Share

Niech powieść rozgrywa się w miejscu szczególnym, mniej dostępnym dla świata - wywiad z Jędrzejem Pasierskim

Jędrzej Pasierski, rocznik 1984. Prawnik, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Pracował w organizacjach zajmujących się prawną ochroną środowiska, międzynarodową pomocą rozwojową oraz współpracą państw Europy Środkowo-Wschodniej. Zadebiutował w 2018 roku książką "Dom bez klamek", którą otworzył cykl powieści kryminalnych z Niną Warwiłow. Roztopy to druga książka z tego cyklu. Wkrótce ukaże się też thriller jego autorstwa, którego bohaterem jest prawnik środowiskowy. Mieszka na warszawskiej Pradze. W specjalnym wywiadzie na naszym portalu, opowiada nam o sile natury, niebezpieczeństwach metropolii, małomiasteczkowych zagrożeniach, samotności, klasycznych kryminałach i unikaniu szufladkowania... zaintrygowani? Zapraszamy do lektury!

Marcin Waincetel: W jaki sposób trafiłeś na ścieżkę zbrodni? Innymi słowy – jak to się stało, że zacząłeś pisać kryminały? Jesteś adeptem prawa, więc można powiedzieć, że w pewnym sensie... przeszedłeś na drugą stronę mocy.

Jędrzej Pasierski: Dwa i pół roku temu rzuciłem papierami – przedtem pracowałem na etacie przez siedem lat, w czterech różnych organizacjach. Widziałem w tym coraz mniej sensu. Zrezygnowałem z pracy bez konkretnego planu w głowie, ale dość szybko podjąłem decyzję o pisaniu. Nigdy wcześniej tego nie robiłem, musiałem się nauczyć i już po kilku tygodniach na bezrobociu, zorientowałem się, że muszę pisać codziennie. Po pięć stron. Tak więc moja pierwsza powieść powstała w dwa miesiące, ale okazała się do kitu. I nie była klasycznym kryminałem – na początku jak ognia unikałem gatunku powieści policyjnej, bałem się wejścia w schemat. Jednak współcześnie policjant jest najbardziej wiarygodnym śledczym. Po pół roku od rzucenia pracy, powołałem do życia Ninę Warwiłow. Czy to jest druga strona mocy? Trochę tak, ale również, jako Nina, ścigam przestępstwa, więc jako autor bywam obu stronach barykady (śmiech).

 

Historie o zabójstwach sprawiają niekiedy, że odchodzimy od zmysłów. Nic dziwnego, że „Dom bez klamek" koncentruje się na sprawie ze szpitala psychiatrycznego. Skąd taki pomysł? Czy przygotowywałeś się specjalnie do opisywania tego miejsca?

Przeczytałem wypowiedź jednej z poczytnych autorek kryminałów, że warto, by powieść rozgrywała się w miejscu szczególnym, mniej dostępnym dla świata. Tak się złożyło, że wielokrotnie wizytowałem pewien szpital psychiatryczny i wierzyłem, że mam wystarczająco dużo danych, by opisać fikcyjny oddział. Uznałem, że to może być atrakcyjna sceneria powieściowa. Również i problematyka psychiatrii, chorób psychicznych oraz relacji lekarz – pacjent, dała mi możliwość wprowadzenia konkretnego tematu do książki kryminalnej. Żeby było jasne, nie jestem zwolennikiem powieści z przesłaniem społecznym, czy politycznym, kryminał powinien być przede wszystkim kryminałem. Ale jako czytelnik lubię się czegoś dowiedzieć, nawet czytając powieść rozrywkową. W ten sposób nie mam poczucia marnowania czasu. Podążyłem tym tropem.

 

Przeszłość bardzo często warunkuje naszą przyszłość, czego dowody znajdziemy zarówno w „Domu...", jak i „Roztopach". Wierzysz w prawdziwość tych słów?

Oczywiście. Poza tym myślę, że wydarzenia z przeszłości nadają fabule pewną głębię. Jeśli są to, jak w kryminałach, ponure tajemnice, powieść z reguły staje się ciekawsza.

 

Joanna Pascho, zaginiona bohaterka „Roztopów", postanowiła uciec z wielkomiejskiej Warszawy do małomiasteczkowej osady, właściwie wsi, Bukowce. Czy mieszkając w stolicy, na Pradze, towarzyszyłeś jej mentalnie w podróży na ten swoisty koniec świata? Czy w Tobie też jest taka potrzeba ucieczki?

Ten temat stale pojawia się w moich książkach i rzeczywiście kiedyś odczuwałem takie silne pragnienie – szczególnie jednak, kiedy pracowałem na etat. To w pewien sposób banalne, ale myślę, że tak odreagowywałem logistykę swojego dnia: korki, tłum, hałas, chaos, smrodki miasta... od kiedy pracuję niezależnie, cóż, ta potrzeba odzywa się rzadziej, bo tak naprawdę lubię przestrzeń miejską. Mam również doświadczenie życia w bardzo małej wsi, za dzieciaka, i to nie zawsze jest łatwa sprawa – natura i odległości dają w kość. Poza tym miasto, w którym człowiek nauczy się funkcjonować, jest w pewnym sensie cieplejszym miejscem.

 

Gdzie jest Twoim zdaniem bardziej niebezpiecznie – w wielkiej metropolii, czy na prowincji? Jakie są, według Ciebie, największe strachy, zagrożenia naszej współczesności?

Jest to pytanie dość ogólne i myślę, że odpowiadają na nie dwie kolejne powieści cyklu z Niną Warwiłow – przedstawiają inne niebezpieczeństwa. Mógłbym powiedzieć, że życie na prowincji jest bezpieczniejsze, ale to nie zawsze jest prawda. Ludzi, policji jest mniej i jeśli spotka się złego człowieka w niewłaściwym miejscu, konsekwencje mogą okazać się brutalne. Nie mam poczucia istnienia ogromnej przestępczości , np. w Warszawie znacznie gorzej było dwadzieścia lat temu, za małolata regularnie rabowano mnie na ulicy. Myślę jednak, że jednym z największych strachów współczesności jest samotność. O tym, między innymi, opowiadają „Roztopy".

 

Nina Warwiłow to kobieta z zasadami, dociekliwa, inteligentna, niepozbawiona intuicji, a przy tym bardzo ludzka, zwyczajna. Często pytam o to swoich rozmówców – czy sądzisz, że mógłbyś zaprzyjaźnić się z Niną? Co w niej cenisz? A co Ci w niej przeszkadza?

Ja spotkałem się z opinią, że jest trudna i mało sympatyczna (śmiech). W czym nie ma nic złego, bohater nie powinien być bezpłciowy. Szczerze, myślę, że w drugiej części złagodniała, logiczne, zważywszy na wydarzenia w jej życiu. Problem relacji z Niną jest taki, że ona w zasadzie nie ma przyjaciół. Nie do końca ich potrzebuje, przynajmniej nie uświadamia sobie tego. Gdybym ją jednak spotkał, ceniłbym w niej charakter, waleczność, upór, zasady no i bystrość, bo myślę, że jest raczej bystra. Te same cechy mogą również przeszkadzać plus to, że Nina musi postawić na swoim. To mogłoby okazać się irytujące.

 

"Roztopy" to historia, w której... nie ma ciała, nie ma trupa, ale nie brakuje tajemnic. W jaki sposób wytwarza się taką aurę niepokoju? Czytając Twoją powieść mogą pojawiać się skojarzenia ze szczególną nastrojowością, którą zapisano w „Miasteczku TwinPeaks" czy „Detektywie".

Trochę obawiałem się podjęcia tej fabuły, wiedząc, że nie będzie klasycznym, czytaj: schematycznym kryminałem – choć uważam, że ostatecznie ilość zbrodni, błędnych tropów i zwrotów akcji się zgadza. I chyba nie do końca planowałem tę nastrojowość, choć po „Domu bez Klamek", miałem poczucie, że powinienem przyjrzeć się sferze nastroju i napięcia. Jak się to wytwarza? Bohaterami, scenerią, aurą, zwrotami akcji... każda powieść składa się z tych samych elementów, różnica tkwi w ich ułożeniu i proporcjach. Przy tym, do „Roztopów", stworzyłem najbardziej detaliczny, jak do tej pory, plan powieściowy. Więc nie można powiedzieć, że ta atmosfera napisała się sama, to byłaby bzdura. Nawiasem mówiąc, te konotacje są bardzo przyjemne, szczególnie skojarzenie z „Miasteczkiem Twin Peaks".

 

Olga Tokarczuk w bestsellerowej historii „Prowadz swój pług przez kości umarłych" przekonywała, że nasze życie jest uzależnione od rytmu natury. Ty również zdajesz się o tym mówić. To też tematyka, która jest Ci bliska zawodowo, prawda? Wszak zajmowałeś się prawną ochroną środowiska.

Tak, to jest bliska mi tematyka i poświęcam jej miejsce. To jeszcze nic: w czerwcu wychodzi „W imię natury", thriller, w którym przyroda jest jednym z głównych bohaterów. Wszyscy reagujemy na zmiany pogodowe, wpływają na nasze nastroje i działania. Na życie, a im dalej od miast, tym dotkliwiej. Na wsi zapewnienie ciepła nie zależy tylko od przekręcenia kaloryfera, a transportu od odśnieżenia samochodu. Im dalej od miast, tym bardziej natura odbiera co swoje. I dobrze. Szkoda, że nie szanujemy jej w wystarczającym stopniu, na własną zgubę – choćby w zakresie powietrza. Wierzę, że będzie lepiej.

 

Nad czym obecnie pracuje Jędrzej Pasierski?

Jak wyżej, w czerwcu wychodzi „W imię natury", niezależny thriller, którego bohaterem jest prawnik zajmujący się ochroną środowiska. Poszukuje żony, która zaginęła po obejrzeniu pewnej zagadkowej fotografii. Następnie, w styczniu planowana jest kolejna część przygód Niny. Jest szansa, że 2020 otworzę również nową serię powieściową – ale jaką, pozwolę sobie jeszcze zachować w sekrecie...

Niech powieść rozgrywa się w miejscu szczególnym, mniej dostępnym dla świata - wywiad z Jędrzejem Pasierskim
Autor:Jędrzej Pasierski

oceń:

Dodaj komentarzKomentarze (0)
Powiązane
Zobacz informacje powiązane z tym autorem

ul. Borowskiego 2 lok. 205
03-475 Warszawa

Dane kontaktowe:

+48 22 416-15-81
kontakt@czytamykryminaly.pl 

Newsletter:
Zapisz się do newslettera i otrzymuj
najświeższe informacje ze świata kryminałów.
Zapisując się na newsletter, akceptujesz politykę prywatności
© Czytamy Kryminaly - All Rights Reserved.