Share

Grzegorz Kapla: musimy rozumieć, na co patrzymy

Adam Podlewski: Jesteś podróżnikiem i reportażystą, a przy tym autorem powieści kryminalnych. Dlaczego w beletrystyce sięgasz po „zwykłą" scenografię współczesnej Warszawy?

Grzegorz Kapla: Kiedyś, razem z Tomaszem Tomaszewskim, najlepszym polskim fotografem w historii robiliśmy książkę o góralach. Nauczył mnie, że to może i spektakularne opowiadać o egzotycznych światach, ale jeśli chcemy powiedzieć coś istotnego, musimy rozumieć, tak do samego spodu, to na co patrzymy.

Nie jestem warszawiakiem, nigdy nie będę, ale to jest moje miasto i zwyczajnie je lubię. Może nawet, bez wzajemności, kocham. Nauczyłem się znać kilka miejsc po imieniu, lubię swoje podwórko na Starym Mieście, wiem gdzie słońce a gdzie cień, gdzie mieszkał pan Geremek a gdzie pan Przybora, gdzie teraz mieszka pan Olbiński, wiem o której zlatują się w rynku miejscowe ptaki. To nie jest zwykła scenografia, ale najlepsza jaką można sobie wyobrazić. W zupełnie naturalny sposób w epizodach mogą u mnie „zagrać" pan Michnik, czy pan Kaczyński, ale też moi znajomi – pan Robert, który naprzeciwko katedry gra na gitarze za jeden uśmiech, czy dziewczyny z barów w których czasem pijam piwo. A w scenach z przeszłości pan Wałęsa, czy ksiądz Popiełuszko.

AP: Bezruch opowiada historię z lat osiemdziesiątych, nie omijając znanych z naszych dziejów postaci. Czy nie obawiałeś się szczególnej i niekoniecznie życzliwej uwagi czytelników, którzy nie lubią „odbrązowiania" – ani bohaterów Solidarności, ani deromantyzacji całego mitu oporu wobec komuny?

GK: Ja niczego nie odbrązawiam przecie, Bezruch to okrutna, ale przede wszystkim bardzo romantyczna miłosna historia dziewczyny, która z miłości gotowa jest na każde poświęcenie i chłopaka, który chce być pierwszym partyzantem „Solidarności", bo tak pojmuje swój patriotyzm. A w naszych czasach chce być liderem opozycji.

Nie obalam tego antykomunistycznego mitu, ksiądz Jerzy, jeśli się pojawia wypowiada kwestie, które pochodzą z jego dzienników, Lech Wałęsa mówi to, co wtedy rzeczywiście mówił i co sprawiło, że poszli za nim wszyscy i ci z dzisiejszej Platformy i ci z PiSu. Chyba że „odbrązowienie" dotyczy tego, co dzieje się we współczesnych czasach. Ale ja nie oceniam, tylko patrzę, jak ludzie którzy stali w jednym szeregu w podłych, nieludzkich czasach, teraz są swoimi największymi wrogami, a ich przeciwnicy z czasów pogardy stali się sojusznikami. To interesujący problem, w jaki sposób i komu dali się tak rozegrać, ale w tej książce to jednak tylko tło dla opowieści o zbrodni i o zemście.

AP: Czemu służy umieszczenie akcji Bezruchu podczas pandemii? Czy po prostu dbasz o realizm, czy atmosfera pierwszych tygodni walki z koronawirusem jest okazją do opowiedzenia szczególnej historii?

GK: Wiesz, no ja się ciągle mam za reportera, lubię te narzędzia i umiem się nimi posługiwać, więc skoro mam pandemię pod oknami, to korzystam z tego. A poważniej – chodziło o kompozycyjny kontrapunkt – Warszawa zatrzaśnięta w epidemii kontra Warszawa zduszona stanem wojennym. Zima kontra wiosna. Lęk przeciw nadziei. Miłość versus nienawiść. No i wreszcie można było szybko jeździć bez korków.

AP: Mimo ocierania się o wielką politykę, powieściowa podkomisarz Suszczyńska wydaje się wręcz idealnym przykładem apolitycznego funkcjonariusza. Nie korciło cię uczynić z niej rzecznika własnych sympatii i antypatii?

GK: Może to właśnie się stało? Bo kto dzisiaj pamięta o co się kłóciliśmy w polityce w 2005 roku? Nikt. Przetrwały tylko złe słowa: „mohery i wykształciuchy". Oddaliśmy politykę marketingowcom a oni nam sprzedają strach, obrzydzają „tamtych", „obcych", tak głębokich podziałów między ludźmi nie było odkąd pamiętam. A przecież wszyscy jesteśmy tacy sami. Chcemy być bezpieczni, mieć dobrą pracę, godne życie, uznanie dla naszych planów i aspiracji, szansę rozwoju osobistego, miłość, dobre miejsca do parkowania, szerokie ulice, drzewa nad Wisłą i na rynkach miast, szkołę, która uczy samodzielnego myślenia i równości niezależnie od tego jacy jesteśmy i w co wierzymy – w liberalizm i prawa człowieka, czy w Boga i dekalog. W końcu ktoś zrozumie, że niezależnie od tego kto rządzi, Polska się nie rozpadnie. Będziemy posyłać dzieci do tych samych szkół, spotykać się w tramwajach, w knajpach, w kinach i teatrach kiedy już otworzą teatry, na szlakach tatrzańskich. Ja nie hoduję w sobie pojęcia „wroga".

To nie jest apolityczna postawa, uważam, że jest bardzo polityczna, choć jeszcze niemodna. Niefajna. Ale w końcu pojawi się w polityce ktoś, kto też tak myśli i ja na niego zagłosuję.

AP: Serbia i Kosa wydają się realistycznymi i względnie zwykłymi policjantami. Dlaczego nie uczyniłeś ich geniuszami kryminalistyki gotowymi na starcie z całymi legionami mafii herosami?

GK: Bo uprawiam powieść kryminalną, a nie superbohaterską. Choć może to racja? Wyniki sprzedaży Supermana, czy książek Lee Childa wskazują, że komiksowy heroizm to dobry kierunek. Tyle że herosi nie mają czasu na zwyczajne emocje a Bezruch jest przecież o tym jak odzyskać miłość.

AP: Jak powstają twoje powieści? Ile w ich starannego planowania, a ile spisanego na gorąco natchnienia? Czy rozpoczynając cykl miałeś pomysły na kolejne tomy?

GK: Nie, nie miałem. Kiedyś w kiosku na Broniewskiego kupowałem bilet na tramwaj, bo mój kabriolet musiał tam zostać w warsztacie. Pani sprzedawczyni wcisnęła mi do tego biletu książką Remigiusza Mroza. Połowę przeczytałem w tramwaju i wtedy pomyślałem, że czas na własną powieść. Rafał Sonik zawsze mi powtarzał, że powinienem odpuścić reportaż i pisać fikszyn. Miesiąc później miałem gotowy rękopis Bezdechu. Ale nikt nie jest prorokiem we własnym i dziennikarzowi jest trudniej niż na przykład prawnikowi przekonać świat, że potrafi budować prawdziwe, powieściowe napięcie. Rozesłałem to do trzech wydawców, pierwszy który się odezwał, zresztą bardzo szybko, powiedział „tak, pod warunkiem, że to będą cztery tomy".

AP: Powiedz kilka słów o Obliczach śmierci, ostatniej książce non-fiction. Skąd pomysł na tak ostateczny temat?

GK: Wolę mówić „najnowszej" niż „ostatniej"! (śmiech) Pomysł nie był mój, ale kolegów ze „Skarpy Warszawskiej", którzy zaproponowali mi najpierw prezentację na Festiwalu Kryminałów a potem, po nitce do kłębka, że skoro już się przygotowałem, to chcą taką książkę, nie naukową, podróżniczą, ale śladami śmierci. Nigdy dotąd nie pracowałem w ten sposób z książką, choć reportaże na „zadany" temat to była kiedyś moją codziennością. No i jestem bardzo zadowolony z tego tomu, przede wszystkim dlatego, że udało się zachować szacunek do wierzeń i obyczajów ludzi z bardzo wielu kultur, czasem mocno egzotycznych – aborygeńskiej, indiańskich, ale też wobec tradycji muzułmańskiej, żydowskiej, czy chrześcijańskich. Pokazać chrześcijańskie obyczaje jako egzotyczne to była też prawdziwa przygoda, bo o wielu sprawach musiałem się najpierw zwyczajnie uczyć. Zaufałem „Skarpie Warszawskiej" w każdym calu, choć okładka początkowo mnie nie zachwyciła, ale okazało się, że oni naprawdę wiedzą jak się gra w książki i jestem im wdzięczny za tę przygodę.

AP: Co zmieni w twoim życiu i twórczości koniec pandemii? Czy będzie to „nowa normalność", czy normalność po prostu?

GK: A sądzisz, że pandemia się skończy? Izrael przywraca restrykcje, Słowacja zamyka granice, polski rząd wprowadza od nowa kwarantannę, Australia się zamyka, ale Wielka Brytania otwiera... W Chinach możesz przebywać, ale tylko w wyznaczonych hotelach z zakazem przemieszczania się a nawet wychodzenia poza obręb budynku. Nie wiem czy stare czasy powrócą. Epidemia wstrząsnęła naszym sposobem myślenia, z dnia na dzień zmieniliśmy priorytety, rozpadły się więzi międzyludzkie, staliśmy się czasami kimś zupełnie innym, niektórzy popadli w depresję, inni w jakąś obcość. Chciałbym żeby wszystko było jak kiedyś, ale nie wiem czy to będzie możliwe.

AP: Co planujesz w najbliższym czasie? Kolejna książka? Kolejna wyprawa?

GK: Kończę pracę nad książką o wyprawie. Być może będzie się nazywała Mekong bez wzajemności. Czy będzie kolejna wyprawa... to zależy od jakości naszych szczepień. Chciałbym wziąć się znowu za powieść.

AP: Dziękuję za rozmowę!

Grzegorz Kapla: musimy rozumieć, na co patrzymy
Autor:Grzegorz Kapla

oceń:

Dodaj komentarzKomentarze (0)

ul. Borowskiego 2 lok. 205
03-475 Warszawa

Dane kontaktowe:

+48 22 416-15-81
kontakt@czytamykryminaly.pl 

Newsletter:
Zapisz się do newslettera i otrzymuj
najświeższe informacje ze świata kryminałów.
Zapisując się na newsletter, akceptujesz politykę prywatności
Token
© Czytamy Kryminaly - All Rights Reserved.