Share

Świat przestępczy pielęgnuje patologię! - wywiad z Jarosławem „Masą” Sokołowskim

 

Marcin Węcławek: Czy po tym wszystkim co Pan przeżył, czego się dowiedział, wierzy Pan jeszcze w sprawiedliwość?

Masa: Jasne. Nie robiłbym tego, gdybym nie wierzył. Wierzę w zmianę u niektórych – nie fizjonomii, tylko charakteru. Jest takie powiedzenie, że zmienia się on człowiekowi co siedem lat. Mój bagaż doświadczeń potwierdzałby tę wersję wydarzeń. Trudno natomiast rozmawiać z zatwardziałymi kryminalistami o gruntownej zmianie. Parasol, Słowik – to są rury, u nich nic się nie zmieni. Ale znam takiego chłopaka od Obcinaczy Palców... Ma w tej chwili żonę, ma dzieciaka i bardzo żałuje tego, co robił.

Wniosek z lektury Pana ostatniej książki, „Masa o życiu świadka koronnego", nie jest wesoły. Można odnieść wrażenie, że środowisko przestępcze tylko się demoralizuje, że czas „charakterniaków" minął.

Masa: Charakteru brakowało już w latach 90. Może był na początku, ale potem pojawiła się kasa i „Dobra, chuj tam, machaj na to ręką". Tak mówili ludzie, którzy uczyli mnie grypsować, żyć, z których brałem przykład. Świat rozleciał mi się wtedy jak domek z kart. Wychowywaliśmy się w micie starych recydywistów, twardzieli, a tu się okazuje, że jest on mocno nadwyrężony.

Chętnie o tym micie posłucham. 

Masa: To były legendy powojenne, wczesnego PRL-u. Paramonow, jego wspólnik Maliszewski... Jak ja zaczynałem, oni byli facetami grubo po pięćdziesiątce, pełnili rolę ikon polskiej kryminalistyki. Z tym że co się tam tak naprawdę działo? Nic! Oni zabili czterech czy pięciu, ze starej „tetetki", właściwie przy okazji, wynikiem splotu nieprzyjaznych okoliczności. Z nakręconego na ten temat filmu wiałoby taką nudą, że wolałbym oglądać te „trzynaste posterunki" Vegi, bo tam jest dowcip, fabułka delikatna... Legenda, potęgowana tymi wszystkim piosenkami, że „tam leży ręka, tu leży głowa, to jest robota Paramonowa", by po takim filmie prysła, bo już my w latach 90. byliśmy ciekawsi.

Tak Pan myśli?

Masa: No taki Parasol, który się do nikogo nie odzywał przez trzy i pół roku i go wynosili w kocu na spacer, jak ważył 47 kilogramów. Weź się nie odzywaj, jak tu ci gady wpuszczają do celi zwyrodnialców, którzy chcą cię przecwelić szczotką... Albo niech pan lepiej spojrzy na Wańkę, on jest klasą sam dla siebie. Świetne zdolności menadżerskie, intelektualista, dobry orator... Gdyby poznał dogłębnie jakiś temat, to mógłby wykładać. I każdy by go chętnie słuchał.

Słynny policjant Miami, upamiętniony drugim „Pitbullem" Vegi, wspominał, że jak rozmawiał z Panem i Kiełbachą, to był pod dużym wrażeniem, zwłaszcza drugiego z was.

Masa: Zgadza się, dlatego to Kiełbacha mówił, a ja biłem (śmiech). Ale obcowałem z nim sporo i przeszczepił mi trochę wartości.

Zamknijmy może ten wątek Paramonowa i Maliszewskiego. Co z tym mitem, skąd się w takim razie wziął?

Masa: Narodził się w więzieniu. Fakt, bo kiedyś to puchy były ciężkie, kiedyś się grypsowało. Grypsowanie to walka z administracją więzienną. Z kim tu walczyć, jak oni wchodzą na apel, posługują się słowami takimi jak „dzień dobry", „proszę", „dziękuję", są grzeczni? Być chamem, wydłubać oko, dlatego tylko, że facet jest klawiszem? To przecież jego robota! A kiedyś, to były kutasy, co człowieka męczyli i rozgrypsowywali. Przyjeżdżał transport pięćdziesięciu, to grypsujących zostawało dwóch. Tworzyła się grupa nieliczna, za to prawdziwych twardzieli.

Łaskawszym okiem patrzy Pan na obecną policję. Jakby się profesjonalizowała, będąc zarazem mniej przeżartą korupcją.

Masa: Korupcja jeszcze niestety jest i odczuwam to na własnej skórze. Ale to rzeczywiście ulega zmianom – nie można porównać policji z początku i końca lat 90., kiedy to już można było mówić o początku profesjonalizmu. Teraz to naprawdę sprawna machina. Szkolenia robią swoje. Jeżeli miałbym wczuć się w pracę policjanta, to dobrodziejstwo demokracji zabrało nam pewne mechanizmy. Mam tu na myśli działania represyjne, które były świetnymi narzędziami do walki z przestępcami. Czasem jeszcze są stosowane, na przykład wobec kiboli i specjalnie używam tego słowa, bo nie mam nic przeciwko normalnym kibicom, mówię o rurach handlujących narkotykami, wśród których brat zajebałby brata, bo mieści się to w ich ryzach moralności. To żałosne.

Status świadka koronnego zmusza Pana do obcowania z funkcjonariuszami. I czasem – jak czytam i słyszę – są to dobre relacje.

Masa: To jak na ulicy, wyjdzie pan i połowa jest rur, a połowa – dobrych ludzi. Nie można generalizować.

Prokurator Mierzewski mówi, że to, że Pana dzieci wyrosły na ludzi z dala od gangsterskiego światka, to zasługa tego, że funkcjonariusze w ich otoczeniu pokazali im inny świat.

Masa: No nie do końca tak było. Ja zawsze dbałem, żeby świat moich dzieci był kolorowy, nigdy gangsterski. Izolowałem rodzinę, zależało mi na domu hermetycznym. Nie wpuszczałem przestępców do domu, a jak mi się zdarzyło, to to był dla dzieci folklor, nie codzienność. Nie miałem ambicji, żeby z moim synem było jak z synem Malizny, Wańki, Bysia czy Parasola, żeby dłubał w narkotykach albo radził sobie w inny, cwany sposób. Mariusz skończył prawo, myślę, że trochę dla mojego zaspokojenia ambicji. Zostawił dyplom, nie pracuje w zawodzie. Poza tym wiemy, że prawo to jest kurestwo. Adwokatów to już w ogóle można nazwać przestępcami w togach, zdolnymi tak nagiąć prawo, żeby wygrała niesprawiedliwość.

Ale życie gangsterskie też było kolorowe. Z Pana wspomnień wynika, że miało swoje plusy.

Masa: Dlatego lubię o nim poopowiadać, na zasadzie folkloru. Owszem, bywało kolorowo i fajnie. Ja się niektórych momentów swojego życia wstydzę, może bym coś poprawił, ale potoczyło się, jak się potoczyło i tego się nie zmienię. Dopasowałem się do czasów, ale wcale nie byłem takim ordynarnym gangsterem-bandytą, za jakiego ludzie teraz potrafią mnie mieć. Przypomnijmy sobie lata 80. – wtedy każdy walczył z systemem. Pana ojciec, pana dziadek, z pewnością wynosili coś z zakładu pracy. Zarabiało się tysiąc, wydawało dwa. Każdy kradł, każdy coś robił, kombinował. I wtedy to było OK. Potem przyszła transformacja ustrojowa, rok 1989. Kto po niej płacił podatki? Lawirowało się, jak mogło, tylko że różne służby zaczęły dojeżdżać ludzi, to nie było wtedy trudne. I ci ludzie zgodzili się na takie życie, jakie mają. Dla nas bycie gangsterami nie było w takich realiach uwłaczające. Bo byliśmy jeszcze Janosikami z lat 80.

Samo przestępcze życie nie było dla Pana celem, było drogą do rozrywek i przyjemności.

Masa: Dokładnie. To była odskocznia, trampolina do bogactwa. Nie widziałem innego sposobu na zarobienie pieniędzy. Żyłem codziennie. Nie miałem w perspektywie bycia bogatym za 15 lat, jak nasi przedsiębiorcy. Byłem cały czas.

Ale jest odsetek zwyrodnialców, którzy lubią po prostu patrzeć, jak inni cierpią, prawda?

Masa: Oczywiście. Świat przestępczy pielęgnuje hołotę i jej patologię. Bo ta patologia świetnie się tam sprawdza.

Moment, kiedy próbowano porwać pańską żonę, zastraszyć syna w klubie bokserskim, to były zdaje się ważne pobudki przy podjęciu współpracy z prokuraturą.

Masa: Przełomowe. To rozwaliło wszystko. Tak naprawdę chciałem wyjść i z nimi walczyć, zwłaszcza że miałem za sobą cały kraj. Sześciu idiotów-recydywistów uzurpowało sobie prawo do rządzenia kryminalną Polską. To nie oni tak naprawdę rządzili, to ja miałem zielone światło, jeździłem podporządkować rejony i miasta. Gdzie oni wtedy byli? Ale jak usłyszałem o próbie dojechania mojego syna i porwania Elki, to wyzbyłem się wszelkich złudzeń odnośnie do tego, co robić.

Dobrze, że te próby się nie powiodły, bo różnie by mogło być...

Masa: Na przykład tak jak u Bajbusa.

Dzieci lubią dużo mówić. Potem się buntują. Mogło wydarzyć się wiele rzeczy utrudniających Panu życie.

Masa: Nie uwierzy pan, że moje dzieci nie miały choćby jednego buntu, co? Ja obcuję z policjantami, z prokuratorami – Jurek Mierzewski był zachwycony, kiedy je poznał, nie wierzył, że syn bandziora może się tak zachowywać, że one mogą być tak wychowane. „Jak ty, kurwa, żeś to zrobił?!" – pytał. To nie jest tylko moja zasługa, również mojej żony. Dzieci mogły na nas liczyć.

Czyta bądź ogląda Pan kryminały albo szerzej – twórczość traktującą o życiu przestępczym?

Masa: W ogóle mnie to nie kręci. Oczywiście każdy oglądał „Ojca chrzestnego", bo to był kultowy film. Teraz mnie namawiają na „Gomorrę". I ten serial o Pablo Escobarze, „Narcos"... Nie mogę się zebrać, szkoda mi czasu. Jak już mówiliśmy, życie gangsterskie nie było dla mnie mottem. Przynosiło zyski i tyle. Mogłem utrzymać rodzinę na wysokim poziomie. I to, kurwa, kochałem, zwłaszcza po traumie z dzieciństwa. Wychowywałem się w latach 70. i 80., pamiętam przeciąg w lodówce. Czekało się na niedzielę nie dlatego, żeby iść do kościoła się pomodlić, ale dla rosołu z kurą. Po tym zostaje psychoza głodowa.

No tak, kiedy został Pan świadkiem koronnym, mieszkanie w drewnianych bungalowach czy hot dog ze stacji benzynowej na śniadanie to nie były standardy, na które byłby Pan w stanie przystać.

Masa: Dlaczego miałbym to zrobić? U mnie była krótka piłka – albo zostaję koronnym, albo nie. Nikt nie złapał mnie na gorącym uczynku, nie zdecydowałem się na „koronę", żeby odkupić winy. To ja przyszedłem z propozycją. Najpierw chciałem zostać incognito. Myślałem, że rola świadka koronnego powoduje, że wszystko, co robiłem przez dekadę, idzie w chuj. Usłyszałem: „Masa, no niekoniecznie, dogadamy się, nie będziesz musiał oddawać". Odpowiadam: „No dobra, to gdzie będę mieszkać? Przecież teraz mieszkam w pałacu". „No, tak to nie będzie, ale postaramy się o dobre warunki". To była umowa między świadkiem, prokuratorem a dyrektorem ochrony. Osiągnęliśmy obowiązujący do dzisiaj kompromis. I nie czuję się źle, że przeżeram pieniądze, na przykład z pana podatków.

Dlaczego?

Masa: Po pierwsze, to nie są pana podatki, tylko budżetówka. Więcej pieniędzy na bzdury marnuje policja. Po drugie, jak obliczyli dziennikarze, ale też policjanci, moje „pójście w koronę" zaoszczędziło skarbowi państwa półtora miliarda nowych złotych rocznie. To jest jakaś suma. I parę tysięcy na tego Masę można wydać. Zwłaszcza że nie pamięta się o początkach lat dwutysięcznych, kiedy na szalę rzuciłem życie swoje i swojej rodziny. Była taka sytuacja, że chcieli mnie wystawić z bagażami i całe szczęście, że ministrem sprawiedliwości był wówczas Lech Kaczyński, bo przy SLD-owskiej sprężynie chuj wie jak by to się skończyło.

Czy nasz światek przestępczy ma coś typowego wyłącznie dla nas? Czymś się na świecie wyróżniamy?

Masa: Zdecydowanie. Kurestwem i brakiem zasad.

Gdzie indziej jest niby lepiej?

Masa: Nie jest aż tak. Rzecz jasna nikt nie kieruje się na świecie zasadami z „Ojca Chrzestnego". Mafia nigdzie nie jest idealna i nie brakuje przestępców skłonnych zabijać się za grosze. Jak wszędzie, podstawą myślenia jest to, że silny bierze wszystko. Natomiast tutaj, kiedy lawiruje się między charakternością a zachłannością, osiągamy dno. No nigdzie tak nie ma. Widziałem grupy rosyjskie i są tam przyjaźnie, aliansy, które w Polsce nie występują. Jeden drugiego by zabił za grosze. Dziś jesteśmy kumplami, załóżmy, że ustalam sobie z panem, że podporządkujemy wspólnie tę ulicę, przy której właśnie siedzimy, po czym ja schodzę po schodkach na dół i już wiem, że pana przewalę i zrobię to sam. Tak to właśnie działa.

Spodziewałem się takiej odpowiedzi, bo jest Pan wyjątkowo wyczulony na hipokryzję.

Masa: Musielibyśmy się cofnąć do naszej kultury. Nie bez kozery mówi się o tym, że na obczyźnie Polak Polakowi jest wrogiem. Mamy taki jebany charakter – złośliwy, zgryźliwy, nienawistny, zazdrosny. To domeny pielęgnowane z dziada pradziada. Trochę poprawiało się to w czasach walki z systemem, kiedy to każdy starał się być patriotą. Lata 70. i 80., wtedy już można było „hulnąć" do tej milicji. Jakby tupnęła, to każdy by się i tak obsrał i cicho siedział w domu, tak jak w stanie wojennym. To stan wojenny załatwił u nas patriotyzm. Zostało kurestwo, które tyczy się również mafii. Słyszałem o Amerykanach, widziałem Włochów, Litwinów, Ukraińców. Są inni, zdecydowanie bardziej lojalni. A te mafie „delikatne", ci harleyowcy przyjeżdżający po narkotyki ze Skandynawii, to już w ogóle. Wyższa klasa gangsterki. Tam się nie kapuje nawet na frajera. Na kogo by się nie rozpierdolił, to już jest po nim. Tam są zasady.

Czy gdyby ustawa o świadku koronnym funkcjonowała wcześniej, to miałoby to wpływ na to, jak polska przestępczość wygląda?

Masa: Ona powstała w 1997 roku. Kto przede mną zostawał koronnym? No nikt. Nie było nikogo, kto by chciał, miał tyle do powiedzenia, panowała tak zwana „omerta", zmowa milczenia. Gangsterom z wyższego pułapu nie chciało się iść na współpracę z policją, bo każdy miał siano, więc po co. Żołnierze byli debilami, bo to, że ktoś nie kapował, świadczyło tylko o tym, że można go dojechać, bo i tak nie pójdzie na psiarnię. Tylko go łoić. Świat bzdur i idiotyzmów wymyślanych przez silniejszych na użytek zarobku. Nie mylmy tego z charakternością.

Widać tę niezdrową fascynację gangsterką, choćby u kibiców czy raperów.

Masa: U wielu ludzi. Żeby uwielbiać kogoś takiego jak ja? To trochę chore, pomimo, że czuję się teraz dobrym człowiekiem, a nigdy nie byłem jakąś kurwą jak Parasol. Bycie idolem jest dla mnie pojebane. Pierwsze skrzypce musi tu grać komercja. Ludzie pamiętają mi, że miałem nieograniczony zasób gotówki, byłem księciem, mogłem mieć wszystko, co chciałem. Jedna z największych dyskotek w Europie i najlepszych na świecie? Proszę bardzo. Najnowszy mercedes? Dla mnie to dwa dni pracy. I to nie jeden, tylko cała flota dobrych mercedesów. Połowa Polski mnie znała i się bała. Połowa nie znała, ale też się bała. Teraz biednych ludzi, którzy poza pewne ramy nie wyskoczą, taki świat fascynuje. I to nie dlatego, że byłem Don Rambo, strzelałem z przewrotki i zabijałem komara na ścianie. 

Przejście od przestępczości do legalnych biznesów nie było łatwe. Dawni znajomi przychodzili do Pana po radę.

Masa: To nie jest tak, że moi koledzy nie wiedzieli, jak to robić. Nie chcieli zrezygnować z pewnych rzeczy. Z tego, że o ósmej rano ktoś puka do drzwi i daje piątkę papieru, bo zawinęli busa. A kwadrans później dorzuca jeszcze szóstkę, bo zdjęli passata. Ciężko tracić pozycję, na którą trzeba sobie było zasłużyć szacunkiem, wie pan – że od poniedziałku nie robię w mafii, tylko zakładam sobie firmę w branży oponiarskiej. To tak nie działa. U mnie rodziło się w bólach, ale wyszło. Przeszedłem pełną transformację, jestem innym człowiekiem.

Książki okazały się dobrym biznesem. Sprzedają się jak świeże bułeczki i jeszcze może się Pan wygadać.

Masa: Powiem szczerze i kokieteryjnie, że wcale się z Arturem Górskim tego nie spodziewaliśmy. Poznałem Stephena Kinga, bo też wydaje dla Prószyńskiego. Bierzemy z Arturem większą gażę od niego (śmiech). I mamy większą poczytność. To mi zaimponowało, bo mówimy o gwieździe literatury. Liczyliśmy na dwie, góra trzy książki, bo taki był rynek. Pierwsza odpowiadała na popyt na Masę, na legendę owianą tajemnicą. Wszystko zaczęło się od felietonów pisanych dla Artura, który był wtedy redaktorem naczelnym „Focusa Śledczego". Za którymś razem zaproponował książkę i żeby to, co mówię, katalogować w podrozdziały i tomy. To było potrzebne, proszę tylko spojrzeć na Jachowicza, na Pytlakowskiego, to są dziennikarze śledczy, którzy błądzą jak dzieci we mgle, nie wiedząc, co się wokół ich dzieje. No bo po co weryfikować mnie u jakiegoś pedała z okularkami za trzy pięćdziesiąt i w świecącym dresie, rzekomo prawą rękę Dziada od kwestii finansów, kiedy ja mam swój pakiet umorzeń i mogę powiedzieć wszystko o tym, kogo dojechałem, pobiłem czy prawie uśmierciłem? Ręce opadają. Drugą drogą bywa wysłuchanie człowieka, który woaluje pewne prawdy, bo nie są dla niego wygodne, nie minęło jeszcze to 15 bądź 25 lat konieczne do umorzenia bandytierki.

Widzę, że nie jest Pan zadowolony z poziomu dziennikarstwa śledczego w Polsce.

Masa: Zdecydowanie nie, choć znowu uważałbym z generalizowaniem. Świetnym dziennikarzem jest Rafał Pasztelański. Doskonale radził sobie Artur Górski. Dorota Kania jest OK. Ewka do czasu spiknięcia się z Pytlakowskim była OK, bo miała swoje wizje, swój zmysł dziennikarski, który dopiero z czasem się u niej zatracił.

A z fikcją, kryminałami Artura, Pan się zapoznał?

Masa: My jako Polacy nie umiemy pisać kryminałów. Te Artura po prostu były słabe, nie miał bodźców, nie wiem, czego nie miał, ale czegoś z pewnością mu zabrakło. Patrzę sobie na panią Bondę, królową kryminału polskiego, i ręce mi opadają do kolan. Przecież to są jakieś usypianki, kołysanki, nie kryminały. Coś musi się dziać.

Będą jeszcze w polskim świecie gangsterskim takie osobowości, o których będzie można pisać książki?

Masa: Już nie. W obecnych czasach pewne sytuacje po prostu nie mogłyby się wydarzyć. Nie będzie takiej grupy przestępczej, przy której policja zaśpi do stopnia, w którym byłaby się ona w stanie tak odbudować. To się skończyło. Słyszę od gościa z wywiadu kryminalnego, że jak jest grupa dziesięciu, dwudziestu, to połowa z nimi pracuje. A drugiej połowy nie chcą, bo to debile i szkoda czasu, żeby ich słuchać. „I tak nie mamy czasu przerobić tego, co wiemy" – mówi. Teraz jest walka z kibolami. Oni poszli w narkotyki, dopalacze, tytoń bez akcyzy, najmodniejszy obecnie temat na mieście. Tylko patrzeć jak pójdą w paliwa. Byli hermetyczni, ale jak im się dobrali do dupy, to już nie są. Policja wie wszystko o ustawkach.

Życie skromniejsze, choć bez perspektywy wyważenia drzwi rano, dobrze smakuje?

Masa: Był czas, że spało się i drżało rano, czy wjadą czy nie. Ugasiło się te pożary, poszedłem na współpracę z policją, bo zobaczyłem, że inaczej nie idzie. I nie byłem nękany. Brak lęku przed konsekwencjami, przed pudłem – szczególnie przykry na kacu – to owoc mojej przemiany. Żyje mi się nie najgorzej. Całe szczęście, że na uboczu. Teraz wychodzimy i ja jestem anonimowy.

Śpi Pan lepiej niż kiedyś?

Masa: Zdecydowanie. Spokojnie i ze świadomością, że nic nie stanie się mi ani rodzinie.

Świat  przestępczy pielęgnuje patologię! - wywiad z Jarosławem „Masą” Sokołowskim
Autor:Masa

oceń:

Dodaj komentarzKomentarze (0)
Bestsellery
Zobacz najpopularniejsze tytuły
Wydarzenia
Zobacz ostatnie wydarzenia ze świata kryminału

Ostatnie komentarze

Dodano przez: KamilJakiśtam

Polecani autorzy

Marta GuzowskaJacek OstrowskiKatarzyna KacprzakMałgorzata RogalaGrzegorz KalinowskiAlek Rogoziński

ul. Borowskiego 2 lok. 205
03-475 Warszawa

Dane kontaktowe:

+48 22 416-15-81
kontakt@czytamykryminaly.pl 

Newsletter:
Zapisz się do newslettera i otrzymuj
najświeższe informacje ze świata kryminałów.
Zapisując się na newsletter, akceptujesz politykę prywatności
© Czytamy Kryminaly - All Rights Reserved.