Share

Prywatne obsesje zawsze powracają - wywiad z Maximem Chattamem

Rafał Bielski: Przed wydaniem „Snu śmiertelników" we Francji zapowiadał Pan, że będzie to zupełnie inna książka – do tego stopnia, że wydawca podobno był sceptycznie nastawiony. Jakie są reakcje i odbiór w Pana kraju po niemal dwóch latach od wydania tego tytułu?

Maxime Chattam: Faktycznie, ta książka wzięła się z potrzeby zmiany, z chęci, żeby zaryzykować i się zabawić, ponieważ to jest ważne, żeby pisanie sprawiało autorowi przyjemność, żeby sam był ciekaw tego, co pisze. I pewnie każdy autor od czasu do czasu odczuwa potrzebę zmiany, nie da się ciągle pisać tego samego. Pomysł na tę książkę pojawił się w moim pisarskim życiu, kiedy zupełnie nie miałem ochoty pisać jeszcze jednej bardzo mrocznej, obszernie dokumentowanej książki, nie chciałem pisać kolejnej powieści policyjnej. Uprzedziłem swojego wydawcę, że napiszę coś zupełnie innego, ale biorę to na siebie, chcę opublikować tę książkę pod własnym nazwiskiem, nie pod pseudonimem, ponieważ uważam, że to jest ważne, by pisarz brał odpowiedzialność za całość swojej twórczości. Natomiast co do przyjęcia książki przez francuskich czytelników – z jednej strony, jeśli chodzi o sprzedaż, wyniki są znakomite, ale z drugiej, jeśli chodzi o krytykę, to pojawiały się dwojakie recenzje: jedne były pochwalne, a inne świadczyły o niezrozumieniu książki. Zwykle sprowadzało się to do pytania, dlaczego Chattam, który publikuje thrillery czy literaturę fantastyczną, bierze się za coś zupełnie odrębnego? Odpowiedź była prosta: bo miałem ochotę.

A dlaczego zdecydował się Pan na ukryty przekaz w książce? Czy to jest element właśnie tej zabawy pisarza?

MC: Ta powieść ma kilka warstw. Jest główna historia naszpikowana pomniejszymi opowieściami, z których część jest zupełnie jawna, ale niektóre są pochowane. Udało się pani odczytać ten ukryty przekaz?

Tak, choć z początku wydawało mi się, że coś tu zgrzyta, ale zauważyłam, że tłumacz zastosował pewien sprytny zabieg, by wszystko się zgadzało. No i teraz pytanie, czy Pan ma wgląd w tłumaczenie, żeby to rzeczywiście wyszło zgodnie z Pana założeniami?

MC: Nie mogę sobie pozwalać na taką kontrolę, kiedy nie znam języka, na który tłumaczona jest książka.

Ale czy daje Pan tłumaczom jakieś wskazówki, na co powinni zwrócić szczególną uwagę?

MC: Tak, dbam o to. Zazwyczaj sporządzam listę, którą przekazuję swojemu wydawcy, z nadzieją, że ona dotrze do tłumacza bądź tłumaczki. Natomiast w przypadku tej książki dowiedziałem się po fakcie, że ta lista nie dotarła do kilkorga tłumaczy, ale na szczęście udało im się samodzielnie odkryć te pochowane sensy. Poza tym mój wydawca wie, że jeżeli tłumacz chce się ze mną skontaktować, można podać mu mój adres mejlowy i zdarza się, że tłumacze z całego świata wysyłają do mnie mejle z konkretnymi pytaniami. Ale wracając do ukrytego przekazu – „Sen śmiertelników" traktuje o manipulacji, a tej manipulacji podlegają nie tylko czytelnicy, ale także narrator, który popada w szaleństwo. Zapis kursywą służy uwydatnieniu tej manipulacji, a w ostatecznym rozrachunku tylko najuważniejsi czytelnicy będą w stanie ją przejrzeć.

Wspomniał Pan, że w tej książce chciał odejść od mrocznych klimatów, a mimo tego jest to powieść o ciemnej stronie natury ludzkiej. Czy coś szczególnie pociąga Pana w tej mrocznej stronie człowieka?

MC: Tak to jest – wyrzucamy kogoś drzwiami, to wróci oknem (śmiech). W tej książce pozwoliłem sobie na pewne zabiegi, których zwykle nie stosuję. Nie wiem, na ile to działa w polskim przekładzie, ale chociażby humor, sceny seksu, które wcześniej rzadko kiedy u mnie się pojawiały, nawet składnia jest zupełnie inna niż w poprzednich książkach. Natomiast prywatne, autorskie obsesje zawsze powracają.

A czy prywatnie umówiłby się Pan z którąś z tych specyficznych dziewczyn sportretowanych w „Śnie śmiertelników"? Czy któraś z nich pociągałaby Pana?

MC: (śmiech) Nie, nie. Z zasady wszystkie swoje postacie wymyślam, nie czerpię tego z życia, wszystko u mnie jest tworem wyobraźni. Myślę, że w tym tkwi pisarska przyjemność – w zmyślaniu. A jeżeli pojawiają się jakieś fantazmaty dotyczące kobiet, to nie są one wyjęte z mojej głowy, tylko odwołują się do jakichś zbiorowych pragnień.

Na początku książki pojawia się taka opinia, że gdyby ludzie uprawiali więcej seksu, nie musieliby tyle wydawać na psychoanalityków. Ale im bliżej końca, tym więcej pojawia się zagadnień związanych z potrzebami duchowymi. Czyli jednak seks nie jest lekarstwem na wszystko?

MC: Właśnie to odróżnia człowieka od zwierzęcia. Seks jest źródłem wielu naszych problemów, a odpowiedzią tylko na niektóre, ale na obecnym etapie rozwoju gatunku ludzkiego nie polegamy jedynie na naszych zwierzęcych instynktach – człowiek odznacza się też potrzebą poszukiwania sensu i wokółniej właśnie zbudowana jest nasza cywilizacja. Ta książka porusza wiele tematów, które moim zdaniem składają się na fundamenty człowieczeństwa. Główny bohater przekonuje sam siebie, że jest ateistą, a z drugiej strony prowadzi poszukiwania o charakterze mistycznym. Niejednokrotnie wygłasza i zdaje się wierzyć w jakieś wielkie prawdy, tymczasem następujące zdarzenia pokazują mu, że te jakoby niepodważalne prawdy są bardziej zniuansowane. I kolejna kwestia, która jest zasugerowana, ale nienazwana wprost, że niektóre postacie w książce są świętymi w sensie biblijnym. Pewnego dnia napiszę ciąg dalszy tej książki. Na końcu pojawia się takie przypuszczenie, co by było, gdyby biblijni święci przetrwali, gdyby nie poumierali – mogłoby im się trochę poprzestawiać w głowach na skutek zmęczenia długowiecznością. Główny bohater w sobie samym upatruje jednego z tych świętych i w dalszym ciągu – który, jak mówię, kiedyś nastąpi – podejmie się odszukania pozostałych.

À propos imion, czy ma Pan świadomość, że brzmienie Pańskiego nazwiska jest bardzo podobne do słowa „szatan" w języku polskim?

MC: Tak, to zabawne. W kilku innych językach, na przykład w arabskim, też. Muszę przyznać, że problem zła jest jedną z moich pisarskich obsesji. Czym jest zło? Jeżeli odłożymy na bok definicje religijne, które odpowiadają w sposób dosyć uproszczony, to zastanawia mnie, na ile i w jaki sposób zło jest obecne w człowieku. Więc jeśli moje nazwisko brzmi podobnie jak imię diabła, jest to zabawne, nawet jeżeli nie bardzo chciałbym się stawiać obok tej postaci. I nie jestem satanistą (śmiech).

W książce pojawia się też taki pogląd – zbieżny zresztą z ideą Swedenborga – że piekło mamy tutaj na ziemi. Czy to koresponduje z Pana prywatnymi poglądami? Teraz przeżywamy to, co najgorsze, a później już tylko lepsze, o ile w ogóle później coś jest?

MC: Są dwie odpowiedzi: jedna moja, druga mojego bohatera. Mój bohater odpowiedziałby, że życie ziemskie jest tylko etapem. Jako pisarz zajmuję się obserwowaniem. Prywatnie jestem niewierzący. Niemniej w powieści pojawia się zdanie, w które wierzę: życie to tylko błysk świadomości w wieczności.

Dlaczego zdecydował się Pan na studiowanie kryminologii, a nie np. filozofii, skoro w swoich książkach porusza Pan takie zagadnienia?

MC: Wybrałem kryminologię, ponieważ lubię to, co konkretne, naukowe. Poza tym ten kierunek wziął się z prywatnej ciekawości. Interesuje mnie zależność między człowiekiem a zbrodnią oraz impuls, który popycha człowieka ku złu, ku zbrodni. Uwielbiam dyscypliny, które ściśle łączą teorię i praktykę, a tak jest w przypadku kryminologii. Jest podłoże teoretyczne, a jeżeli jedziemy na miejsce zbrodni czy do kostnicy zobaczyć zwłoki, to wtedy do akcji wkraczają umiejętności praktyczne. A filozofia jako stawianie pytań zaprząta mnie na co dzień, mogę ją uprawiać poprzez czytanie innych autorów i zastanawianie się nad nimi, a potem te dociekania filozoficzne przykładam do kryminologii.

I kto najbardziej Pana inspiruje?

MC: Absolutnym punktem odniesienia jest Szekspir. Szekspir jest doskonałym wzorem, jeśli chodzi o łączenie fikcji i filozofii, a przecież trochę czasu już upłynęło, odkąd napisał swoje dzieła. Oprócz tego jest mnóstwo autorów, których uwielbiam. Jednym z nich jest Louis Ferdinand Céline, który był krytykowany za swoje poglądy i postawę, natomiast bez wątpienia był wybitnym pisarzem. Kolejnym, który znakomicie znajdował proporcje między filozofią a powieścią, jest Dostojewski. Z drugiej strony lubię również autorów literatury popularnej, którą też sam tworzę, czyli w cudzysłowie łatwiejszą i przystępniejszą. Bardzo cenię Thomasa Harrisa, który napisał „Czerwonego smoka" czy „Milczenie owiec", Herberta Libermana – autora „Nécropolis", i wreszcie – to już trochę mniej pop – autorów, którzy łączą lekkość z liryzmem, jak włoski pisarz Alessandro Baricco. Kiedy byłem nastolatkiem, w szkole na zajęciach filozofii należało przede wszystkim wykazać się znajomością twórczości danego filozofa, napisać kilka stron streszczenia jego poglądów, żeby pokazać, co twierdził on sam i ten, z kim podejmował polemikę. A dopiero na końcu ewentualnie można było sobie pozwolić na samodzielne myślenie. Nienawidziłem tego. Zawsze potrzebowałem więcej miejsca, żeby móc wyrazić swoje myśli. Teraz lepiej rozumiem, jaką rolę w kształceniu odgrywało takie czytanie filozofów czy mówienie o filozofach, ale zostało mi to upodobanie do samodzielnego myślenia. Wiem, jaką to pełni funkcję w życiu akademickim, ale nadal nie przepadam za tym, co Amerykanie nazywają „name dropping", czyli przy byle okazji rzucanie nazwiska – w tym wypadku filozofa – i przytaczanie jego poglądów. Bardziej mnie interesuje metoda polegająca na tym, że się dokonuje syntezy tego, co zostało powiedziane, i dalej się myśli na własną rękę. Gdybym miał wymienić jednego filozofa, którego cenię, byłby to Kartezjusz.

Czy w takim razie kryminologia przybliżyła Pana do odkrycia, co popycha człowieka do czynienia zła? Czy może nie da się powiedzieć ogólnie, bo każdego popycha co innego?

MC: Myślę, że z jednej strony każda jednostka rozwija w sobie własną reakcję na to, co nazywamy instynktem zła, i w tym sensie jest to kwestia zupełnie osobnicza. Z drugiej strony jednak wierzę w istnienie czynników wspólnych. W powieści sprzed kilku lat, w „Upiornym zegarze", stworzyłem swoją definicję zła: zło to luka, która pojawia się pomiędzy tym, co człowiek myśli na temat tego, kim powinien być, a tym, kim w istocie jest ze względu na swoje uwarunkowania biologiczne. Ta luka między wyobrażeniem a rzeczywistością jest źródłem konfliktu, z którego wyrasta zło. W tej luce zawiera się elastyczność ludzkiej moralności, ludzkiego umysłu. Weźmy na przykład Stany Zjednoczone, które mają największy odsetek seryjnych zabójców. To społeczeństwo, które obecnie znajduje się w stanie permanentnego konfliktu moralnego, społeczeństwo niezwykle purytańskie, w którym funkcjonują ścisłe nakazy dotyczące seksualności, a jednak to tu produkuje się najwięcej filmów pornograficznych i tu mają największą oglądalność. To kraj, w którym wymyślono strony internetowe służące do zapewnienia sobie alibi w przypadku zdrady małżonka. To kraj, w którym z jednej strony wmawia się człowiekowi, że ma być piękny, wysportowany i dobrze się odżywiać, a z drugiej strony produkuje się tu najwięcej reklam niezdrowej żywności i śmieciowego jedzenia. Mógłbym mnożyć przykłady, ale chodzi mi o pokazanie, że to kraj odznaczający się ciągłym nadmiarem, bardzo skrajny; tu widać, że ludzka moralność jest elastyczna, naciąga się jak guma, a w niektórych przypadkach w końcu pęka. To mam na myśli, kiedy twierdzę, że zło jest luką pomiędzy wyobrażeniem człowieka na temat tego, kim powinien być, a biologicznym stanem faktycznym. Zło spoczywa w tej luce.

Czy istnieje jakieś słowo, którego Pan nienawidzi, tak jak Pierre ze „Snu śmiertelników" nie cierpi słowa „wkrótce"?

MC: Nie, nie potrafię podać przykładu słów, których bym nie lubił. A jeśli jakieś słowo mi się nie podoba, to zastanawiam się, dlaczego go nie lubię. Lubię wymyślać słowa. W cyklu książek fantastycznych „Inny świat" bardzo dużo słów wymyśliłem i miałem przy tym świetną zabawę.

Dziękuję za rozmowę!

 

MAXIM CHATTAM
(ur. 1976) – francuski pisarz, autor bestsellerowych thrillerów i powieści kryminalnych. Studiował aktorstwo, ale porzucił ten zawód dla swojej pierwszej miłości – pisarstwa. Pracował jako księgarz. Publikował też pod pseudonimem Maxime Williams. Ukończył roczne studia kryminologiczne. Autor m.in. „Trylogii zła"
i cyklu „Inny świat".

 

 

 

 

Prywatne obsesje zawsze powracają - wywiad z Maximem Chattamem
Autor:Maxime Chattam

oceń:

Dodaj komentarzKomentarze (0)
Bestsellery
Zobacz najpopularniejsze tytuły
Wydarzenia
Zobacz ostatnie wydarzenia ze świata kryminału

Ostatnie komentarze

Dodano przez: Ela Rewińska

Polecani autorzy

Marta GuzowskaJacek OstrowskiKatarzyna KacprzakMałgorzata RogalaGrzegorz KalinowskiAlek Rogoziński

ul. Borowskiego 2 lok. 205
03-475 Warszawa

Dane kontaktowe:

+48 22 416-15-81
kontakt@czytamykryminaly.pl 

Newsletter:
Zapisz się do newslettera i otrzymuj
najświeższe informacje ze świata kryminałów.
Zapisując się na newsletter, akceptujesz politykę prywatności
© Czytamy Kryminaly - All Rights Reserved.