Share

Tempo musi być zmienne, ma być romantycznie i brutalnie - wywiad z Grzegorzem Kalinowskim

Nie lubi monotonności, potrafi podkreślać kontrasty. Wyjaśnia, że w wielkim mieście czaić się może wielkie zło. Kto? Grzegorz Kalinowski, ceniony dziennikarz, bestsellerowy autor prozy kryminalnej, którego najnowsza powieść "Gra w oczko" właśnie ma swoją premierę. W specjalnym wywiadzie rzeczony wyjaśnia dlaczego ceni pisarstwo Hellera, Vonneguta i czeską literaturę, tłumaczy, że piłkarze bywają traktowani jak herosi, dzieli się także swoimi literackimi planami oraz rekomenduje kulturowe dzieła. 

Marcin Waincetel: Czy lubisz ryzykować? Bo w „Grze w oczko" ryzykują niemal wszyscy. Modelki, piłkarze, politycy, gangsterzy i pewna dziennikarka, która stara się dotrzeć do prawdy...

Grzegorz Kalinowski: Ryzykuję jak cholera! Słyszałem opinię, że sport odstrasza, a piłka w szczególności. Ponad 70% czytelników to kobiety, a one niekoniecznie przepadają za tą grą. Wystarczy, że mąż, chłopak, brat i ojciec katują meczami. Poza tym, jak zauważył Alek Rogoziński, dowcip nie jest teraz w cenie, a ja jeszcze dodam od siebie, że dobrze sprzedają się seryjni mordercy. Do tego rzeź i seks. Mając trupa z jedną kulką w głowie i nie mając pięćdziesięciu twarzy, ciemnych stron i nowych oblicz, wprowadzając za to nieco satyry społecznej i obyczajowej... podejmuję ryzykowną grę.

Zgodzisz się z tym, że zawodnicy piłki nożnej, zwłaszcza na szczeblu światowym, ale i lokalnym, traktowani są niczym współcześni herosi? Czy to dlatego zdecydowałeś się, aby uśmiercić nieśmiertelnego – Dawida Błochowiaka, nadzieję polskiego futbolu? Aby podkreślić szok?

Tak to herosi. To, co zobaczyłem kiedyś po meczu reprezentacji Hiszpanii dało mi podstawy do tego, aby później mówić; teraz dokładnie wiem, jak wyglądała beatlemania. Widziałem to, czułem, byłem tam. W Polsce jest trochę inaczej, spójrz na biografie polskich piłkarzy, które powstały w ostatnich latach. Ilu z nich to ludzie wygrani, a ilu to niespełnione nadzieje? Herosów mamy niewielu i nie budzą oni takich emocji, polski kibic kocha niespełnionych grzeszników.

„Gra w oczko" to różne oblicza zbrodni. Finansowe przekłamania, zdrady i romanse, medialne kłamstwa i kostucha, która zaprasza do makabrycznego tańca. Warszawa to naprawdę tak wielkie siedlisko zła?

Wprost proporcjonalne do swojej wielkości. Obywateli Polski jest około 39 milionów, z czego 1,8 mln żyje w Warszawie, a w całej aglomeracji można naliczyć 2,6 mln. Doliczmy do tego przyjezdnych... Wielkie miasto, wielkie zło, choć nie takie, jak w Sandomierzu. Jakby zsumować morderstwa z "Ojca Mateusza" oraz "Ziarna prawdy" Zygmunta Miłoszewskiego... A przecież Sandomierz to tylko 23 tysiące mieszkańców. Poza tym, zło czai się także w Czarnocinie i Białej Warmińskiej.

Biorąc pod uwagę Twoje wykształcenie, ale i zawodowe doświadczenie można chyba zaryzykować stwierdzenie, że do „Gry w oczko" przygotowywałeś się przez... kilkanaście lat? Z jaką intencją odwzorowywałeś ten fikcyjny, choć prawdopodobny świat?

Przez całe życie, hahaha! Bo kawał mojego życia to piłka nożna, a radio i telewizja to 25 lat! Chciałem pokazać jego dobre i złe strony. Jest Joanna, dziennikarka z krwi i kości, jest zakochany w sobie „Bożek Telewizji" czyli naczelny Jaszczołt, jest Misiek, dziennikarz z potencjałem, ale także z wielkimi słabościami. Podobnie ze światem piłki, a w zasadzie z każdą profesją, bo w książce mamy także kilku taksówkarzy, którzy są jak dziennikarze. Zarówno dobrzy, źli i ci nijacy.

Jestem ciekaw, czy mógłbyś zaprzyjaźnić się z Joanną Becker? Wydaje się być kobietą nad wyraz atrakcyjną – nie tylko w sensie fizycznym – ale równocześnie taką, która ściąga na siebie, a przy okazji innych, przekleństwo... 

To moja dobra koleżanka! Tak ją odbieram. Tylko koleżanka, bo mam Żonę, a Joanna... Nie uprzedzajmy faktów.

Zastanawiam się, komu szczególnie poleciłbyś „Grę w oczko"? Czy pisząc swoją powieść profilowałeś jakoś swojego przyszłego czytelnika? A może wręcz przeciwnie – nie chcesz go karmić tym, co znane, tylko zaskakiwać nieoczywistościami?

Czytelnik stworzony na mój obraz i podobieństwo. Oczywiście żartuję, ale tak całkiem serio Skandynawia to nie cały świat. Także w kryminale. W powieści jest parę postaci. Klimat spod respiratora - cały czas grzanie i grzanie. Wszyscy spoceni nawet zimą na komendzie, a jak nie to policjant idzie samotnie po to żeby wpaść w pułapkę. Fabuła nastawiona na tworzenie wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi oraz szacunkowi który mamy na inteligencji naszych bohaterów a na koniec i naszej własnej już mnie nie przekonuje. Lepiej obejrzeć uczciwą strzelankę albo horror klasy b. Super, jednak czy każda historia musi być taka? Wierzę, że nie jestem sam. Wierzę, że są także czytelnicy, którzy lubią konstrukcje wielowątkowe, chandlerowskie tempo i obserwacje, a także dowcip Joanny Chmielewskiej.

W twojej powieści zapisana jest też nasza popkulturowa rzeczywistość. Nadajesz przez to swojej powieści znamiona autentyczności. Czy w przyszłości jest szansa na realizację, dajmy na to, serialu, na podstawie któregoś z Twoich scenariuszy?

Jest wstępne zainteresowanie, ale zdaję sobie sprawę, że to daleka droga. Było blisko wystawienia mojej sztuki, ale teatr, z którym byłem dogadany nie ruszył. Nie tracę nadziei, jednak wiem, że wciąż najbliżej realizacji jest spektakl rozpisany na trójkę aktorów, później "Gra w Oczko", a retro... Na to nie ma pieniędzy, polskie seriale premium dopiero raczkują. A teraz pytanie do Ciebie, piszesz o kryminałach, o książkach i serialach. "Gra w Oczko" to dobry materiał na serial?

21 rozdziałów, czyli 21 epizodów... pierwszorzędni bohaterowie drugoplanowi, wielość wątków, afery, mimo że fikcyjne, to w pewnym sensie nawiązujące do prawdziwych wydarzeń... zainteresowanie widzów gwarantowane. Choć wydaje mi się, że przeniesienie tej historii na formułe serialową mogłoby być wyzwaniem!

21 rozdziałów, ale nie odcinków. Dobre seriale kończą się na ośmiu, góra dwunastu. Nie ma trudnych plenerów, jest kilka stałych planów. Oczywiście to musiałby być serial premium, kręcony jak film, a nie jak serial, do których przyzwyczaiły nas polskie telewizje. Na pewno droższy od "Belfra", ale tańszy od "1983" czy "Nielegalnych". Jest kasa, jest realizacja, a może biorąc pod uwagę wątki piłkarskie "kasa, misiu, kasa". Poza tym scenariusz zawsze różni się od oryginału. Inna sprawa, że niezbadane są wyroki polskich telewizji, fajny skądinąd projekt, jakim było "Belle Epoque" został zmarnowany, bo podporządkowano go formatowi stacji. Miało być premium, a wyszedł serial - przebieranka. Bardzo dobry "Paradoks" Brejdyganta, Zglińskiego i Lankosza z doskonałym Lindą przepadł, podobnie "Ratownicy" Wrony, Ostrowskiego i Wojciecha Saramonowicza. Jak trzeba poszło z pierwszym sezonem "Watahy", drugi nieco rozczarował, ale i tak wyrósł ponad krajowe poziomy.

A powiedz, proszę, jakim czytelnikiem jest Grzegorz Kalinowski? W kwestionariusz kryminalnym wspomniałeś ostatnio, że lubisz historie wielowątkowe, w których nie brakuje charakterystycznych bohaterów, czego dowodem jest „Gra w oczko". Czego jednak szukasz w literaturze? Zaskoczeń? Refleksji? Siebie? A może innych?

Właściwie wszystkiego, o czym napisałeś. Nie lubię monotonności, a w futbolu cenię sobie arytmię gry. Tempo musi być zmienne, ma być straszenie i śmiesznie, romantycznie i brutalnie, koszarowo i finezyjnie. Dlatego lubię Hellera, Vonneguta i czeską literaturę, a jedną z książek która miała wpływ na moje pisanie jest "Imię róży" Umberto Eco.

Jesteś autorem grupy literackiej TeamPocisk. W jaki sposób właściwie można rozumieć ten projekt? Co by nie mówić – inicjatywę nietypową, nowoczesną i staroświecką zarazem...

Gruppenfuhrer Wolf jest zawsze na czasie! OK odpowiem inaczej, nie wszyscy są dziećmi kapitana Klossa, teraz są czasy Avengersów, więc bliżej nam do nich niż do Skamandrytów. Każde z nas pisze inaczej, przynajmniej na starcie.

Co czytasz/oglądasz w wolnych chwilach?

W końcu zacząłem czytać "Złoto" Cizi Zyke, awanturniczą historię, którą polecali mi Grzesiek Miecugow oraz fotograf Wojtek Stein. Obaj nie żyją, więc to trochę jak wypełnianie testamentu. Oglądałem "Romę", znakomity film, ale wolę "Zimną wojnę". Bardzo liczę na kolumbijskie "Sny wędrownych ptaków", słyszałem od nim wiele dobrego.

Nad czym pracujesz obecnie?

Kończę pisać dwie książki, trzeciego Strasburgera oraz "Rockowy przewodnik po Warszawie", który tworzymy wspólnie z Sylwią Chutnik. Jeśli spodobała Ci się "Gra w Oczko" to trzymaj kciuki za jej powodzenie, od tego będzie zależało czy i jak szybko ukażą się "Załoga" i "Szeleszcząca śmierć", czyli kontynuacja przygód Joanny i Artura.

Rozmawiał Marcin Waincetel

Tempo musi być zmienne, ma być romantycznie i brutalnie - wywiad z Grzegorzem Kalinowskim
Autor:Grzegorz Kalinowski

oceń:

Nowy komentarz
Musisz się zalogować aby dodać komentarz

ul. Borowskiego 2 lok. 205
03-475 Warszawa

Dane kontaktowe:

+48 22 416-15-81
kontakt@czytamykryminaly.pl 

Newsletter:
Zapisz się do newslettera i otrzymuj
najświeższe informacje ze świata kryminałów.
Zapisując się na newsletter, akceptujesz politykę prywatności
© Czytamy Kryminaly - All Rights Reserved.