Share

Być może już niedługo Jack Reacher zawita nad Wisłę! - wywiad z Lee Childem

Adam Podlewski: Ile jeszcze przygód zaplanował Pan dla Jacka? Gdzie jeszcze może „zamieszać" najsławniejszy emerytowany żandarm świata.

LC: Sam się nad tym zastanawiam. Muszę wyczuć, na ile prawdopodobnym jest, by mój bohater spędził ponad dwadzieścia lat na zabawie w chowanego ze współczesnym światem, a przy tym rozwiązywał zagadki kryminalne. W prawdziwym życiu odpowiednik Jacka miałby pewnie już dość. Nawet najbardziej zaangażowany policjant, detektyw, agent posiada swój próg wytrzymałości, po którym musi odpuścić. Ale powieść to nie prawdziwe życie; to, jak to mówimy w języku angielskim, zawierzenie niewiary, rodzaj kontraktu z odbiorcą. Ja piszę fantastyczne historie, a ty nie dociekasz, jak bardzo są one prawdopodobne. To tak jak z Jamesem Bondem, który ma, jeśli wierzyć wzmiankom biograficznym ze wczesnych powieści Fleminga, ponad sto lat. W dodatku Jack Reacher nie jest gliną. Nie jest agentem rządowym, pozostaje wolnym strzelcem, co wyzwala go z tyranii procedur i rutyny. Może sam szukać swoich przygód i pakować się w kłopoty, których oficjalny stróż prawa musiałby unikać. Dlatego to on zdecyduje, kiedy przestać; nie zrobi tego za niego żaden zwierzchnik.

Czy fani pozwoliliby pańskiemu bohaterowi przejść na emeryturę?

LC: Nie wiem, może wybuchłyby jakieś rozruchy pod moim domem (śmiech). Ale mówiąc poważnie: mam wspaniałych czytelników i cieszę się z ich zaangażowania w historie z Jackiem. I póki widzę, że oni wciąż czekają na nowe powieści, nie mam serca nawet myśleć o zmianach. Jack nie jest wieczny, ale sądzę, że jeszcze pozwolę mu zdrowo namieszać.

Skąd u Anglika fascynacja Stanami Zjednoczonymi i amerykańską armią?

LC: No tak, wyemigrowałem do Ameryki... Ale to chyba bardzo brytyjska cecha, aby tułać się po świecie i szukać nowego domu. Poza tym, okoliczności pomogły mi w tej decyzji, gdyż w Anglii nie potrafiłem zagrzać miejsca i znaleźć dobrej pracy. Poza tym: jestem Nowojorczykiem, a to miasto jest bardziej światowe, niż amerykańskie.

W takim razie jakie ma Pan doświadczenia z amerykańską prowincją?

LC: Cóż, nie mieszkałem nigdy dłużej w tej środkowej, prowincjonalnej Ameryce, ale znam ją, tak myślę, całkiem nieźle. Wiele historii o Jacku dzieje się właśnie tam, a inspirację czerpię z moich częstych podróży przez amerykański interior.
Fascynuje mnie przestrzeń Ameryki, coś trudnego do zrozumienia w Anglii, i, jak mniemam, w Polsce. Po pierwsze: niska gęstość zaludnienia, wielkie odległości między miastami, wsiami i pojedynczymi farmami sprzyjają tajemnicom, a te przyciągają mojego bohatera jak magnes. Kiedyś spotkałem na teksańskiej szosie kobietę, która jechała do sklepu... a ta podróż zabierała jej zwykle pięć godzin. Pięć godzin! To tak, jakby ktoś z Krakowa jechał po chleb do Wiednia! To, co dla tych ludzi jest codziennością, potrafi zaczarować wyobraźnię mieszczucha, takiego jak ja.

Jak Jack, mimo samotniczego, niemal pustelniczego trybu życia, tak dobrze sobie radzi z nowoczesnymi technikami śledczymi?

LC: Jack jest po prostu łepskim facetem. Ma instynkt śledczy, poza tym zna swoje mocne i słabe strony. Wie, jak działają komputery, bazy danych i nowoczesna aparatura skanująca. Wie, do czego, potrzebuje technologii i zwykle znajduje kogoś, kto pomoże mu w jej wykorzystaniu. Przez ostatnie dwie dekady Jack nie zmienił się tak radykalnie, jak otaczający go świat. Z tego powodu staje przed wieloma wyzwaniami, ale i utrzymuje umiejętności i talenty, które potrafią zaskoczyć zależnych od technologii przestępców. Jego wielkim atutem jest praktyczna anonimowość. Nie ma konta na facebooku, twitterze, instagramie, a jego przeciwnicy znają o nim tylko legendy. Nie można go tak po prostu znaleźć, a w każdym razie: nie współczesnymi narzędziami.

A gdyby Jack Reacher jednak założył konta w mediach społecznościowych... Czy nie stałby się, z dnia na dzień, bohaterem Internetu, z tysiącami fanów, śledzących każdy jego krok?

LC: Być może, ale on nie dbałby o... ba!, zapewne nie zrozumiałby swojej sławy (śmiech)!

Co Pan sądzi o ekranizacjach swoich powieści i Tomie Cruise jako Jacku Reacherze?

LC: To skomplikowany problem. Zupełnie inaczej przeżywa się historię przeczytają, inaczej pokazaną na ekranie. Powieść zmusza czytelnika do stworzenia wizji świata przedstawionego, w tym wyobrażenia sobie bohatera „od zera". A widzowi filmowcy podają cały ten świat na tacy. Co do doboru aktora... Nie znaleźliśmy idealnego Jacka. Aby projekt filmowy się udał, potrzeba dobrego aktora, który ma czas na zdjęcia i jest przekonany, co do swojej kreacji. Jeśli to oznacza, że musimy wybierać między lepszym, a gorszym aktorem o niedopasowanej aparycji, to trudno. Lepsze to niż, wybór między odpowiadającymi wyglądem aktorami, którzy w ogóle nie czują koncepcji postaci. Niemal wszyscy miłośnicy powieści podkreślają, że Tom Cruise nie wygląda jak Reacher. Bo to prawda, Jack jest wielkim, imponującym fizycznie mężczyzną, w wielu aspektach przeciwieństwem wątłego Cruise'a. Ale ja doceniam kreację tego aktora. Może nie przypomina mojego bohatera „na zewnątrz", ale moi zdaniem bardzo dobrze oddaje Jacka „w środku"; jego wybuchowy charakter i skomplikowane motywacje. Poza tym, jeśli trzeba, Cruise potrafi naprawdę zastraszyć przeciwnika, tak jak Jack. Poza tym filmu są tylko dodatkiem do serii książkowej. Interpretują dawno wydane już powieści. Nie zastąpią ich w wyobraźni fanów. A jeśli przyciągną nowych czytelników (co się stało: po premierze filmu Jack Reacher, sprzedaż książkowego pierwowzoru, Jednym strzałem, natychmiast wzrosła), to świetnie!

W wielu wywiadach podkreśla Pan fascynację Alistairem MacLeanem...

LC: MacLean to z pewnością moja najważniejsza inspiracja, ale i największa przestroga, abym nigdy nie popadł w pisarskie lenistwo. MacLean był wieki, w najważniejszych powieściach, i bardzo słaby w tych gorszych, zwłaszcza, gdy połączenie gnuśności, alkoholizmu i przesytu sławą wytłumiło jego talent. Ale jego wczesne książki zawsze będą dla mnie punktem odniesienia i niedoścignionym wzorem. Chyba największe wrażenie zrobiła na mnie Ostatnia granica, klasyczna, ale wspaniale napisana historia szpiegowska. Jego bohaterowie mieli wielki wpływ na Jacka Reachera. Byli odważni, nieustępliwi, sprytni... niemal nierealni, ale wciąż jakoś prawdopodobni, jako ludzie. I to założenie postawiłem sobie, tworząc mojego bohatera.

Czy zna Pan swoich polskich fanów? Są aktywni w Internecie?

LC: Trudno mi to oceniać, gdyż nie zajmuje się osobiście moimi mediami społecznościowymi. Jeśli docierają do mnie przemyślenia fanów, to tylko w formie bezpośrednich listów, na które, nota bene, staram się zawsze odpowiadać. Wiem jednak, że Jack Reacher jest bardzo popularny w Polsce i bardzo sie z tego cieszę.

A może planuje Pan jakąś intrygę związaną z Polską? Polskie interwencje zagraniczne u boku wojsk amerykańskich, tajne placówki CIA... Jack pewnie znalazłby powód, aby nas odwiedzić...
LC: Tak, z pewnością. Nie mam jeszcze szczegółowych planów twórczych związanych z waszym krajem, ale rozważam kilka luźnych pomysłów, inspirowanych tajemnicami Zimnej Wojny. Być może już niedługo Jack zawita nad Wisłę!

Dziękuję za rozmowę!

 

LEE CHILD
mieszkający w Nowym Yorku brytyjski pisarz, twórca cyklu o przygodach Jacka Reachera, byłego majora amerykańskiej żandarmerii wojskowej.

 

 

Być może już niedługo Jack Reacher zawita nad Wisłę! - wywiad z Lee Childem
Autor:Lee Child

oceń:

Dodaj komentarzKomentarze (0)
Powiązane
Zobacz informacje powiązane z tym autorem

ul. Borowskiego 2 lok. 205
03-475 Warszawa

Dane kontaktowe:

+48 22 416-15-81
kontakt@czytamykryminaly.pl 

Newsletter:
Zapisz się do newslettera i otrzymuj
najświeższe informacje ze świata kryminałów.
Zapisując się na newsletter, akceptujesz politykę prywatności
© Czytamy Kryminaly - All Rights Reserved.