Share

Kobiety źródłem inspiracji- wywiad z Alkiem Rogozińskim

O tym, że powaga jest tarczą głupców, w czym przejawia się niezwykłość kobiet, dlaczego potrafimy śmiać się z rzeczy trudnych, ustalenia motywów zbrodni i komediach kryminalncyh rozmawiamy z Alkiem Rogozińskim, który z zawodu jest dziennikarzem, a z pasji... kryminalistą piszącym niezwykle dowcipne i niebezpiecznie piękne opowieści o Róży Krull. Karierę zaczynał w połowie lat 90. w kultowej już dzisiaj Rozgłośni Harcerskiej, potem pracował m.in. w Radiu Plus i warszawskim Radiu Kolor. Od 2007 roku jego macierzystą bazą jest magazyn „Party". Zadbiutował w marcu 2015 roku kryminałem „Ukochany z piekła rodem", zdobywając nim pierwsze miejsce na liście bestsellerów kryminalnych EMPIK.com. Dwie jego powieści, „Jak Cie zabić, kochanie?" i „Do trzech razy śmierć", zostały nominowane w prestiżowym plebiscycie „Książka roku" portalu Lubimy Czytać. Za książkę „Lustereczko, powiedz przecie" nagrodzony 1-szą nagrodą w plebiscycie „Zbrodnia z przymrużeniem oka".W sumie książki sygnowane jego nazwiskiem rozeszły się w nakładzie prawie stu tysięcy egzemplarzy. 

                                                              

Marcin Waincetel: Bywa, że sztuka i życie łączą się w mocny, nierozerwalny sposób. Jak chociażby w przypadku Róży Krull, autorki powieści kryminalnych, która jest też domorosłym detektywem. To bohaterka Twojego literackiego cyklu. Skąd pomysł na taką postać?

Alek Rogoziński:Róża Krull narodziła się... z rozsądku. Kiedy pisałem pierwszą książkę, „Ukochany z piekła rodem", wymyśliłem sobie, że bohaterką będzie pisarka. Stworzyłem wtedy postać Joanny Szmidt, bestsellerowej autorki romansów, wplątującej się w kolejne afery kryminalne. Rozpisałem jej przygody na bodajże osiem tomów z góry, po czym po wydaniu drugiego zmieniłem wydawcę. I takim sposobem zostałem z pomysłami, ale bez bohaterów, bo ci należeli do serii, do której prawa autorskie wrócą do mnie dopiero w 2020 roku. Pomysłów jednak było mi szkoda i postanowiłem je wykorzystać przy nowej serii. Ponieważ zaś były pisane pod kobietę, to musiałem wymyślić nową, inną postać. Róża jest trochę przeciwieństwem Joanny. Tamta była atrakcyjną, inteligentną, zmysłową seksbombą, Róża ma ciągły problem z nadwagą, uczesaniem
i zdrowym rozsądkiem. Joanna zarabiała miliony, Róży z reguły brakuje „do pierwszego". Joanna była prawdziwą damą, Róża jest bardziej swojska. Wydaje mi się, że z Różą jest się o wiele łatwiej utożsamić. A przynajmniej taką mam nadzieję.

Uważa się, że komedia jest jednym z najtrudniejszych gatunków do realizacji. Czy faktycznie łatwiej jest wywołać łzy wzruszenia niż łzy śmiechu? Czym charakteryzuje się przede wszystkim komedia kryminalna? Jakie elementy, według Ciebie, powinny być w niej zawarte?

Moja wielka idolka, Joanna Chmielewska, twierdziła, że komedia kryminalna jest w ogóle najtrudniejszym gatunkiem. Musi bowiem mieć wszystkie elementy rasowego kryminału, a do tego dodatkowo czytelnik powinien się w czasie lektury dobrze bawić. Przygotowując się do pisania, zawsze zaczynam od rozpisania intrygi kryminalnej, ustalenia kto jest ofiarą, a kto mordercą i jaki jest motyw zbrodni. Następnie wymyślam dziesiątki mylnych tropów, żeby bawić się z czytelnikiem w kotka i myszkę, bo to jest kwintesencją dobrego kryminału. Potem dokładam do tego postaci i na tym etapie zaczynam już dumać także nad komediowym aspektem powieści. W komedii niektórzy bohaterowie, a raczej ich cechy charakteru, wyglądu czy sposobu zachowania powinny być nieco przerysowane, a akcja brylować między poważnymi scenami, które pchają do przodu intrygę kryminalną, a gagami, które mają na celu rozbawienie czytających. A do tego trzeba to wszystko idealnie wyważyć, znaleźć dobre proporcje. Trudne.

Mieszkasz w Warszawie, w której, jak przyznałeś, jest Ci dobrze. Przepadasz za Berlinem, Paryżem i Rzymem. Skąd ta fascynacja wielkimi miastami? Metropoliami, które, jak dobrze wiemy, często stanowią bohaterów serii kryminalnych. Bo jak Krajewski to Wrocław, Wroński to Lublin, żeby wspomnieć tylko polskich twórców.

A jak Sherlock Holmes to Londyn, fakt. Nie wiem, skąd fascynacja wielkimi miastami. Chyba stąd, że dają one poczucie anonimowości. Można się wtopić w tłum, zniknąć w nim, a co za tym idzie – w poczuciu bezkarności zamienić się w obserwatora. Podglądać ludzkie zachowania, słowa, gesty i tym samym zbierać materiał do pisania. Ale kocham nie tylko wielkie miasta. Uwielbiam podróże jako takie. To moja ogromna pasja. I równie dobrze czuję się wieczorem na Piccadilly Circus, schodach pod Sacre Coeur, Alexanderplatz czy w jakimś innym miejscu, gdzie o tej porze bawi się tak na oko milion ludzi, jak i w zapomnianej przez wszystkich małej andaluzyjskiej wiosce, gdzie moimi jedynymi towarzyszami są moje myśli. Tak naprawdę mamy na tej dziwnej planecie tylko chwilę i trzeba ją wykorzystać na to, żeby jak najwięcej poznać i zobaczyć, zanim Siły Wyższe wyślą nas w dalszą podróż w inny zakątek Galaktyki. Brzmię trochę jak nawiedzony, ale wierzę, że nasza wędrówka nie kończy się nigdy i nie ogranicza tylko do Ziemi.

Tytuł „Zbrodni w wielkim mieście", Twojej najnowszej powieści, to oczywiste nawiązanie do telewizyjnego „Seksu w wielkim mieście", zgadza się? A przynajmniej takie skojarzenie rzuca się mimowolnie. I o kobietach – o różnych charakterach i temperamentach – piszesz właśnie. To chyba niełatwe – wcielić się w umysł i psychikę kobiet? Tajemniczych, nieprzewidywalnych istot. Zwłaszcza gdy planują popełnić morderstwo.

Dla mnie to banalnie proste, bo odkąd tylko pamiętam obcuję głównie z kobietami. W podstawówce było nas kilkunastu chłopa na ponad dwadzieścia dziewczyn. W liceum humanistycznym proporcje zrobiły się jeszcze bardziej szalone – kilku chłopaków na trzydzieści dziewczyn. Moja pierwsza praca, w której zarabiałem na studia, to była posada „przekładacza papierków" w ZUSie. Wiadomo – aby znaleźć tam faceta, trzeba mieć naprawdę dużo szczęścia. A potem zaczęła się przygoda z mediami na czele z Radiem Kolor, które miało wtedy hasło promocyjne „kobieca częstotliwość", i rozrywkową prasą. Wszędzie w tych miejscach było nas kilku rodzynków na niezliczoną ilość pań. Z jednej więcej strony faktycznie wydaje mi się, że zdołałem poznać sporo tajników kobiecej duszy. A z drugiej, kiedy już trafiam to męskiego grona i okazuje się, że jako jedyny wiem, czym się różni sukienka od spódnicy, sebum od serum oraz czym jest eyeliner, to zaczynam się czuć jak dziwadło. Nic tylko pokazywać mnie w cyrku! A co do „Zbrodni...", to historia była taka, że miałem już właściwie całą książkę i męczyłem się jak potępieniec z wymyśleniem tytułu. I wtedy moja wydawczyni, Olga, wpadła na pomysł, a wszyscy jej przyklasnęli. Kobiety są, seks jest, wielkie miasto jest, wszystko się zgadza. Zaakceptowałem tytuł, choć serial „Seks w wielkim mieście" jakoś nie za bardzo trafił w mój gust. Wolę „Gotowe na wszystko".

Zresztą, nie tylko „Zbrodnia w wielkim mieście", ale wspomniana przecież „Róża Krull na tropie" czy cykl o Joannie Szmidt to historie, w których niebagatelną, najczęściej główną rolę odgrywają autorki. Bohaterki. Kobiety. Co fascynuje Cię w nich tak bardzo?

To, że – jak śpiewała Ewa Bem – „mówią tak, myślą nie". Większość facetów, w tym i ja sam, jest prosta. Z reguły – w dobrym tego słowa znaczeniu. Mówimy to, co myślimy, postępujemy, albo przynajmniej staramy się postępować racjonalnie. Kobiety wszystko lubią komplikować. Mając punkt A i B oraz za zadanie dotrzeć z jednego do drugiego – mężczyzna poszuka najszybszej i najprostszej drogi. Kobieta odwiedzi przy okazji punkty C, D i E, rozważy, czy nie zajrzeć do F i dopiero zamelduje się w B. I dlatego uważam, że kobiety i ich myśli, sposób widzenia świata, decyzje – to absolutnie niewyczerpane źródło inspiracji literackiej.

Kryminał – jako gatunek – jest dla Ciebie przede wszystkim...? Dochodzeniem prawdy o zbrodni? Badaniem okoliczności popełnionych przestępstw? A może odkrywaniem tajemnic ludzkiej psychiki? Co najbardziej napędza Cię do tworzenia w ramach takiej formuły?

Moje ulubione kryminały, a mówimy tu o ponad osiemdziesięciu książkach Agaty Christie i pięćdziesięciu Joanny Chmielewskiej, to przede wszystkim inteligentna rozrywka. Wiem, że obecnie trochę mitologizuje się ów gatunek, co wynika z kompleksu niektórych autorów, którzy chcą być za wszelką cenę postrzegani jako twórcy literatury „wysokopółkowej", ale dla mnie podstawowe zadania kryminału są dwa – powinien trzymać w napięciu i dostarczać ekscytującej zabawy. Dlatego nie jest specjalnym fanem podciągania pod tę kategorię krwawych thrillerów, naćkanych przyprawiającymi o mdłości szczegółowymi opisami technik mordu albo ran zadanych ofiarom, ani też historii, które powinny stać na półce z napisem „powieść psychologiczna". Jasne, że charakter postaci jest ważnym elementem każdej książki, ale jeśli w kryminale trafiam na czterdziestostronicowy opis „o czym myślał komisarz", a potem pięćdziesięciostronicowy „co działo się w głowie mordercy", to przestaję czytać. Absolutnym wzorcem metra w dziedzinie kryminału są dla mnie powieści Agathy Christie.

Wydajesz się być twórcą bardzo metodycznym, skrupulatnie pracującym nad kolejnymi projektami. Takim, który realizuje się krok po kroku. Najpierw świat mediów, poznanie warsztatu pracy, a pózniej tworzenie fikcji. Jakie jest Twoje pisarskie credo?

Powtórzę je za Joanną Chmielewską, która z kolei zaczerpnęła je z Monteskiusza: „Powaga jest tarczą głupców". Nic dodać, nic ująć.

Zastanawiam się, z jakimi emocjami chcesz zostawiać swoich czytelników po skończonej lekturze?

Zawsze pozytywnymi. Najlepiej z uczuciem, że doskonale się bawili i zrelaksowali w czasie czytania mojej książki. Czego wszystkim serdecznie życzę.

Rozmawiał: Marcin Waincetel

Kobiety źródłem inspiracji- wywiad z Alkiem Rogozińskim
Autor:Alek Rogoziński

oceń:

Dodaj komentarzKomentarze (0)

ul. Borowskiego 2 lok. 205
03-475 Warszawa

Dane kontaktowe:

+48 22 416-15-81
kontakt@czytamykryminaly.pl 

Newsletter:
Zapisz się do newslettera i otrzymuj
najświeższe informacje ze świata kryminałów.
Zapisując się na newsletter, akceptujesz politykę prywatności
© Czytamy Kryminaly - All Rights Reserved.