Share

Pomiędzy białym i czarnym jest jeszcze wiele odmian szarości- Wywiad z Piotrem Rozmusem

O literaturze, która potrafi być ryzykowna, ale równocześnie niezwykle satysfakcjonująca rozmawiamy z Piotrem Rozmusem. Autor „Piętna mafii" zdradza nam również, w czym tkwi jego zdaniem esencja pisarstwa, jakie idee przyświecają mu podczas pisania, co sądzi o krytyce i głosach czytelników. „Piętno mafii" to niezwykła historia o porwaniach, o prawie do zemsty, o wojnach mafii, wojnach uczuć... ale nie tylko, o czym przekonuje sam autor.

Marcin Waincetel: Literatura to ryzyko. Trudno jest przewidzieć, co okaże się bestsellerem, a co artystyczną porażką. Od kilku lat podążasz literacką ścieżką – na swoim koncie masz już przecież, jeśli dobrze liczę, cztery pełnoprawne tytuły. Skąd pomysł na Piotra Rozmusa – literata?

Piotr Rozmus: Literatura to chyba rzeczywiście w pewnym sensie ryzyko. Niekiedy faktycznie spore. Ryzyko zainwestowanego czasu, który – jeśli powieść nie znajdzie uznania najpierw w oczach wydawców, potem czytelników i krytyków – można bezpowrotnie stracić. Myślę, że zdecydowanie łatwiej jest odnieść sukces reżyserowi, aktorowi czy piosenkarzowi.

Dlaczego?

Oni oczywiście też muszą być, co najmniej, dobrzy w tym co robią, ale już na początku mają łatwiej, dzięki dostępowi do szerszego odbiorcy. Powiedzmy sobie szczerze, dziś zarówno telewizja, internet i radio rządzą światem. To one są największym złodziejem ludzkiego czasu. Choć z czytelnictwem w Polsce nie jest aż tak źle, jak wyrokują co niektórzy, to w dalszym ciągu ludzie zdecydowanie chętniej zamiast do księgarni czy biblioteki wybierają się do kina. Wieczorami, po ciężkim dniu pracy, wolimy wybrać na pilocie przycisk z nazwą znanej platformy, oferującej bezdenną bazę filmów i seriali niż sięgnąć po książkę. Skoro o ryzyku mowa, to pójdźmy odrobinę dalej. Pieniędzy, jakie robi się w show-biznesie też nie ma co porównywać do tych, które zarabia pisarz. Tym, którzy żyją z pisania w Polsce na naprawdę wysokim poziomie, jest raczej niewielu. Skąd więc pomysł na Piotr Rozmusa – literata? Śpiewać nie mogłem, bo mam kiepski głos i żona przypomina mi o tym za każdym razem, gdy ponosi mnie pod prysznicem. Na szkolnych scenach teatralnych raczej nie błyszczałem i sprawdzałem się lepiej w roli... statystów. Cóż, był to raczej marny prognostyk na przyszłość. Wybierając kierunek studiów nigdy nie myślałem o reżyserii... może to był błąd?

 

Skąd takie przypuszczenie?

Pisarz, scenarzysta, reżyser tworzą podobnie. Myślą obrazami. Chcą opowiadać dobre historie. Różnica między pisarzem, a pozostałą dwójką jest taka, że on, aby stworzyć dobrą opowieść nie potrzebuje żadnego budżetu... miejscem akcji jest wyobraźnia czytelnika. To czytelnik dobiera sobie również obsadę aktorską. Jest jeszcze jedna niepodważalna zaleta pisania powieści. Pisarz może zabrać czytelnika w głąb psychiki bohatera, zdradzić mu jego myśli w zasadzie na każdym etapie opowieści. W filmie byłoby to dość skomplikowane. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że pisanie scenariuszy jest trudnym zadaniem, lecz śmiem twierdzić, że odrobinę nudnym. Ale to ciężka praca, którą ktoś musi odwalić, aby powstał film. Gdybym miał napisać scenariusz, zrobiłbym to, ale czuję, że byłaby to praca pozbawiona jakiejkolwiek przyjemności. A ja piszę również dla frajdy, dlatego, że po prostu uwielbiam to robić i chciałem się tym zająć odkąd pamiętam. Pierwsze historie tworzyłem jeszcze w podstawówce.

 

Swoją pierwszą, debiutancką powieść, a więc „Bestię", osadziłeś w rodzinnym Szczecinku. Dlaczego tak bardzo chciałeś zapisać w nim świat zbrodni? Pół żartem, pół serio – jest to jednak tyleż ciekawy, ale równocześnie ryzykowny pomysł promocji miasta!

Szczecinek to piękne, niezwykle klimatyczne miejsce. Przekonał się o tym każdy, kto choć raz je odwiedził. Fakt, jestem lokalnym patriotą, ale powód dla którego wybrałem właśnie Szczecinek jako miejsce akcji... jest zgoła inny. Po prostu jako niewielkie, położone nad jeziorem miasto, do którego zjeżdżają rzesze turystów doskonale się do tego nadawało. Poza tym, oczywiście świetnie znałem topografię swojej rodzinnej miejscowości. Myślę, że samo miasto w pewnym sensie skorzystało na tym, że jest o nim mowa i w „Bestii" i w „Przebudzeniu", bo dostawałem naprawdę mnóstwo wiadomości od czytelników, którzy nie wiedzieli o jego istnieniu, a którzy potem chętnie je odwiedzali. A co do ryzykownego sposobu promocji miasta, to pewnie i w tym coś jest. Słyszałem jak ktoś kiedyś powiedział: „Przyjedź do Szczecinka to zgwałcą cię i zabiją i... to niekoniecznie w takiej kolejności." (śmiech). Kiedy zaczynałem myśleć o pisaniu na poważnie, wiedziałem, że akcja pierwszej powieści dziać się będzie w Szczecinku. Dorastałem w sąsiedztwie parku i jeziora. Jako dzieciak siadywałem na balkonie i wyobrażałem sobie niestworzone historie. Jedna z takich scen przetrwała próbę czasu i po ponad dwudziestu latach otworzyła fabułę „Bestii". Jest to fragment opisujący młodą dziewczynę uciekającą w zimowej scenerii właśnie przez ten park. Pojęcia nie miałem przed czym ucieka, ale wiedziałem, że gra toczy się o najwyższą możliwą stawkę, czyli o życie, a także, że... raczej nie będzie happy endu.

 

Zastanawiam się, jak ważna jest dla Ciebie ocena czytelników, a na ile liczysz się z opiniami krytyków. Czy to za sprawą tych pierwszych zdecydowałeś się napisać „Przebudzenie", czyli kontynuację „Bestii"?

Opinia czytelników zawsze była dla mnie najważniejsza. I to nigdy się nie zmieni. Tak jak mówiłem, pisanie sprawia mi ogromną frajdę, ale robię to głównie z myślą o moich czytelnikach. Kiedy napływają do mnie kolejne informacje zwrotne typu: „Panie Piotrze mam nadzieję, że jest Pan zadowolony, bo z niewyspania znowu wyglądałam w pracy jak zombie ...", albo „Przez Pana mąż nie dostał dzisiaj obiadu, bo ja zamiast gotować nie mogłam przestać czytać", to jest to dla mnie największa nobilitacja. Jeśli udam mi się skraść czas czytelnika, wywołać u niego syndrom kolejnego rozdziału, to mam wówczas poczucie dobrze wykonanej roboty. Oczywiście nie wszystkim muszą podobać się moje powieści i spotykałem się z krytyką, zwłaszcza przy okazji debiutu. Jestem pewien, że każdy pisarz jej doświadczył. Jeden może brać ją do serca mniej, inny bardziej, ale żaden nie przechodzi obok niej zupełnie obojętnie. Osobiście bardzo dużo czerpię z konstruktywnej krytyki, destrukcyjną staram się nie przejmować, a zwykły hate budzi we mnie obrzydzenie.

 

„Przebudzenie" powstało zresztą na życzenie czytelników.

Dla mnie historia po „Bestii" była zakończona, ale znów wiadomości i słów zachęty było tyle, że postanowiłem napisać kontynuację. „Przebudzenie" to pierwszy prawdziwy horror w moim dorobku i myślę, że poszło mi całkiem nieźle, bo dowiedziałem się od czytelników, że odpowiadam za niezliczone ilości nieprzespanych nocy.

 

„Piętno mafii" to historia, w której – w nieoczywisty, za to w bardzo inteligentny sposób – łączysz ze sobą różne tradycje pisania zbrodniczych historii. Jest przecież skandynawsko-polski dramat, jest włoska mafia... co zainspirowało Cię do stworzenia tej opowieści?

Zawsze powtarzam, że dla mnie inspiracją są setki przeczytanych książek i obejrzanych filmów, ale też... a może przede wszystkim, samo życie. Zaczynając pisać „Piętno mafii" nie widziałem, że będzie to powieść o...mafii. Widziałem, że cała historia rozpocznie się od uprowadzenia. Potem historia zaczęła układać się w głowie jak obraz z porozrzucanych puzzli. Duże wrażenie zrobił na mnie serial Gomorra na podstawie powieści Roberta Saviano. Zwrócił moją uwagę na najkrwawszą mafię świata – Camorrę. Zacząłem czytać na jej temat wszystko co wpadło mi w ręce. Po prostu przepadłem. Gdy dowiedziałem się o koligacjach kamorystów z polskim półświatkiem wiedziałem, że to będzie strzał w dziesiątkę. Przez osiem lat pracowałem na promie pływającym do Szwecji. Macki camorry sięgają wszędzie, ponoć nawet do Watykanu, więc oczywiście do Skandynawii również. Chciałem wykorzystać swoje doświadczenie i akcję umieścić właśnie w Szwecji i częściowo na promie. Bardzo wiele czytałem na temat muzułmańskich gangów siejących postrach w Sztokholmie, głównie w dzielnicy Rinkeby. Wiedziałem, że i ten wątek musi znaleźć się w mojej powieści. Szwecja to jeden z krajów, który dosadnie pokazuje, do czego może doprowadzić polityka źle rozumianej otwartości migracyjnej. Pomysły rodziły się jeden po drugim, a mnie pozostało jedynie pisać i pilnować, aby nie zapętlić się w tych wszystkich wątkach.

W „Piętnie mafii" przeszłość odciska się w wyjątkowo widoczny sposób na sercach i sumieniach bohaterów. Czy poza tym, że jest to thriller, to można o niej mówić również jako o historii rozliczeniowej?

Zdecydowanie tak. Bohaterowie „Piętna mafii" muszą rozliczyć się ze swoją przeszłością, ponieść konsekwencje podjętych przed laty wyborów. Najgorsze jest to, że demony przeszłości upominają się nie tylko o nich, ale również o ich bliskich. Wkroczenie na zbrodniczą ścieżkę zawsze jest błędem i ma opłakane skutki. I choć powieściowe potwory są fikcyjne, to w prawdziwym świecie również istnieją i chciałem zwrócić na to uwagę pisząc „Piętno mafii". Każdy z nas ma jakieś traumatyczne doświadczenia o których chciałby zapomnieć. Niejednokrotnie pewnie chcielibyśmy cofnąć czas i zrobić pewne rzeczy zupełnie inaczej. Podążyć inną drogą. Ta historia to swego rodzaju przestroga. Lekcja, że dobrze jest rozliczyć się z przeszłością jak najszybciej, stawić jej czoło, przepracować złe doświadczenia, traumy, myśli, uczucia, kryzysy i konflikty, zamiast przed nimi uciekać. Doskonale jednak wiemy, że to nie takie proste.

Czy przygotowywałeś się w jakiś szczególny sposób do tworzenia „Piętna mafii"? To historia wielowątkowa, skonstruowana w misterny sposób. Jak wygląda twoja filozofia pracy?

To była bardzo ciężka praca. Tak jak zauważyłeś powieść jest wielowątkowa i niezwykle ważną rzeczą było, aby się w nich nie pogubić. Musiałem w taki sposób przedstawić tę opowieść czytelnikowi, aby fabuła mimo zawiłości była zrozumiała, ale żeby broń Boże nie podać mu zbyt dużo na tacy. Kiedy już dotarło do mnie, że powieść będzie traktować o mafii musiałem zrobić porządny research. Wiele godzin spędziłem nad artykułami poświęconymi włoskiej camorrze i szwedzkim gangom. Społeczności żyjące w ubogich dzielnicach Neapolu, Scampii i Secondigliano oraz sztokholmskiej Rinkeby mnie zafascynowały. Przystępując do pisania miałem jedynie kilkanaście rozpisanych punktów, fabuła sama rysowała mi się w głowie. Pisałem i czytałem nieustannie. Później oczywiście pojawiły się pewne trudności i komplikacje, a kilkustronicowe notatki zmieniły się w zapisany w całości moleskin. Nie zabrakło również rysunków i schematów. Rozpisywałem bohaterów, ich wzajemne relacje oraz wszystkie ważne imiona, nazwy ulic, miejsc i tak dalej. Tak powstawała pierwsza wersja „Pietna mafii", która oczywiście ewoluowała przy pierwszej i drugiej redakcji. W międzyczasie postanowiłem uśmiercić jedną z bohaterek, czego jak się później dowiedziałem, czytelnicy nie mogli mi wybaczyć.

 

A jak wyglądał sam proces powstawania powieści? Zdradzisz coś na ten temat?

Jeśli chodzi o sam proces powstawania powieści, to pierwszą wersję piszę nie przywiązując szczególnej uwagi do stylu i językowej poprawności. Zostawiam też za sobą sporą ilość fabularnych dziur, aby potem do nich wrócić i wygładzić całość swoistego rodzaju warstwą bitumiczną. W czasie pisania pierwszej wersji, zależy mi, aby popchnąć historię do przodu najdalej jak się da. Idealnie jest, jeśli od razu uda mi się dotrzeć do finału, ale z tym bywa różnie. Czasami napotykam mur i muszę cofnąć się do określonego wątku, albo w ogóle do początku powieści. Wtedy zaczynam pierwszą korektę, co pozwala mi spojrzeć na opowieść z zupełnie innej perspektywy. To tylko kwestia czasu, gdy z mgły wyłoni się obraz dalszych wydarzeń, a ja dowiem się jak potoczyły się losy moich bohaterów.

 

Na rynku nie brakuje kryminałów, historii o porwaniach, o prawie do zemsty, o wojnach mafii, wojnach uczuć... Komu mógłbyś zatem przede wszystkim polecić „Piętno..."? Co czyni z Twojej książki pozycję zasługującą na wyróżnienie?

Oczywiście „Piętno mafii" to jest opowieść o porwaniach, prawie do zemsty i mafijnych porachunkach, ale nie tylko. To również powieść obyczajowa, poruszająca bardzo wiele ważnych kwestii, takich jak chociażby walka o marzenia, strata bliskiej osobyi umiejętność radzenia sobie z tym, niebezpieczeństwa czyhające na młodych ludzi w Internecie i w świecie modelingu. „Piętno mafii" pokazuje, że pomiędzy białym i czarnym jest jeszcze wiele odmian szarości. Myślę, że udało mi się stworzyć niejednoznacznych, wyrazistych bohaterów, którzy wzbudzą w czytelniku ambiwalentne uczucia. Taki przyświecał mi cel, bo psychologizacja postaci, nawet tych drugoplanowych, zawsze była dla mnie bardzo istotna. Dlatego uważam, że „Pietno mafii" jest dedykowane szerokiemu gronu odbiorców.

 

Czy kryminały, powieści sensacyjne, thrillery – historie z tych obszarów – mogą dać nam, poza czystą rozrywką, coś jeszcze?

Oczywiście sama rozrywka jest wartością nadrzędną. Sam po to czytam i piszę, aby oderwać się od rzeczywistości, ale lubię gdy dobra książka może mi zaoferować coś jeszcze. Czuję się spełniony, gdy historia ma ciekawe podłoże społeczne, psychologiczne lub polityczne. Bardzo lubię, gdy autor zaskoczy mnie jakąś nowinką ze świata IT, zainteresuje mnie tematem do którego zechcę wrócić już po zakończonej lekturze. Uwielbiam gdy od czasu do czasu pisarz przemówi do mnie poetyckim językiem, ale pod warunkiem, że zrobi to w wywarzony i przemyślany sposób. To są wartości, które interesują mnie jako czytelnika, ale również jako autora. Staram się pisać książki, które sam chciałbym czytać...

Pomiędzy białym i czarnym jest jeszcze wiele odmian szarości- Wywiad z Piotrem Rozmusem

oceń:

Dodaj komentarzKomentarze (0)
Bestsellery
Zobacz najpopularniejsze tytuły
Wydarzenia
Zobacz ostatnie wydarzenia ze świata kryminału

Ostatnie komentarze

Dodano przez: Ela Rewińska

Polecani autorzy

Marta GuzowskaJacek OstrowskiKatarzyna KacprzakMałgorzata RogalaGrzegorz KalinowskiAlek Rogoziński

ul. Borowskiego 2 lok. 205
03-475 Warszawa

Dane kontaktowe:

+48 22 416-15-81
kontakt@czytamykryminaly.pl 

Newsletter:
Zapisz się do newslettera i otrzymuj
najświeższe informacje ze świata kryminałów.
Zapisując się na newsletter, akceptujesz politykę prywatności
© Czytamy Kryminaly - All Rights Reserved.