Share

W kryminale nie ma miejsca na lanie wody! - wywiad z Martą Matyszczak

Iwona Krupińska: Prowadzi Pani Kawiarenkę Kryminalną, pisze opowiadania. Kolejnym, chyba naturalnym etapem było napisanie książki. Jak długo dojrzewała Pani do stworzenia pierwszej powieści?

Marta Matyszczak: Latami! Zanim na księgarskich półkach pojawiła się moja debiutancka powieść pod tytułem Tajemnicza śmierć Marianny Biel, zużyłam hektolitry tuszu do drukarki i kilkanaście ryz papieru. Zawsze chciałam pisać, nie wiedziałam tylko, jak się za to zabrać. Moja przygoda z kryminałem zaczęła się na poważnie od udziału w warsztatach literackich organizowanych w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu. Przez cztery lata co roku jeździłam do stolicy Dolnego Śląska i uczyłam się od najlepszych pisarzy gatunku. Wielką pomocą przy układaniu fabuły były też dla mnie warsztaty scenariopisarskie Agnieszki Kruk w Warszawskiej Szkole Filmowej. Kryminał jest gatunkiem, w którym nie ma miejsca na lanie wody, każdy szczegół musi pasować do zbudowanej na samym początku struktury. To trochę jak układanie puzzli. I sztuki tego układania trzeba się nauczyć.

Na rodzimym rynku działa wielu blogerów książkowych. Co zrobić, aby spełnić marzenie i wydać książkę? Jak dotrzeć do potencjalnego wydawcy?

MM: Czytanie literatury gatunkowej i pisanie o niej na łamach Kawiarenki Kryminalnej nie było dla mnie jednym z etapów kariery pisarskiej. Prowadzę Kawiarenkę, ponieważ kocham książki, a nie dlatego, że wydawcy mogliby dzięki temu spojrzeć na mnie łaskawszym okiem. To są dwie odrębne sprawy. Myślę, że u każdego pisarska droga wygląda inaczej. Nie ma jednego, niezawodnego rozwiązania. Na pewno trzeba ciężko pracować, uzbroić się w cierpliwość i tak łatwo się nie zrażać. W moim przypadku wyglądało to tak, że napisałam książkę, miesiącami dopieszczałam tekst, wreszcie wysłałam go do wybranych wydawnictw. Zrobiłam to w styczniu, nie wiedząc, że w wydawnictwach panuje przekonanie, iż właśnie wtedy, na początku nowego roku zazwyczaj swoimi talentami chcą się z nimi podzielić różnej maści desperaci, więc napływające propozycje traktuje się z pewnym dystansem. Przez miesiąc, gdy czekałam na pierwsze odpowiedzi, nie za bardzo można się było ze mną dogadać. W nerwach po kilka razy dziennie sprawdzałam skrzynkę mailową i nie interesował mnie żaden inny temat, tylko mój kryminał. Moi bliscy z pewnością odetchnęli z większą ulgą niż ja, kiedy powieść spotkała się z pozytywnym odzewem.

W jednym z wywiadów stwierdziła Pani, że pisze o tym, co zna i kocha. Za co kocha Pani kryminały i Iana Rankina?

MM: Niestety, Iana Rankina nie miałam nigdy okazji nawet zobaczyć na żywo, więc swoje uczucia lokuję raczej w jego książkach niż w nim samym. Obok Kate Atkinson to mój ulubiony pisarz gatunkowy. U Rankina, prócz postaci Johna Rebusa – policjanta, który za dużo pije, żywi się śmieciowym jedzeniem i ma w nosie wszelkie autorytety, za to jest bezkompromisowy w dochodzeniu do prawdy – równoprawnym bohaterem powieści jest miasto. Edynburg ze swoimi wąskimi, brukowanymi uliczkami, pubami i górującym nad wszystkim zamkiem jest równie fascynujący jak kryminalna fabuła. Między innymi właśnie za to kocham kryminały, że przenoszą mnie w miejsca, których może nigdy nie mogłabym odwiedzić, i pozwalają poznać je pod wieloma aspektami: społecznym, kulturowym czy po prostu turystycznym. Aczkolwiek do Edynburga zaciągnęłam kiedyś mojego męża na wycieczkę tropem Johna Rebusa. Podróże z kryminałem pod pachą zamiast przewodnika to jedna z moich pasji, choć oczywiście nie wszędzie jest mi dane dotrzeć.

Peter James pozwolił zamknąć się w trumnie, Bernhard Aichner pracował w zakładzie pogrzebowym i uczestniczył w sekcjach zwłok, Joanna Opiat-Bojarska konsultowała u seksuologa temat parafilii. Jak wygląda reaserch u Pani?

MM: Niezwykle pasjonujące były dla mnie przygotowania do mojej drugiej powieści pod tytułem Zbrodnia nad urwiskiem. W kryminalną fabułę wplotłam wątek listów, jakie przez lata wymieniali ze sobą książkowi bracia Koszyccy. Obaj walczyli na frontach drugiej wojny światowej. Historię tych postaci oparłam luźno o losy mojego dziadka, Zdzisława Chodackiego – który dowodził oddziałem saperów Armii Krajowej w bitwie pod Kałużówką w 1944 roku, przeprowadzonej w ramach akcji „Burza" – oraz jego brata, Emila Chodackiego. Emil z kolei wędrował z Armią Andersa, aż dotarł do Wielkiej Brytanii. Tam wstąpił do 307. Dywizjonu Lwowskich Puchaczy, gdzie latał jako nawigator. Poznając ich dzieje, przekopałam szafy w domu rodziców w poszukiwaniu starych dokumentów, wojennych odznaczeń, korespondencji i zdjęć. Przy okazji natknęłam się na kilka ciekawostek związanych z moimi przodkami. Na przykład, jeden z moich pradziadków, Ludwik Kazimierczak, był policjantem w Chorzowie, a wcześniej w Królewskiej Hucie, jak nazywało się moje rodzinne miasto przed wojną. Pradziadek Ludwik był, mając 160 cm z hakiem wzrostu, jak na mężczyznę dość niski. Być może więc ten kryminalny gen jest u nas przekazywany z pokolenia na pokolenie, ale wzrost już nie, bo ja mam 175 cm.

Czy są jakieś mocniejsze tematy, które chciałaby Pani poruszyć, ale konwencja Kryminału pod psem na to nie pozwala?

MM: Konwencja kryminału nieco lżejszego, często zabawnego, choć tak naprawdę będącego opowieścią o prawdziwych tragediach, jest stworzona wprost dla mnie. Nie przepadam za okrutnymi, dosadnymi i obrazującymi brutalność tego świata z dokładnością jeden do jednego historiami ani jako pisarka, ani jako czytelniczka. Zresztą, jak pisze John Cleese w swojej autobiografii pod tytułem Tak czy inaczej..., każda dobra komedia jest u podstaw tragedią. By coś nas śmieszyło, musi w gruncie rzeczy opowiadać o prawdziwym dramacie. Kryminał z przymrużeniem oka jest więc tak samo odpowiednią formą do przedstawienia czytelnikowi mocnych historii jak te bardziej krwawe podgatunki.

Liczba komedii kryminalnych jest na naszym rynku znikoma. Czy obsadzając czworonoga zarówno w roli głównego bohatera, jak i narratora, nie bała się Pani reakcji czytelników przyzwyczajonych do klasycznych kryminałów?

MM: Wręcz przeciwnie! Uznałam, że czytelnicy w zalewie podobnych do siebie tytułów chętnie sięgną po coś oryginalnego. A psi bohater w kryminale, przynajmniej na polskim rynku, taki jest. Myślę, że teraz, siedem – osiem miesięcy od ukazania się Tajemniczej śmierci Marianny Biel mogę zaryzykować stwierdzenie, że ryzyko się opłaciło. Dostaję mnóstwo pozytywnych wiadomości od czytelników, którzy pokochali Gucia, kundelka towarzyszącego detektywowi Szymonowi Solańskiemu. Pierwowzorem książkowego czworonoga jest mój własny Gucio, którego adoptowałam z chorzowskiego schroniska dobre dwanaście lat temu. Tak jak kocham kryminały, kocham też psy. Moje opowieści wypływają więc z serca i myślę, że czytelnicy mogą to poczuć.

W pierwszym tomie trafiliśmy do Chorzowa, w drugim wyjechaliśmy do Irlandii, w Strzałach nad jeziorem przenosimy się do Barlinka. Jakim kluczem kieruje się Pani, wybierając miejsca akcji?

MM: Akcja Tajemniczej śmierci Marianny Biel rozgrywa się w Chorzowie, ponieważ stąd pochodzę, to jest moje miasto, znam tu każdy kąt. Tutaj też zamieszkali moi bohaterowie, w związku z czym Chorzów będzie się pojawiał w każdym tomie choćby na chwilę. Doszłam jednak do wniosku, że nie chcę zanudzić ani czytelnika, ani siebie samej, pisząc wciąż o jednym miejscu. Dlatego cykl Kryminał pod psem nie będzie w całości osadzony na Śląsku. W zamian przenoszę Solańskiego, Gucia i Różę, a co za tym idzie czytelników, do różnych regionów, które w jakiś sposób są mi bliskie: spędziłam w nich więcej czasu niż podczas weekendowego wypadu i poznałam je od podszewki. W Irlandii mieszkałam przez trzy lata, dlatego naturalnym było dla mnie wysłanie mojej kryminalnej bandy w te zielone krajobrazy, whisky i Guinnessem płynące. W Barlinku z kolei spędzałam każde wakacje w dzieciństwie. Mieszka tam moja rodzina, więc wciąż często wracam nad brzeg Jeziora Barlineckiego.

MARTA MATYSZCZAK
Chorzowianka z urodzenia, dziennikarka z wykształcenia, pasjonatka kryminałów z zawodu. Prowadzi Kawiarenkę Kryminalną, portal poświęcony literaturze kryminalnej. Uczestniczka warsztatów literackich na Międzynarodowym Festiwalu Kryminału we Wrocławiu oraz na Festiwalu Conrada w Krakowie. Laureatka konkursów na opowiadanie kryminalne (MFK Wrocław i Kryminalna Piła). Adeptka kursu scenariopisarskiego w Warszawskiej Szkole Filmowej. Autorka scenariuszy do kryminalnych fars teatralnych. Kocha psy i podróże (szczególnie te tropem powieściowych bohaterów).

GUCIO
Kundelek z urodzenia, pies zaczepno-obronny z wykształcenia (on zaczepia, inni go bronią), tropiciel (kiełbasy) z zawodu. Przygarnięty ze Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Chorzowie. Wcześniejszy los nieznany. Stał się pierwowzorem książkowego bohatera. Lubi spać, jeść i chodzić na spacerki

 

W kryminale nie ma miejsca na lanie wody! - wywiad z Martą Matyszczak
Autor:Marta Matyszczak

oceń:

Nowy komentarz
Musisz się zalogować aby dodać komentarz

ul. Borowskiego 2 lok. 205
03-475 Warszawa

Dane kontaktowe:

+48 22 416-15-81
kontakt@czytamykryminaly.pl 

Newsletter:
Zapisz się do newslettera i otrzymuj
najświeższe informacje ze świata kryminałów.
Zapisując się na newsletter, akceptujesz politykę prywatności
© Czytamy Kryminaly - All Rights Reserved.