", „Men's Health", „Nowa Fantastyka", „Woman" i „Woman's Own". Wraz z żoną i trzema synami mieszka w gotyckiej wiktoriańskiej rezydencji w domku nad rzeką Lee w Cork w Irlandii.

Biogram wykorzystany ze strony wydawnictwa Albatros.

 

W swoim życiu zawsze starałem się kierować instynktami - wywiad z Grahamem Mastertonem
Autor:Graham Masterton

oceń:

Dodaj komentarzKomentarze (0)
Powiązane
Zobacz informacje powiązane z tym autorem

ul. Borowskiego 2 lok. 205
03-475 Warszawa

Dane kontaktowe:

+48 22 416-15-81
kontakt@czytamykryminaly.pl 

Newsletter:
Zapisz się do newslettera i otrzymuj
najświeższe informacje ze świata kryminałów.
Zapisując się na newsletter, akceptujesz politykę prywatności
© Czytamy Kryminaly - All Rights Reserved.