Share

Każdy z nas ma jakąś przeszłość, swoje słabości i lęki - wywiad z Kingą Wójcik.

Każdy z nas ma jakąś przeszłość, swoje słabości i lęki.

Kinga Wójcik to pochodząca z Tomaszowa Mazowieckiego autorka powieści kryminalnych. Absolwentka politologii Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego. Pochodzi z rodziny policyjnej. Spektakl to drugi tom z cyklu o Lenie Rudnickiej.

Adam Podlewski: Uczestniczyła Pani w kółku teatralnym w szkole? Jeśli nie, to skąd wziął się pomysł na intrygę Spektaklu?

Kinga Wójcik: Chodziłam na zajęcia z kółka teatralnego w domu kultury w moim rodzinnym mieście. To było jakoś na przełomie szkoły podstawowej i gimnazjum. Mieliśmy nawet małe sukcesy, jeździliśmy na przeglądy teatralne i z tego, co pamiętam, jeden udało nam się wygrać. Przedstawienie nie było jakieś wybitne. Grałam gęś, mówiłam raptem kilka zdań i przez resztę czasu po prostu stałam na scenie. Mimo wszystko to było całkiem fajne doświadczenie. Miło wspominam ten czas, chociaż nie powiedziałabym, że miało to jakiś związek z fabułą Spektaklu. No może trochę, bo dzięki temu, że sama chodziłam na kółko teatralne, wiedziałam, że niektórzy ludzie, a szczególnie dziewczyny, traktują swoje role śmiertelnie poważnie i potrafią mocno się pokłócić o to, która z nich będzie główną gwiazdą przedstawienia.


Czy media społecznościowe to szansa, czy zagrożenie dla młodych ludzi?

Chyba wszyscy mamy świadomość, że internet to ogromne dobro. Ilość informacji, do jakich mamy dostęp; książki, muzyka, filmy i cała szeroko pojęta kultura i rozrywka zawiera się w jednym miejscu – w naszym telefonie lub komputerze. Druga strona medalu jest taka, czy potrafimy to doceniać? Podczas pracy nad Spektaklem dołączyłam do kilku internetowych grup dla nastolatków. Ilość smutku, jaka zawarta była w niektórych postach, była przerażająca. Depresyjne posty, zdjęcia ponacinanego ciała latały w sieci jak gdyby nigdy nic i – co najgorsze – mam wrażenie, że kompletnie nikt się tym nie interesował. Część rodziców pewnie nie miała pojęcia, z jakimi problemami borykają się ich dzieci i co one robią, gdy siedzą zamknięte w pokoju, wpatrując się w ekran komputera. Jasne – z mojej perspektywy problemy tych dzieciaków były do rozwiązania – kłopoty w szkole, szykanowanie, kłótnie z rodzicami, brak akceptacji wśród rówieśników. Ja, jako dorosły człowiek, mam świadomość, że te problemy znikną, a na ich miejsce pojawią się następne, jednak pamiętajmy, że wiek nastoletni jest bardzo niebezpieczny. Człowiek jest wówczas mocno wrażliwy na bodźce, szuka własnej drogi, a nawet niewinne słowa krytyki mogą pociągnąć za sobą lawinę problemów. Historię mojej bohaterki Diany możemy potraktować trochę jako apel, nie tylko do rodziców, ale również do wszystkich ludzi: rozmawiajmy ze sobą. Rozmowa jest naprawdę jedną z najważniejszych rzeczy w życiu i potrafi zdziałać cuda.


Skąd pomysł na taki duet bohaterów i ich od początku nietypowych, nomen omen, stosunków służbowych?

To jest trochę odwrócony model nauczyciela i ucznia, przystosowany do współczesnego świata i realiów powieści kryminalnej. Odwróciłam tradycyjny schemat mężczyzna-kobieta, chociaż równie dobrze moglibyśmy mówić o schemacie mężczyzna-mężczyzna (np. w przypadku Sherlocka Holmesa; o ile o Doktorze Watsonie możemy powiedzieć jako o uczniu, ale trochę tak było – genialny Holmes i jego partner).
Pomysł na duet Rudnicka-Wolski kiełkował w mojej głowie długo, jednak od początku, zanim napisałam pierwsze słowo pierwszej części serii, wiedziałam, jak potoczą się losy bohaterów przynajmniej kilka książek do przodu. W jaki sposób do tego dojdą, to inna sprawa, wiedziałam natomiast, że Rudnicka nie może mieć łatwo w życiu, że jej przeszłość (której czytelnicy jeszcze nie poznali) miała wpływ na to, kim jest teraz. Rudnicka potrzebowała u swojego boku kogoś, kto pomoże wyjść jej na prostą, a na kogoś takiego idealnie pasuje Marcel Wolski. Mimo, że na pierwszy rzut oka Lena i Marcel są totalnym przeciwieństwem, to w rzeczywistości wcale tak nie jest.


Dlaczego nie stworzyła Pani swojej bohaterce lżejszego życia? Leki, brutalny mąż, ciągłe kłopoty w pracy...

Po części odpowiedź na to pytanie zawarłam w poprzedniej odpowiedzi. Bohater powieści musi być jakiś. To tak jak z człowiekiem, każdy z nas ma jakąś przeszłość, ma swoje słabości i lęki, i podobnie jest z bohaterami powieści. Chociaż przyznam szczerze, że zastanawiam się, jak czytelnicy odebraliby do bólu „zwykłego" bohatera, gliniarza, który trzyma się procedur, nie ma specjalnych zainteresowań, a swoją pracę wykonuje tylko po to, by odebrać pensję każdego miesiąca. Stworzenie takiej postaci to byłoby dla mnie wyzwanie, nie jestem jednak przekonana, czy tak „nudnego" bohatera polubiliby Czytelnicy.


Czy jest Pani autorką terytorialną? Czy wybór Łodzi jako miejsca akcji to przypadek, świadome opiewanie swojego miasta, czy reakcja na nadmierne dawki Warszawy w kryminale?

Nie mam problemu z Warszawą w powieściach kryminalnych, chociaż przyznam szczerze, że w ostatnich miesiącach coraz mocniej fascynują mnie historie osadzone w mniejszych miejscowościach. Myślę, że miasteczka czy nawet wsie mają swój niepowtarzalny klimat i wcale nie jest prawdą, że kiedy osadzamy akcję poza dużym miastem, jako autor mamy ograniczone możliwości. Przykład? Chociażby Kasia Puzyńska i jej świetna seria z Lipowem w tle. Niedawno zaczęłam czytać Ann Cleeves i jej serię szetlandzką, co jest również świetnym przykładem na ciekawą fabułę w konwencji zamkniętej społeczności. Oczywiście, kiedy nasi bohaterowie poruszają się po dużym mieście, jak na przykład Łódź, historia ma zupełnie inny wydźwięk. Duże miasto rządzi się swoimi prawami.
A jeśli chodzi o Łódź to wydaje mi się, że to miasto z ogromnym potencjałem, szczególnie na powieść kryminalną. Ośmielę się postawić tezę, że to jedyne miasto w Polsce, która posiada taki klimat. Wystarczy przejść się na ulicę leżącą w centrum miasta, ulicę Wschodnią i wejść w bramy pomazanych sprayem kamienic, z których odpada tynk, a okna zabite są deskami, aby przenieść się do XX albo nawet XIX wieku. Czy nie ma lepszego miejsca na zbrodnię?


Jak przygotowuje się pani do pisania powieści od strony technicznej? Ile wysiłku wymaga dobry „risercz" o pracy policji?

Tonę w stosach książek, odszukuję wcześniej zaznaczone fragmenty lub zaznaczam nowe akapity zależnie od tego, co w danej książce jest mi potrzebne. Jak chyba każdy autor kryminałów, zbieram trochę literatury fachowej dotyczącej chociażby kryminalistyki czy psychologicznych aspektów zbrodni. Na pierwszym etapie zajmuję się właśnie tym. Dopuszczam fantazje autora i nieścisłości na przykład co do rozkładu ulic w mieście czy zmiany linii autobusowych, bo jeśli chodzi o fabułę nie ma to, aż takiego znaczenia, jednak pewne rzeczy, jeśli piszemy powieści kryminalne, powinny być zgodne z rzeczywistością. Mam to szczęście, że mój tata jest emerytowanym policjantem, więc w razie wątpliwości przy pisaniu książki, wystarczy jeden telefon. (śmiech)

Jak postawał Spektakl? Czy ma Pani ustalony sposób pisania, twórcze przyzwyczajenia?

Autorzy dzielą się na tych piszących zgodnie z wcześniej opracowanym planem książki i na tych piszących bez żadnego planu. Ja jestem gdzieś pośrodku. Podchodząc do książki nigdy nie planuję jej punkt po punkcie. Kiedyś próbowałam trzymać się wcześniej spisanych scen, ale kompletnie mi to nie wychodziło. Bohaterowie mieli zupełnie inne zdanie w niektórych sytuacjach.
Mam w głowie ogólny zarys fabuły. Kiedy pojawia się pomysł na książkę, w myślach pojawia mi się pierwsza scena. Tak było w przypadku Spektaklu. Pomyślałam sobie: co by było, gdyby nastolatka powiesiła się w swoim domu, wszystko transmitowała w sieci, ale po przyjeździe policji, okazałoby się, że nigdzie nie ma jej ciała?
Kolejne sceny wynikają z poprzednich, dlatego, jeśli mówimy o planie – mam go, ale piszę go na bieżąco. Trzy, cztery sceny do przodu. Kończąc pracę na dany dzień spisuję kolejną scenę, to co powinno dalej się wydarzyć. Gdzieś po drodze są jakieś punkty kulminacyjne, do których dążę i które są wcześniej założone.


Jak znosi Pani pandemię? Czy to dobry, czy zły czas dla Pani, jako pisarki?

Mój partner powiedział, że podczas pandemii pisarze są w trochę lepszej sytuacji niż inne grupy zawodowe, ponieważ są przyzwyczajeni do pracy w samotności. I coś w tym jest. (śmiech) Ilość godzin, jakie spędziłam przy komputerze w czasie pandemii jest porównywalna do czasów sprzed koronawirusa.


Czego możemy się po Pani spodziewać w najbliższej przyszłości?

Na początku przyszłego roku premierę ma mieć trzecia część serii o komisarz Rudnickiej. Ja właśnie kończę prace redakcyjne nad czwartą częścią, która, jak sądzę, trochę zaskoczy czytelników. Chociaż przyznam szczerze, że nie mogę się doczekać, kiedy wyślę ją do wydawcy, bo powoli mam jej dosyć – pracuję nad nią prawie rok (z przerwami) i już zacieram ręce, by zająć się czymś innym. Czy to będzie kolejna część Rudnickiej? Sama nie wiem, ale chętnie dałabym Lenie trochę odpocząć.

Dziękuję za rozmowę.

 

Każdy z nas ma jakąś przeszłość, swoje słabości i lęki - wywiad z Kingą Wójcik.

oceń:

Dodaj komentarzKomentarze (0)
Bestsellery
Zobacz najpopularniejsze tytuły
Wydarzenia
Zobacz ostatnie wydarzenia ze świata kryminału

Ostatnie komentarze

Dodano przez: KamilJakiśtam

Polecani autorzy

Marta GuzowskaJacek OstrowskiKatarzyna KacprzakMałgorzata RogalaGrzegorz KalinowskiAlek Rogoziński

ul. Borowskiego 2 lok. 205
03-475 Warszawa

Dane kontaktowe:

+48 22 416-15-81
kontakt@czytamykryminaly.pl 

Newsletter:
Zapisz się do newslettera i otrzymuj
najświeższe informacje ze świata kryminałów.
Zapisując się na newsletter, akceptujesz politykę prywatności
Token
© Czytamy Kryminaly - All Rights Reserved.