Share

Mam charakter buntownika - wywiad z Brianem Azzarello

Brian Azzarello to żyjąca legenda amerykańskiego komiksu. Scenarzysta, który od lat współpracuje z DC Comics, jednym z dwóch największych wydawców na świecie, realizuje bezkompromisowe historie gatunkowe. Bardzo często są to kryminały, w których ukazuje brudną i brutalną rzeczywistość, gdzie wartością jest zemsta i chęć odkupienia, jak ma to miejsce w „100 nabojach"- tak brzmi tytuł jego najbardziej znanej serii, którą wspólnie z Eduardo Risso opracował dla Vertigo Comics. Azzarello stworzył również arcyciekawy kryminał noir, w którym głównym bohaterem jest Joker, arcywróg Batmana, a także – między innymi – „Księżycówkę", gangsterską opowieść grozy z czasów prohibicji. Specjalnie dla nas opowiada, wobec czego się buntuje, czy zbrodnia może być sztuką i dlaczego fascynuje się ludzkim złem.

Marcin Waincetel Jak żyje Ci się w Ameryce?

Całkiem w porządku, nie narzekam. Czemu pytasz?

Ponieważ słyszy się, że w USA ogranicza się wolność – wolność do tworzenia.

Ach, w tym rzecz. Sprawa jest całkiem prosta. Im bardziej gówniany rząd, tym lepiej dla artystów. Serio. Jeśli są tematy, które drażnią, które prowokują, to bardzo dobrze. Bo jest o czym pisać, jest co komentować. Musimy sobie z tym radzić. Jest jednak coś, co mnie naprawdę wkurza. Masa młodych ludzi zachowuje się bowiem tak, jak... starzy ludzie. Wyrażają kategoryczne sądy o tym, jak mówić, co robić, jak należy się zachowywać, a jak nie. Paranoja!

Czy wobec tego się zatem buntujesz?

Staram się być sobą i wydaje mi się, że mam charakter buntownika. Na przykład to, jakiego języka używam. Bywa, że jest bezceremonialny, bezkompromisowy. Brudny i soczysty.

Dajesz temu dowód w kryminalnej serii „100 naboi", gdy opisujesz ludzi z półświatka, mafiozów, erotyczne tancerki, gangsterów, ale też zwykłych ludzi ulicy.

Chcę po prostu, aby moi bohaterowie byli prawdziwi. Daję im możliwość używania języka, który potrafi ranić, który jest bronią. Ale tak po prostu jest. Nie ma sensu tego ukrywać.

Wspominałeś kiedyś, że pomysł na „100 naboi" narodził się, gdy byłeś na trasie...

...i prawie zderzyłem się z kolesiem, który nagle, ni stąd, ni zowąd, wyskoczył rozpędzonym samochodem przed moją furę. To było cholernie ryzykowne. Jeszcze dzisiaj – a przecież minęło już ponad piętnaście lat – ciśnienie potrafi mi skoczyć na samą myśl o tym zdarzeniu. Wtedy właśnie stwierdziłem, że gdybym tylko mógł, gdyby ktoś dał mi spluwę naładowaną w naboje, których nie da się namierzyć, to pewnie... no właśnie – zadałem sobie pytanie, co wtedy? Czy potrafiłbym odpłacić pięknym za nadobne? Czy również bym go postraszył? To mnie zaciekawiło.

O czym, tak właściwie, jest to opowieść?

Skoncentrowałem się nie tylko na różnych obrazach przemocy – z perspektywy tak katów, jak i ofiar – ale chciałem ukazać, co by było, gdyby ludzie faktycznie otrzymali możliwość samodzielnego wymierzania sprawiedliwości. A najczęściej zemsty... 100 naboi nie do namierzenia, żadnych konsekwencji prawnych, tylko dług wdzięczności u Agenta Gravesa, cholernego typka, który daje spluwę i mówi „Wskazuję Ci gościa, który zniszczył życie. Masz go na muszce. A teraz rób, co chcesz". I co dalej? Jak zareagują ludzie? W jakie kłopoty przez to wpadną? Bo można się domyślić, że wpadną. Niekoniecznie jednak za kratki, ale w pewnym sensie dalej będą zniewoleni...

To też opowieść o ludziach, którzy są niejednoznaczni moralne. Nie ma w nich czerni czy bieli, ale odcienie szarości. Powiedz mi, jakich barw użyłbyś do tego, aby opisać naszą rzeczywistość?

Paradoksalnie – właśnie w czerni i bieli. Społeczeństwa się strasznie polaryzują. Jest tak albo tak. Nie ma miejsca na subtelności. Nie ma empatii. A tak poza tym... cóż, otacza nas zieleń, więc pewnie kolor zieleni. Dla niektórych jest to kolor nadziei, ale pamiętajmy, że bywa to również kolor zazdrości. Wyszło nieco poetycko, co?

Zgodzisz się, że „100 naboi" to komiks, w którym zbrodnię można w pewnym sensie porównać do... sztuki? Plany morderstw bywają ułożone w perfekcyjny sposób...

Coś w tym jest. W zbrodni jest dramaturgia, ważna jest scenografia, istotne są motywacje ludzi. I wykonanie. Jak w sztuce. A sztuką obrazów zajmuje się Eduardo Risso, mój wieloletni współpracownik, ilustrator serii. Genialny facet. Jego prace są cudownie drapieżne.

Innym komiksem, nad którym razem pracowaliście, a który ma właśnie swoją polską premierę jest „Księżycówka". Thriller rozgrywający się w czasach prohibicji, gangsterskie porachunki i krwiożercze bestie... Jaka idea przyświecała Ci podczas tworzenia tej historii?

Chciałem opisać różne przejawy zła. Skrajnie różne. Bo mamy gości, którzy są powodowani chęcią zysku, ale są też złaknieni krwi (i to całkiem dosłownie). Zależało mi na tym, aby przedstawić nastrojową opowieść. Mroczną, choć liryczną zarazem. Jest to opowieść gangsterska połączona z horrem i z gruntu fantastyczną opowieścią obyczajową.

Skąd pomysł, aby dołożyć jeszcze do tego czarci pierwiastek, to znaczy grozę?

Tak jak wspomniałem, zależało mi na tym, aby ukazać różne formy zła. Jak najbardziej realnego, gdy mówimy o mafijnych porachunkach, ale też nieprawdopodobnego, gdy myślimy na przykład o... wilkołactwie. To historia o bestiach w ludzkiej i (nie)ludzkiej skórze.

Zło chyba jest takim tematem, który Cię fascynuje? Jedne z najciekawszych opowieści superbohaterskich, które stworzyłeś są skoncentrowane na złoczyńcach, choćby „Luthor" czy „Joker".

Jest tak dlatego, że dzięki tym postaciom mogę pokazać więcej. Każdy z nas nosi sobie jakąś skazę, jakąś ułomność, bliznę. A jeśli ma się tyle blizn, co na przykład Joker, to do każdej z nich można dopisać historię. Mówimy przecież o Księciu Zbrodni, facecie, który nie bawi się w subtelności. Jest normalnym wariatem (śmiech). Możliwość sportretowania takiego charakternika to diabelsko przyjemność. Głównie dlatego, że potrafi być naprawdę nieprzewidywalny. Chciałem też, aby postać Jokera została dookreślona przez innych łotrów - Pingwina, Ridllera, Harley Quinn - a jego historia została przedstawiona z punktu widzenia Jonny'ego Frosta, pomocnika króla przestępców Gotham.

A to wszystko w konwencji noir.

A więc takiej formule, która pozwala ukazać zbrodnię, perwersję i szaleństwo. 

Artystyczne credo Briana Azzarello, to...?

Trudne pytanie. Chcę tworzyć takie rzeczy, które są nowe. Mogą być szokujące, mogą wzbudzać pytania – o formę czy o treść – ale niech to będzie coś nowego. Niech to będzie coś unikalnego. Szczególnie cenię sobie historie o walce, odkupieniu win. O tym, że zemsta potrafi być słodka, jednak jej konsekwencje potrafią być bardzo bolesne.

Rozmawiał Marcin Waincetel

Brian Azzarello był specjalnym gościem tegorocznej edycji Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi, największej imprezy komiksowej w Polsce, podczas której udało nam się przeprowadzić rozmowę. Komiksy Azzarello są dostępne w Polsce nakładem Egmont Polska („100 naboi", „Joker", Luthor," a wkrótce również „Batman – Rozbite Miasto"), a także Mucha Comics („Księżycówka").

 

Mam charakter buntownika - wywiad z Brianem Azzarello
Autor:Brian Azzarello

oceń:

Dodaj komentarzKomentarze (0)

ul. Borowskiego 2 lok. 205
03-475 Warszawa

Dane kontaktowe:

+48 22 416-15-81
kontakt@czytamykryminaly.pl 

Newsletter:
Zapisz się do newslettera i otrzymuj
najświeższe informacje ze świata kryminałów.
Zapisując się na newsletter, akceptujesz politykę prywatności
Token
© Czytamy Kryminaly - All Rights Reserved.