Share

Marlena Siwiak, Marian Siwiak: Wszystko, co czytamy, STANOWI INSPIRACJĘ

O teoriach spiskowych, etyce i pracy w duecie

z Marleną Siwiak i Marianem Siwiakiem rozmawiał Adam Podlewski.

Adam Podlewski: Jak mogłoby wyglądać Państwa życie, gdyby eternina z powieści „Pharmacon" naprawdę powstała?

Marian Siwiak: Myślę, że mielibyśmy jeszcze jeden powód do frustracji więcej. Patrząc na otaczający nas świat i reguły dystrybucji dóbr, nie mam wątpliwości, że nie załapalibyśmy się na dawkę. Nasza książka oferuje wgląd w tylko jeden z możliwych sposobów na wypaczenie szlachetnej idei. Takich sposobów wymyśliliśmy w sumie sporo, ale na praktyczną implementację czegoś, co choćby w ogólnym zarysie przypominałoby sprawiedliwość – żadnego.

Marlena Siwiak: Obawiam się, że taka sprawiedliwa implementacja wymagałaby szeregu działań, na które nie jesteśmy gotowi jako gatunek. Przede wszystkim wymagałaby rozsądnej rozmowy, wysłuchania wszystkich stron, kompromisów i wreszcie dojścia do jakiegoś wspólnego stanowiska na temat tego, jak miałoby wyglądać nasze modelowe, post-eterninowe społeczeństwo. Bo trzeba pogodzić się z myślą, że eternina – technologia znacznie wydłużająca ludzkie życie – wywróciłaby do góry nogami wszystko, co znamy: od opieki zdrowotnej, pracę, system emerytalny, kontrolę urodzeń, związki, po kwestie tak osobiste jak sens życia, spełnienie, poczucie celu. To nie są proste problemy, co nie znaczy, że nierozwiązywalne, tylko że nie da się ich rozwiązać drogą debaty telewizyjnej. To, co opisaliśmy w książce, wydaje nam się natomiast jednym z bardziej prawdopodobnych scenariuszy, który można streścić słowami: krótkowzroczność, egoizm i chaos.

AP: Jeśli dobrze rozumiem, zbieżność nazwisk na okładce „Pharmaconu" nie jest przypadkowa... Kim jest duet Siwiaków w życiu prywatnym?

Marian Siwiak: Nie mamy życia prywatnego. Jesteśmy rodzicami trójki małych dzieci. (śmiech)

Marlena Siwiak: W ramach podpowiedzi dodam, że wspólnych.

AP: A jak to wygląda podczas pracy twórczej? Czy pisanie we dwójkę jest ciężkim wyzwaniem, czy niepowtarzalną szansą?

Marian Siwiak: Niepowtarzalną szansą. Od żarliwych kłótni przy planowaniu fabuły i obrażaniu się, gdy proponowane przez partnera rozwiązania nie przypadnie drugiej stronie do gustu, po awantury
o dobór słownictwa – nie, to nie jest pojedynek, który umielibyśmy przeprowadzić w pojedynkę. Słowem, żadne z nas nie wyobraża sobie samodzielnego doprowadzenia tekstu do satysfakcjonującej formy.

Marlena Siwiak: Ja to się w ogóle dziwię, że ktokolwiek zabiera się za pisanie samodzielnie. Pomijając oczywistości w stylu „co dwie głowy to nie jedna", myślę, że największą zaletą pisania w duecie jest nieprzewidywalność. Owszem, mamy konspekt, owszem, omawiamy fabułę każdego rozdziału, zanim zabierzemy się do roboty, a i tak Marian, który zawsze zaczyna od naszkicowania surowego dialogu, budzi mnie potem o trzeciej w nocy, bo bohater nagle powiedział coś, co zmieniło bieg wydarzeń. Z kolei gdy ja zabieram się za moją działkę, narrację, okazuje się, że jakiś wewnętrzny monolog doprowadził bohatera do przedwczesnego rozwiązania zagadki, której chcieliśmy poświęcić cały następny rozdział. Dzięki pisaniu we dwójkę, żadne z nas nie ma stuprocentowej kontroli nad wydarzeniami,
a postacie co i rusz nas zaskakują. Jesteśmy więc zarówno twórcami jak i odbiorcami naszej opowieści, co sprawia, że satysfakcja z pisania zyskuje zupełnie nowy wymiar. A co do wspomnianych przez Mariana awantur, to dodam jeszcze, że nic tak nie poprawia relacji małżeńskich jak wspólny projekt artystyczny. Gdy już wykłócimy się o przecinki, czy inne – w gruncie rzeczy nie tak istotne – zagadnienia, nie mamy siły na kłótnie o sposób wychowania dzieci, pieniądze, podział obowiązków, czyli wszystko to, o co na ogół kłócą się małżeństwa.

AP: Skąd wzięła się fascynacja światem amerykańskich służb i międzynarodowych koncernów farmaceutycznych?

Marian Siwiak: Fascynacja? Potraktujemy to pytanie jako komplement. Szczerze mówiąc, to i jedno i drugie budzi w nas raczej niesmak. Dla nas to tylko tło historii. Jeśli udało nam się zobrazować je dość szczegółowo, żeby wywołać wrażenie, że nasze badania w tym temacie są wynikiem fascynacji, to bardzo się cieszymy. A dlaczego tło wybraliśmy takie, a nie inne? A jak łatwiej wprowadzić elementy sensacji i niedookreślonego zagrożenia, niż poprzez przewijających się facetów, czy też babki, w ciemnych garniturach?

Marlena Siwiak: Gdyby akcja działa się w Polsce, moglibyśmy ich zastąpić Urzędem Skarbowym i Sanepidem. Ale sam pomysł eterniny wymusił opisywanie wydarzeń z perspektywy globalnej, a do gry wciągnął największych międzynarodowych graczy.

AP: Jak wyglądał proces badania tematu, kwerend medycznych i kryminalnych, potrzebnych do napisania powieści?
Marlena Siwiak: Wierzymy w wiedzę pozyskiwaną jak najbliżej źródła. Sporo w Pharmaconie naszych osobistych doświadczeń. Jeśli mamy wątpliwości, przeprowadzamy eksperyment, albo pytamy ludzi, którzy z racji wykonywanego zawodu mogą coś na dany temat wiedzieć. Oczywiście niezastąpiony pozostaje Internet, ale tu najchętniej sięgamy do tekstów źródłowych, regulacji prawnych, filmów dokumentalnych. Do tego dochodzi wizja lokalna...

Marian Siwiak: Na przykład na trop opisywanej w naszej książce Anakostii wpadliśmy, sprawdzając statystyki morderstw dla Waszyngtonu. Każde wielkie miasto ma taką dzielnicę, tutaj dochodziła jeszcze segregacja etniczna. Postanowiłem tam oczywiście pojechać. Wjazd może nie był tak dramatyczny, jak to opisujemy w Pharmaconie, ale gdy tylko zatrzymałem się na głównym placu i wysiadłem z auta, przytruchtał do mnie zaniepokojony, czarnoskóry policjant. Wytłumaczył mi, że zabytki i zwiedzanie są po drugiej stronie rzeki. Tam znajdę Kapitol, Biały Dom, jakieś stare budynki, czy co tam sobie chcę oglądać. Grzecznie, acz stanowczo, wsadził mnie z powrotem do auta i nakazał jak najszybszy odjazd. Zaraz jednak skręciłem w pierwszą lepszą uliczkę i zacząłem jeździć po okolicy. Pół godziny później wysiadłem z samochodu, by obejrzeć zadziwiająco zadbany i nietypowy architektonicznie budynek biblioteki. Nie minęły dwie minuty, gdy podbiegła do mnie czarnoskóra pani w średnim wieku, prosząc, bym jak najszybciej odjechał, bo szczególnie TO miejsce nie jest miejscem dla mnie. Tym razem nie oponowałem i zabrałem cztery litery w troki, ale wyobraźnia zaczęła pracować, czego efekty można przeczytać w książce.

AP: Jak powstał świat opisany w „Pharmaconie"? Czy to tylko tło powieści, czy całe uniwersum, w którym można umieścić też inne historie i intrygi?

Marlena Siwiak: Celem zawsze było uniwersum, a pomysł eterniny pojawił się, gdy szukaliśmy prostego, ale niosącego liczne implikacje, wyróżnika dla tego świata. Ponadto, z racji wykształcenia, czujemy się dość swobodnie w temacie biologii molekularnej, więc gdzie tylko się dało, zastępowaliśmy technomagię – nauką.

Marian Siwiak: Co zaś się tyczy Pharmaconu, miał być tylko wprowadzeniem do świata, historią powstania eterniny. Kadry z tego samego uniwersum przewijają się w naszych opowiadaniach, począwszy od pierwszego, opublikowanego w „Esensji" w 2013 roku, ale czasokres opisanych dotąd wydarzeń trzeba mierzyć w setkach lat. Pomysłów na kolejne historie nam zresztą nie brakuje i będziemy próbowali dopełnić tę wizję. Niestety ograniczone moce przerobowe sprawiają, że pióro nie nadąża za myślą.

AP: Co Państwa zainspirowało do stworzenia Nelli, arcysympatycznej paranoiczki?

Marlena Siwiak: Kiedy zaczynaliśmy pisać Pharmacon, a miało to miejsce kilka ładnych lat temu, teorie spiskowe były w Polsce pewną egzotyką. Oczywiście istniały, mieliśmy nawet kilka ojczystych, bo Polacy nie gęsi, ale wtedy jeszcze trudno było uwierzyć, że coś takiego może mieć u nas znaczący wpływ na przykład na wynik wyborów. Z drugiej strony zdawaliśmy sobie sprawę, że w Stanach teorie spiskowe – nawet całkiem odjechane – to naturalny element krajobrazu, a chcieliśmy dość wiernie ten krajobraz oddać.

Marian Siwiak: Widzieliśmy też, że teorie spiskowe przestają być wyłącznie domeną oszołomów w foliowych czapeczkach. Że ich ofiarą padają coraz szersze kręgi zwykłych ludzi, bo te teorie nie są wewnętrznie sprzeczne. Nie są inherentnie głupie czy nielogiczne. Na zdrowy chłopski rozum trzymają się kupy. To, co odróżnia je od faktów, to ich oderwanie od kontekstu i wiedzy, która buduje w umyśle odbiorcy pejzaż pozwalający traktować nowe hipotezy jako elementy większej układanki. Stabloidyzowane media przyzwyczajają ludzi do akontekstowej informacji i stawiają na sensacyjne doniesienia, a nie na pogłębioną analizę. W środowisku, w którym pokrzykiwania aktywisty zestawiane są z ekspertyzą profesora, odbiorca staje się podatny na teorie przemawiające zwykle do subiektywnego, jednak obiektywnie bolesnego poczucia krzywdy. Stąd Nella. Zwykła dziewczyna. Miła. Pomocna. Arcysympatyczna. Tkwiąca głęboko w szponach teorii spiskowych.

AP: Czy Pharmacon można traktować jako państwa głos w dyskusji na temat etycznego kodeksu naukowców?

Marlena Siwiak: Spojrzałabym na to szerzej. To raczej głos w dyskusji na temat miejsca etyki w dowolnej działalności zawodowej. Proszę zauważyć, że nie wytykamy nieetycznych zachowań tylko w środowisku naukowym. Opisujemy także brudne gierki big pharmy, polityków, prasy, a to, co wyczyniają w naszej książce bankierzy, woła o pomstę do nieba! Ale nie chodzi nam o proste moralizatorstwo i biadolenie w stylu „gdyby tylko politycy mniej kłamali,
a finansiści mniej kradli, świat byłby lepszy". Politycy kłamią, a finansiści kradną, bo ci z nich, którzy tego nie robią, przegrywają w wyścigu z konkurencją, która nie ma takich zahamowań. Wyższe wartości, jakość, etos pracy – to się dzisiaj bardzo źle sprzedaje. Liczy się sukces, show, szybka forsa. Weźmy przykład takiego Theranosa – firmy obiecującej pełną diagnostykę z kropli krwi. Przez lata wynoszono na ołtarze jej założycielkę, Elizabeth Holmes, i pompowano tego dmuchanego jednorożca, aż w końcu pękł. Okazało się, że taka technologia po prostu nie istnieje. Mało tego, nie ma prawa istnieć, co powinien wiedzieć każdy średnio rozgarnięty pracownik laboratorium analitycznego. W osoczu stężenia niektórych związków, które chciano badać, są po prostu za małe, by można było z dużym prawdopodobieństwem trafić na choć jedną ich cząsteczkę, pobierając tak niewielką ilość krwi. Jak to się stało, że tylu ludzi było zaangażowanych w ten projekt i nikt tego nie zauważył? Dali się zwieść propagandzie sukcesu, czy też był to po prostu zwykły cynizm? Ile tego typu „rewolucyjnych technologii" jest jeszcze na rynku i ile z nich nie zostanie nigdy zdemaskowana, bo nie wszystkie obiecują tak prosty do sprawdzenia efekt? Ile sensownych biotechnologicznych start-upów zostało w tym czasie odrzuconych przez inwestorów, bo postępowały etycznie i nie obiecywały gruszek na wierzbie? Zresztą w drugim tomie „Pharmaconu" pojawia się firma Purposeful Movement oparta na archetypie właśnie takiego, zbudowanego na ignorancji, biznesu.

Marian Siwiak: Jeśli zaś chodzi o nasz głos na temat etycznego kodeksu naukowców, to przedstawiliśmy go ostatnio na łamach „Forum Akademickiego", przypominając kryteria naukowości zdefiniowane kilka dekad temu przez profesora Kazimierza Ajdukiewicza. Pierwszym z kryteriów jest zasada racjonalnego uznawania przekonań, która stwierdza, że stopień przekonania, z jakim głoszony jest dany pogląd, powinien odpowiadać stopniowi jego uzasadnienia. Niestety, w wyścigu o finansowanie badań największe szanse mają ci, którzy optymalizują swoją działalność pod kątem zwiększania cytowalności własnych wyników, a najłatwiej jest to osiągnąć, zastępując ostrożność osądu – niepodpartą dostatecznie silnymi dowodami, ale za to głoszoną z pasją – pewnością. Wracając zaś do Pharmaconu, z jednej strony jest to książka rozrywkowa i jako wytwór wyobraźni nie rości sobie prawa do głosu w dyskusji akademickiej. Z drugiej, przyznaję, że może w niej pobrzmiewać nasza smutna konstatacja, że coraz bardziej rozpowszechnione podejście „moralne jest wszystko, co jest legalne" nie prowadzi do niczego dobrego.

AP: Czy zdradzą Państwo swoje najważniejsze inspiracje literackie?

Marlena Siwiak: Wszystko, co czytamy, stanowi inspirację. Paradoksalnie, kiepska książka może być lepszą inspiracją niż arcydzieło, jeśli tylko potraktuje się ją jako naukę na cudzych błędach. Oczywiście jest w tym element osobistych preferencji i tego, co kto uznaje za błąd, a co za zamysł artystyczny. Ale jeśli w niesatysfakcjonującej lekturze potrafimy wypatrzeć ów błąd i go nazwać, jest szansa, że będziemy mogli uniknąć go w naszej twórczości. Książki, którym w moim odczuciu niczego nie brakuje, nie są tak pomocne, bo trudno inspirować się doskonałością, nie popadając w naśladownictwo. Jeśli koniecznie muszę wymienić tu jakiś tytuł, niech to będzie Ziemia obiecana Władysława Reymonta.

Marian Siwiak: Ja w tym miejscu chciałbym podziękować recenzentom, którym przed laty wysłaliśmy do oceny fragment, który obecnie stanowi prolog Pharmaconu, a dziś dostępny jest w całości na naszej stronie internetowej. Recenzje te były na tyle budujące, że nie zniechęciliśmy się do pisania, a zawarta w nich konstruktywna krytyka zmusiła nas do pytań o istotę naszej twórczości.

Marlena Siwiak: Innymi słowy ktoś wypatrzył i nazwał nasze błędy, co bardzo ułatwiło nam dalszą pracę nad tekstem.

AP: Co dalej? Czy macie dalsze plany jako duet literacki? A może czas na niezależne teksty?

Marlena Siwiak: Na początek chcemy dokończyć historię powstania eterniny. W kolejnej części planujemy zmierzyć się z kwestiami światopoglądowymi, jednocześnie nie gubiąc wątku politycznego i sensacyjnego, więc zaprosimy Czytelników do Watykanu. A potem, kto wie, może zrobimy przeskok o kilka stuleci wprzód?

Marian Siwiak: O ile znowu nie zaskoczy nas nieprzewidywalność naszej historii. W każdym razie planujemy nadal pisać razem.

Adam Podlewski: Dziękuję za rozmowę!

Marlena Siwiak, Marian Siwia: Wszystko, co czytamy, STANOWI INSPIRACJĘ
Autor:Marlena Siwiak, Marian Siwiak

oceń:

Dodaj komentarzKomentarze (0)
Powiązane
Zobacz informacje powiązane z tym autorem
Recenzje
Zapowiedzi

ul. Borowskiego 2 lok. 205
03-475 Warszawa

Dane kontaktowe:

+48 22 416-15-81
kontakt@czytamykryminaly.pl 

Newsletter:
Zapisz się do newslettera i otrzymuj
najświeższe informacje ze świata kryminałów.
Zapisując się na newsletter, akceptujesz politykę prywatności
Token
© Czytamy Kryminaly - All Rights Reserved.