Share

Chcę, by przy moich powieściach czytelnik zapomniał o nudzie - wywiad z Martą Guzowską

Adam Podlewski: Co skłoniło Panią do „przejścia na drugą stronę książki"? W jakich okolicznościach zaczęła Pani pisać powieści?

Marta Guzowska: Wielu pisarzy (ja też do nich należę), nazywa powieści swoimi dziećmi. Ale u mnie narodziny dzieci, a właściwie pierwszego dziecka i narodziny pierwszej powieści są ze sobą ściśle związane. Kiedy urodził się mój syn, z osoby jeżdżącej po całym świecie i spędzającej czas na wykopaliskach i pasjonujących badaniach naukowych zamieniłam się w kurę domową. I okropnie z tego powodu cierpiałam, najbardziej dlatego, że chociaż miałam ręce pełne roboty, w głowie było pusto. Uznałam, że skoro nie mogę pojechać na wykopaliska i przeżyć jakichś przygód, napiszę je sobie, i wykopaliska i te przygody. A ponieważ prywatnie bardzo lubię kryminały, wiec powstał kryminał. No i wyszło chyba nieźle, skoro za debiut, „Ofiarę Polikseny" otrzymałam Nagrodę Wielkiego Kalibru, najważniejszą w Polsce nagrodę dla powieści kryminalnej.

Jak Pani koledzy z uczelni zareagowali na pomysł powieści o pracowniku naukowym i złodzieju w jednej osobie? I jak Pani się czuła, łamiąc pewne tabu, mieszając ludzi nauki ze zorganizowaną przestępczością?

MG: Szczerze mówiąc, bardziej się bałam, jak zareagują na pierwszego stworzonego przeze mnie archeologicznego bohatera, Maria Ybla. Ale dotarły do mnie tylko pozytywne glosy, że bohater fajny, a książki odkłamują archeologię. Jeśli ktoś zgrzytał zębami, ja o tym nie wiem (śmiech). Więc przy Simonie nie miałam już takich obaw.
Co do tabu: lubię je łamać. Nie przepadam za bohaterami jednoznacznie czarnymi albo jednoznacznie białymi. Simona, która z jednej strony jest świetnym naukowcem, a z drugiej strony świetną złodziejką, i do tego musi sama przed sobą usprawiedliwiać te moralne łamańce, wydaje mi się po prostu ciekawszym człowiekiem. Z tego, co słyszę od czytelników, oni też to lubią.

Czy, jeśli byłaby Pani kierowniczką wykopalisk, zdołałaby pani wykryć kradzież i powstrzymać zamiary przestępcy o talentach swojej bohaterki,
Simony?

MG: Mam nadzieje, że nie: to źle świadczyłoby o mojej bohaterce, gdyby jej kradzieże mógł wykryć zwykły kierownik wykopalisk (śmiech). A zupełnie poważnie: archeolodzy to idealiści. Ponieważ mało zarabiają, nie przychodzą do tego zawodu dla forsy, tylko dlatego, że go kochają. Raczej więc nie posądza się współpracowników na wykopaliskach o kradzież, nie podejrzewa się ich, nie patrzy im na ręce. Podejrzewam, że gdyby ktoś naprawdę chciał wynieść zabytek z magazynu wykopaliskowego i umiał te kradzież zakamuflować, pozostałaby ona nieodkryta.

Jak wyglądało pani przygotowanie techniczne do pisania Reguły...? Oczywiście znała Pani wcześniej świat archeologii, ale co z sposobem pracy śledczych, zorganizowanej przestępczości, technologii służb celnych...

MG: Ponieważ wierzę w risercz (kto raz był belfrem, zawsze nim pozostanie), staram się starannie sprawdzić wszystkie informacje, które podaję w książkach. Zaczynam oczywiście od szperania po internecie, potem idą za tym konkretne lektury: zgromadziłam już w domu spora biblioteczkę pozycji, które przydają mi się podczas pisania powieści. Ale zawsze nadchodzi ten moment, kiedy muszę spytać fachowca, czy to, co mi się wydaje, albo co przeczytałam, jest zgodne z prawdą. W przypadku Reguły nr 1 odbyłam długą dyskusję z chemikiem na temat tego, jak różne promienie oddziałują na różne metale, i co z tego wynika. A potem jeszcze dłuższą na temat: jak podać te informacje w książce, żeby nie była to instrukcja obsługi dla przemytników.

W wywiadach przyznaje się Pani do inspiracji postacią Arsène Lupina. Czy to jedynie kwestia zbieżności tematyki, czy wyraz jakiejś tęsknoty za starymi, dobrymi czasami, w których nawet złoczyńcy posiadali jakieś zasady?

MG: Dobre pytanie. (śmiech) Na pewno trochę i tego i tego. Mam wielki sentyment do Arsene'a Lupina, którego oglądałam w dzieciństwie w telewizji, a zapamiętałam z tego dwie rzeczy: diamenty i elegancję. Moja Simona nie jest może bardzo elegancka (trudno być eleganckim w wykopaliskowych ciuchach), ale myślę, że posiada łobuzerski wdzięk, który charakteryzował też Lupina.
Nie jestem osobą, która pielęgnuje w sobie nostalgię za „starymi, dobrymi czasami". Chociaż zawodowo zajmuję się przeszłością i to odległą, prywatnie staram się płynąć z prądem i nigdy, przenigdy nie narzekać na nowe czasy, nowe technologie, nowe media... Wręcz przeciwnie, mam nadzieję pożyć jak najdłużej, bo strasznie jestem ciekawa, co przyniesie przyszłość.

Czy zdradzi Pani też inne fascynacje literackie lub filmowe, które przyczyniły się do napisania Reguły...?

MG: Bezpośrednich inspiracji nie ma, natomiast faktem jest, że kiedy piszę, widzę przed oczami akcję powieści jako film i jedynie muszę szybko spisywać to, co jest „na ekranie". Więc może powieści o Simonie archeolożce-złodziejce same nadają się do ekranizacji?

Skoro wspomniała Pani o ekranizacji... W ostatnich latach polski kryminał ma się dobrze, gatunek rozwija się, przyciągając wielu czytelników do księgarni (co nad Wisłą jest sporym osiągnięciem). Jak Pani myśli, czy polskie kino dostrzeże ten potencjał?

MG: Bardzo bym chciała, żeby tak było. Jak Pan sam mówi, polski kryminał ma się dobrze. Ja powiedziałabym nawet, że nie tylko dobrze, ale wręcz świetnie. Często powtarzam, że gdybyśmy nie pisali w takim dziwnym języku, który poza Polakami mało kto zna, już dawno podbilibyśmy międzynarodowe rynki. Mam więc nadzieję, że polscy filmowcy, którzy język polski znają i którzy na pewno miewają od czasu do czasu polskie kryminały, nakręcą na ich podstawie kilka fajnych filmów.

W Regule po raz kolejny odwiedza Pani teraźniejszy i historyczny rejon Morza Śródziemnego. To projekcja Pani zainteresowań naukowych, czy po prostu świat grecki jest tak bogaty w fascynujące historie, nadające się do wplecenia w intrygę kryminalną?

MG: Myślę, że każdy region świata obfituje w historie, które można wpleść w kryminał, trzeba je tylko poznać. Ja miałam to ogromne szczęście, że kilka lat, z przerwami, mieszkałam w Grecji i w Turcji i to blisko tzw. normalnych ludzi: albo na wykopaliskach, albo na różnego rodzaju stypendiach. Mam w tych regionach wielu przyjaciół, często tam jeżdżę pozazawodowo, kocham te miejsca. A jeśli się coś kocha, to chce się o tym pisać...

Tytuł Pani powieści nawiązuje do listy zasad, które mają zapewnić sukces Simonie. Czy ten koncept powróci w kolejnych historiach? Każe Pani przetestować swojej bohaterce wszystkie reguły? A może planuje już Pani serię rozpisaną na jedenaście tomów?

MG: O nie, w żadnym wypadku, boję się, że zanudziłabym czytelników. A moje powieści mają być przede wszystkim dobrą rozrywką, czymś, przy czym można zapomnieć o nudzie. Ale Simona na pewno wróci przynajmniej w jeszcze jednej powieści, mam już na nią dość dokładny pomysł. I na pewno będzie dalej z właściwą sobie niekonsekwencją testować swoje reguły: najpierw chwalić się, że je ma, po to, żeby chwilę później je złamać, albo stworzyć w nowe. Jest to jedna z rzeczy, które najbardziej w Simonie lubię, ta jej niekonsekwencja. Kiedy opisuję jej przygody, ona zawsze mnie zaskakuje. Więc ja też się nie nudzę.

 

Dziękuję za rozmowę!

 MARTA GUZOWSKA
– pisarka, podróżniczka, archeolożka, specjalistka od wykopalisk rejonu wschodniej części basenu Morza Śródziemnego. Twórczyni postaci Simony Brenner, śmiałej i bezczelnej archeolożki, a jednocześnie złodziejki starożytnych skarbów i Maria Ybla, cynicznego i wyszczekanego antropologa.

 

 

Chcę, by przy moich powieściach czytelnik zapomniał o nudzie - wywiad z Martą Guzowską
Autor:Marta Guzowska

oceń:

Nowy komentarz
Musisz się zalogować aby dodać komentarz

ul. Borowskiego 2 lok. 205
03-475 Warszawa

Dane kontaktowe:

+48 22 416-15-81
kontakt@czytamykryminaly.pl 

Newsletter:
Zapisz się do newslettera i otrzymuj
najświeższe informacje ze świata kryminałów.
Zapisując się na newsletter, akceptujesz politykę prywatności
© Czytamy Kryminaly - All Rights Reserved.