Share

Sytuacja kontrolowana i dreszcz emocji - wywiad z Agnieszką Pruską

Agnieszka Pruska to członkini Oliwskiego Klubu Kryminału. Posiada stopień mistrzowski w aikido. Nie może żyć bez czytania, teraz również bez pisania, co oznacza, że komisarza Uszkiera nieraz jeszcze zobaczymy w akcji. Pochodzi z Wrocławia, gdzie spędziła dzieciństwo i wczesną młodość, ale już od ponad dwudziestu lat mieszka w Gdańsku, w którym tworzy swoje zbrodnicze intrygi na kartach literatury... Z wykształcenia jest nauczycielką wychowania fizycznego, a na co dzień pracuje w firmie informatycznej. Nam opowiada o pisarskich namiętnościach, współpracy z policją, tłumaczy, czy sztuka walki przydaje się w sztuce pisania, a także... opowiada o przyczynach popularności kryminału wśród polskich czytelników.

Kryminał bywa niekiedy określany gatunkiem, w którym odbija się mroczna strona naszej codziennej rzeczywistości. Co sprawiło, że nauczycielka wychowania fizycznego postanowiła zająć się zbrodniczym powieściopisarstwem?


Gdybym miała odpowiedzieć jednym słowem, to byłoby to „czytanie". Czytanie wynika z ciekawości świata, ludzi, rozmaitych zagadnień, chęci poznania i doświadczenia czegoś nowego. Czytałam od zawsze, między innymi kryminały. W pewnym momencie czytanie powieści tego gatunku przestało mi wystarczać, to była fikcja, a ja chciałam dowiedzieć się czegoś konkretnego. Zaczęłam sięgać po opracowania dotyczące zagadnień związanych z kryminologią, kryminalistyką, medycyną sądową czy psychologią. Wzbogacałam zarówno swoją biblioteczkę, jak i wiedzę, jednak bardzo długo tylko po to, by zaspokoić ciekawość, a nie ze względu na plany pisarskie. Po którejś kryminalnej lekturze zaczęłam się zastanawiać nad tym, że praktycznie nie ma dwóch takich samych przypadków morderstw, zawsze coś je będzie różniło, nawet w przypadku tego samego sprawcy, który powiela schemat. W grę wchodzą przecież między innymi: sposób pozbawienia życia, motyw, miejsce, prowadzący dochodzenie, świadkowie, stan rodzinny zamordowanego, jego zawód, pora dnia i na przykład czas, jaki upłynął od morderstwa do jego odkrycia. Zmieniając chociaż jeden z tych „parametrów", mamy już zupełnie (lub częściowo) inną zbrodnię. To właśnie był moment, w którym postanowiłam spróbować napisać powieść, opisując w niej kilka morderstw. Muszę przyznać, że byłam ciekawa, czy uda mi się połączyć wszystko w logiczną całość, wyczerpując wszystkie wątki i dać czytelnikowi historię, którą dobrze się czyta.

Przyznała Pani kiedyś, że interesuje się technicznymi aspektami śledztw. A przecież wiadomo, że diabeł tkwi w szczegółach. W czasie pisania pierwszej powieści radą służyli Pani zarówno policjanci, jak i rzecznik biura prasowego KWP. Skąd to przywiązanie do szczegółów?


Interesuje mnie, a nawet w pewien sposób fascynuje, wykorzystanie techniki i postępów w nauce w odkrywaniu sprawców przestępstw. To, co kiedyś było niemożliwe w pewnym momencie staje się oczywiste, powszechnie stosowane, a nawet wykorzystywane przy badaniu spraw z „Archiwum X". Gdy zaczynałam pisać, postanowiłam, że spróbuję pokazać czytelnikom niektóre aspekty pracy policji, a aby to robić, muszę często konsultować ze specjalistami rozmaite detale. Zdarza się, że pytam o rzeczy błahe, ale czasem zadaję pytania, przy których muszę czekać na odpowiedź. Niekiedy omawiam też sposób, w jaki ofiara została pozbawiona życia. Cykl z nadkomisarzem Uszkierem to kryminały policyjne, a więc siłą rzeczy jest tu dużo informacji związanych z pracą policjantów i techników. Proszę jednak pamiętać, że to nadal fikcja, a nie rzeczywisty opis pracy policji.

Pochodzi Pani z Wrocławia, choć od lat żyje Pani w Gdańsku, w którym – i na temat którego – tworzy. Czy miasto to jeden z bohaterów Pani powieści? Dowody znajdziemy choćby w „Literacie" czy „Hobbyście". W jaki sposób odsłonić prawdę o mieście? I czy Pani cykl może stanowić – w pewnym sensie – przewodnik po ciemnej stronie pomorskiej metropolii?


W tej chwili Gdańsk już jest moim miastem, Wrocław miastem mojego dzieciństwa i młodości. Jeżeli całe życie mieszka się w jednym miejscu, wie się o nim bardzo dużo, niektóre informacje przyswaja się od dzieciństwa, praktycznie bezwiednie. Jeżeli zmieni się miejsce zamieszkania, trzeba się tego nowego nauczyć. Miasto to nie tylko budynki i ulice, po przeprowadzce do Gdańska zaczęłam poznawać lepiej jego historię, zabytki, ludzi, specyfikę. Ma pan rację, miasto jest w pewnym stopniu drugoplanowym bohaterem części moich powieści, chciałam pokazać Gdańsk czytelnikom, być może zachęcić ich do zwiedzenia lub chociaż poczytania o nim. To byłby taki dodatkowy „zysk" z książki.
Wymyślając kryminalną intrygę, nie opieram się na autentycznych zbrodniach popełnionych w Gdańsku, więc zawahałabym się przy nazwaniu moich powieści przewodnikami po ciemnej stronie Gdańska. Muszę jednak przyznać, że część zbrodni jest tak bardzo związana z tym miastem i jego realiami, że nie mogłaby zostać popełniona gdzieś indziej, a miejsca związane z fabułą każdy czytelnik może odnaleźć, spacerując po mieście i skonfrontować swoje wyobrażenia z rzeczywistością.

Uprawia Pani aikido, piękną, choć skomplikowaną japońską sztukę walki. Zastanawiam się, czy zasady, których uczyła się Pani podczas treningów, w jakiś sposób pomagają podczas pisania? Czy istnieją żelazne wartości i wyuczone schematy, których trzyma się Agnieszka Pruska?


Na macie rzeczywiście spędziłam dużo czasu, na pierwszy trening aikido poszłam w 2000 roku. Mam stopień mistrzowski, 2. dan. Przy pisaniu wykorzystuję wiedzę dotyczącą tego sportu walki, komisarz Uszkier też trenuje, ma nawet wyższy stopień niż ja. To bardzo wygodnie dla autora, gdy bohater zajmuje się czymś, co dobrze zna się z własnego doświadczenia. Dużo trudniej byłoby mi pisać sceny, w których Uszkier wykorzystuje swoje umiejętności np. pięściarskie. W przypadku scen walki z wykorzystaniem aikido po prostu wiem, jak Uszkier powinien się ustawić, ruszać i jaką technikę zastosować, żeby scena miała sens, a on szanse wygrania konfrontacji. Aikido uczy negocjacji, opanowania, wytrwałości i cierpliwości i sądzę, że w pewnym stopniu treningi wpłynęły na mnie właśnie w tym względzie. Wszyscy, którzy nastawili się na natychmiastowe nauczenie się technik już dawno nie trenują. Jeżeli chodzi o wartości, które są dla mnie bardzo ważne, to, tak jak większość ludzi, mam takie, ale nie wiążą się one bezpośrednio z aikido.

Kim, tak naprawdę, jest dla Pani Barnaba Uszkier? Wiemy, że to nadkomisarz sprawnie walczący z przestępczością, prowadzi normalne, prozaiczne życiu, ale czy do końca? Jaka była główna idea przy konstrukcji tego bohatera? Zastanawiam się też, czy Agnieszka Pruska mogłaby się zaprzyjaźnić z Barnabą Uszkierem w prywatnym życiu?


Zdecydowanie nie jest moim alter ego, jak od czasu do czasu słyszę. Jest moim pierwszym bohaterem literackim, którego stworzyłam na zasadzie kontrastu do tych występujących w powieściach (głównie skandynawskich), które czytałam zanim zaczęłam pisać. Byłam znudzona i zmęczona policjantami czy detektywami z problemami zawodowymi, osobistymi i alkoholowymi, którzy prowadzą śledztwa na kacu, czasem dlatego, że nie mają innej alternatywy, jednocześnie próbując dojść do ładu z własnym życiem (albo nie). Nie wiem, jak to pogodzić z tym, że jednym z moich ulubionych bohaterów jest Harry Hole, ale poczułam przesyt. Uszkier jest też czymś w rodzaju ucieczki od pewnego rodzaju schematu. Poza tym chciałam się skupić na śledztwie, które prowadzi nadkomisarz, a nie na jego problemach osobistych. Chociaż oczywiście jak każdy – i on jakieś ma, co widać chociażby w „Hobbyście". Czy mogłabym się z nim zaprzyjaźnić? Nie wiem, czy zostalibyśmy przyjaciółmi w prawdziwym życiu, ale sądzę, że moglibyśmy się polubić.

Można przypuszczać, że lubi Pani eksperymenty. Bo powieści, w których śledzimy losy Alicji i Julii dają nietypową perspektywę. Dwie, dosyć nieszablonowe postacie kobiece, które postanawiają prowadzić śledztwa na własną rękę. Interesujące są ich metody dochodzenia do prawdy. Grają na stereotypach, wykorzystują emocję, potrafią manipulować... podejrzewam, że „Zimne nóżki nieboszczyka" albo „Wakacje z trupami" dają Pani dużą radość i wolność tworzenia.


Komedia kryminalna rządzi się zupełnie innymi prawami niż kryminał policyjny. To, co w serii z Uszkierem jest zupełnie nie do pomyślenia, w cyklu z Alicją i Julką jest jak najbardziej na miejscu. Zasadniczą różnicą jest to, że bohaterki nie są policjantkami, więc nie myślą i nie działają jak nadkomisarz i jego ekipa. Mają wolną rękę i tak naprawdę mogą zrealizować (albo chociaż próbować realizować) każdy pomysł, jaki im przyjdzie do głowy. Ogranicza je tylko moja wyobraźnia i to, że mimo konwencji humorystycznej nadal jest to kryminał. Poza tym mimo zwariowanych pomysłów to inteligentne kobiety, więc muszę zadbać o to, aby jednak nie było tam elementów zupełnie nierealnych. Zresztą sam wątek kryminalny z powodzeniem dałoby się wykorzystać w klasycznym kryminale. O tym, że to komedia decyduje humor słowny i sytuacyjny związany z działaniami śledczymi bohaterek. Ma pan rację, że przy komediach kryminalnych autor ma większą swobodę pisania niż w przypadku kryminału policyjnego. Te dwa cykle są tak różne, że umożliwiają mi zmianę perspektywy w spojrzeniu na zbrodnię, zupełnie inne poprowadzenie akcji lub, na przykład, inną narrację. To bardzo pożyteczny „płodozmian".

W „Spadkobiercy" rozpisała Pani intrygę, w której korzenie zła sięgają 1945 roku. Nie tylko w tej książce zdaje się Pani udowadniać, że zbrodnia wiąże się z namiętnościami, poczuciem zemsty, ale właśnie również historią... jak Pani uważa – skąd w ludziach bierze się zło? Działanie przeciwko prawu?


Nie będę zapewne oryginalna, gdy powiem, że zło w ludziach po prostu jest. Wielu z nas nie jest tak „dobra", za jakich chciałaby uchodzić. Popełnienie przestępstwa bardzo często wiąże się z czystą kalkulacją: uda mi się czy nie? Opłaca się czy nie? Oczywiście to nie dotyczy tylko morderstw, które są skrajnością, ale przeważnie dużo lżejszych przestępstw. Ściągnięcie książki z chomika to tak naprawdę kradzież, a przecież wiele osób tak robi. Dlaczego kradną powieść, a nie czekoladę w sklepie? Bo w sklepie jest kamera i ochrona, więc się nie opłaca. I niestety nadal sporo ludzi uważa, że taka kradzież to żadna kradzież. Zło drzemie w nas uśpione nakazami, zakazami, perspektywą potępienia przez społeczeństwo, świadomością, że za przestępstwo grozi kara, ale cały czas gdzieś tam jest. W sytuacjach stresowych albo gdy zbrodnia zapewnia jakiś zysk (a może być on rozmaity, od materialnego do emocjonalnego) część ludzi decyduje się na popełnienie przestępstwa. Na szczęście nasze wbudowane przez wieki hamulce: „nie rób tego, to jest złe", „nie rób tego, nie wolno" działają najczęściej sprawnie i nie zabijamy wszystkich, którzy nam się w jakiś sposób narazili lub którzy przeszkadzają nam w realizacji jakiegoś celu (na przykład we wzbogaceniu się).

Co jest dla Pani najtrudniejsze, a co najbardziej satysfakcjonujące w czasie pisania kryminałów? I jakie ma Pani plany na przyszłość?


Niedawno odkryłam, że muszę większą uwagę zwracać na to, żeby z książki nie zrobił się grubas. Piszę, mając plan, wiem, kto zginie, kiedy i dlaczego, kto jest mordercą, ale czasem pojawia się jakiś wątek, który rozwijam wbrew pierwotnym założeniom. Pilnowanie, żeby wątki poboczne nie rozrastały się niekontrolowane czasem sprawia mi trudność. Zdecydowanie więcej jest rzeczy satysfakcjonujących, bo gdybym męczyła się przy pisaniu, to nie robiłabym tego. Lubię zarówno tworzyć fabułę, łączyć wszystkie wątki, jak i sprawdzać rozmaite informacje, które są przydatne przy pisaniu. To ostatnie to właściwie taki bonus, bo bardzo często jest tak, że metodą kolejnych przybliżeń trafiam na rozmaite ciekawostki, do których nie dotarłabym, gdybym nie potrzebowała informacji do książki.
Jeżeli chodzi o moje najbliższe plany związane z książkami, to w styczniu przyszłego roku ukaże się „Łowca" – piąta część cyklu z nadkomisarzem Uszkierem w roli głównej.

Czego szuka Pani w literaturze kryminalnej? Rozrywki? Przestrogi? Morału? Czy oderwania się od rzeczywistości?


Powieść kryminalna to fikcja, więc szukam w niej głównie rozrywki i oderwania od rzeczywistości. To przeżywanie niebezpiecznych, czasem ekstremalnych, sytuacji w warunkach bezpiecznych, o których z góry wiadomo, że nic nam się nie stanie, ale jednak powodujących lekkie podniesienie adrenaliny. Trochę przypomina mi to treningi aikido. Sytuacja kontrolowana, ale dreszczyk emocji związany z walką jest.

A skąd według Agnieszki Pruskiej bierze się niesłabnąca popularność tego typu zbrodniczych opowieści?


Popularność powieści kryminalne zawdzięczają wielu elementom, w różny sposób istotnym dla czytelników. Należy do nich między innymi: zróżnicowanie w obrębie samego gatunku (kryminał policyjny, polityczny, psychologiczny, retro, szpiegowski, miejski, komedia kryminalna itd.), oddanie otaczającej lub minionej rzeczywistości, poruszanie aktualnych tematów, możliwość przeżycia czegoś niebezpiecznego (nietypowego), oderwanie się od niekiedy nudnej i szarej rzeczywistości, ale także identyfikacja z bohaterem. Bardzo często zdarza się też połączenie gatunków w powieści, gdzie głównym wątkiem jest ten kryminalny, co moim zdaniem bardzo często, choć nie zawsze podnosi walory tekstu. I oczywiście trudno nie wspomnieć o dostępności kryminałów, których jest ogromny wybór, a promocje w marketach kuszą.

Rozmawiał: Marcin Waincetel

Sytuacja kontrolowana i dreszcz emocji - wywiad z Agnieszką Pruską
Autor:Agnieszka Pruska

oceń:

Dodaj komentarzKomentarze (0)

ul. Borowskiego 2 lok. 205
03-475 Warszawa

Dane kontaktowe:

+48 22 416-15-81
kontakt@czytamykryminaly.pl 

Newsletter:
Zapisz się do newslettera i otrzymuj
najświeższe informacje ze świata kryminałów.
Zapisując się na newsletter, akceptujesz politykę prywatności
© Czytamy Kryminaly - All Rights Reserved.