Share

Bliskość między czytelnikami a bohaterem powieści jest dla pisarza najpiękniejszym prezentem - wywiad z Bernardem Minierem

Bernard Minier, urodził się w Béziers, a dorastał na południowym wschodzie Francji. Wydał dotąd pięć powieści: hitowy, także w Polsce, Bielszy odcień śmierci (Prix Polar za najlepszy kryminał roku 2011 we Francji), Paskudna historia, Krąg, Nie gaś światła oraz najnowszą Noc. Bielszy odcień śmierci został zekranizowany i można go obecnie obejrzeć na platformie Netflix.

                                           

Iwona Krupińska: Co Pan myśli o seryjnych mordercach? Czy w dobie współczesnej technologii, rozwoju psychologii i międzynarodowej współpracy instytucji organów ścigania jest jeszcze przyszłość dla takich przestępców, czy uda się zupełnie wykorzenić ten problem (a może pozostaną tylko tacy geniusze zbrodni jak Hirtmann)?

Bernard Minier: O to trzeba by zapytać prawdziwych policjantów. Wiadomo, że na przykład we Francji niektórzy seryjni mordercy, jak Thierry Paulin czy Guy Georges, zostaliby ujęci dużo szybciej, gdyby istniał wówczas zinformatyzowany krajowy rejestr odcisków linii papilarnych w wypadku pierwszego (jego odciski były zarchiwizowane w Tuluzie, gdzie Paulin obrabował pewną staruszkę, grożąc jej nożem, ale nie w Paryżu, gdzie zabił 21 osób, głównie starszych kobiet) czy rejestr śladów genetycznych w wypadku Georges'a (po jego aresztowaniu Ministerstwo Sprawiedliwości zezwoliło na utworzenie rejestru śladów genetycznych, w którym zaczęto gromadzić DNA przestępców seksualnych oraz osób skazanych za czyny nieobyczajne; Georges zostałby zatrzymany o wiele wcześniej, gdyby taki rejestr istniał). Niedawno skończyłem powieść , której pierwsza część dzieje się w roku 1993, a druga obecnie. Dziś policja francuska w swoich śledztwach korzysta głównie z trzech rzeczy: telefonu komórkowego, śladów DNA oraz kamer monitoringu; w roku 1993 żadna z tych rzeczy nie istniała... Ale zawsze znajdą się jednostki, które prześlizgną się przez oka sieci. Zasada jest taka: policja wprowadza nowe metody śledcze, przestępcy się do nich przystosowują.

Był Pan celnikiem. Czy to doświadczenie wpłynęło jakoś na pańską twórczość?

Nauczyło mnie planowania, postrzegania spraw na szerszym tle, dyscypliny w pracy. Policja, tak jak służba celna, to administracja: hierarchia, zależności służbowe, znaczenie tych zależności, podobne są też stosunki międzyludzkie. Oprócz tego lubię odkrywać nowe dziedziny, uczyć się nowych rzeczy; jestem człowiekiem, który nie ogląda się za siebie , przeszłość to dla mnie zamknięta karta

Dlaczego zepsucie i podejrzliwość stróżów prawa odgrywają tak wielką rolę w pańskich powieściach?

Czyżby? Chciałbym wyjaśnić pewne nieporozumienie. Znam mnóstwo policjantów, wielu z nich to świetni fachowcy. Regularnie korzystam z ich pomocy podczas pisania kolejnych powieści. Ale w tym koszyku są też „zgniłe jabłka". W Polsce jest inaczej? Jestem pewien, że nie. Zresztą moi znajomi policjanci uważają, że obraz policji przedstawiony w moich książkach jest prawdziwy i wyważony. Wcale mi się nie wydaje, że opisuję więcej złych policjantów niż dobrych. Servaz, Espérandieu, Samira są wybitnymi gliniarzami...

Porozmawiajmy o pańskiej koncepcji bohatera pozytywnego. W Nocy postać Martina Servaza jest naprawdę daleka od „standardów gatunku", czyli silnego, twardego, sprawnego policjanta. Został ciężko ranny (nie możemy o tym zbyt wiele mówić, żeby nie zdradzić treści książki) i stale zmaga się ze swoimi słabościami...

Martin Servaz jest taki od początku, od pierwszych stron Bielszego odcienia śmierci. Bardzo chciałem odejść od utartego wizerunku policjanta-alkoholika z trudem wychodzącego z nałogu. Postanowiłem, że Servaz będzie normalnym facetem, złożoną postacią, która ma swoje słabości i codzienne nawyki i która czasem staje w obliczu niezwykłych sytuacji. Chciałem, żeby czytelnicy mogli się z nim identyfikować, czuć do niego sympatię. I tak się stało. We Francji czytelnicy bardzo często mi o tym mówią. To dość niewiarygodne, ale mówią o nim jak o żyjącej osobie, jak o przyjacielu lub członku rodziny. O to mi właśnie chodziło: żeby Servaz nie był postrzegany jak zwykła papierowa postać. Ta bliskość między czytelnikami a bohaterem powieści jest dla pisarza najpiękniejszym prezentem.

Odniesienia do Gustava Mahlera w pańskich książkach są niezwykle intrygujące. Dlaczego Hirtmann ma taką obsesję na punkcie tego kompozytora?

Pomysł – zrodzony podczas pisania Bielszego odcienia śmierci – był taki, żeby każdą postać określać za pomocą jej ulubionej muzyki. Espérandieu słucha niezależnego rocka, Margot, córka Servaza, heavy metalu... To rodzaj pośredniego charakteryzowania bohatera, powiedzenia czegoś o nim. Dla Servaza (i Hirtmanna) wybrałem Mahlera, ponieważ jest to kompozytor, którego nazwisko wszyscy słyszeli, ale niewiele osób zna jego muzykę, a to czyni z niego postać tajemniczą i sprawia, że zarówno Servaz, jak i Szwajcar są ludźmi o wyrafinowanych i niepowszednich gustach. Poza tym twórczość Mahlera jest pomostem między muzyką poważną XIX i XX wieku. Podobnie Srevaz i Hirtmann nie czują się dobrze we współczesnym świecie, są rozdarci między wiekiem minionym a obecnym. Dlatego ta muzyka tak bardzo do nich pasuje.

Proszę powiedzieć coś więcej na temat bohatera negatywnego. Czy tworząc piekielnie inteligentnego, eleganckiego zwyrodnialca, wzorował się Pan na jakiejś postaci z książki lub filmu?

Oczywiście Hirtmann to hołd dla archetypowego – i w moim odczuciu niedoścignionego – Hannibala Lectera. Podobnie jak on Szwajcar jest zamknięty w zakładzie psychiatrycznym. Ale w odróżnieniu od bohatera Milczenia owiec, Hirtmann nie jest „superzbrodniarzem", ma wiele słabości, mimo swojej charyzmy i ponadprzeciętnej inteligencji (proszę zwrócić uwagę, że to samo można powiedzieć o Servazie). Oczywiście jest błyskotliwy, wykształcony, bardzo niebezpieczny, ale nie ma nad sobą pełnej kontroli, nie jest „zwierzęciem zimnokrwistym" jak Lecter lub Moriarty. I w pewien sposób jest „zakochany" w Servazie, a to jest o wiele bardziej interesujące , niż gdyby zakochał się w kobiecie... jeśli chodzi o Hirtmanna i Servaza, próbowałem stworzyć dwie istoty skomplikowane, lecz wiarygodne – nie supermenów ani geniuszy zła.

Dzika przyroda, góry, niedostępne lasy, grają ważną rolę w Pana powieściach. Jednocześnie jest w nich mnóstwo technologicznych szczegółów nowoczesnych metod śledczych. Czy to zaplanowana, celowa dychotomia, czy bohaterowie po prostu lubią się wspinać?

Oczywiście, że to zaplanowane. Rosłem u podnóża gór, w otoczeniu lasów. Miejscem akcji francuskich powieści kryminalnych jest zwykle miasto, ja chciałem pokazać inną rzeczywistość. Zaczęło się od Bielszego odcienia śmierci, który był swego rodzaju baśnią dla dorosłych: był tam pałac, koń, góry, lasy, dzieci, a bohaterowie nosili takie nazwiska, jak Grimm czy Perrault. To właśnie piszę: baśnie dla dorosłych, a baśnie często dzieją się w lesie... To prawda, że bardzo lubię zderzać ze sobą dwa zupełnie odmienne światy, dziką przyrodę i wszechobecny postęp technologiczny, który z jednej strony oferuje tyle możliwości, a drugiej zagraża zarówno nam, jak i środowisku naturalnemu, przyrodzie. To jest szczególnie uderzające w Seattle, gdzie przygotowywałem się do pisania Paskudnej historii – jest tam mnóstwo supernowoczesnej technologii, mają tam nawet siedziby takie firmy, jak Microsoft czy Amazon, a równocześnie niewiarygodnie dzika przyroda jest dosłownie na wyciągnięcie ręki.

Jaką rolę w pańskim pisaniu odgrywa muzyka? Czy podczas pracy słucha Pan jakiegoś konkretnego gatunku muzycznego lub artysty?

O roli muzyki wspomnieliśmy już wcześniej – służy mi ona do charakteryzowania postaci bez konieczności zamieszczania zbędnych wyjaśnień i opisów. Jeśli zaś o mnie chodzi, do pracy potrzebuję absolutnej ciszy. Znam wielu pisarzy, którzy piszą przy muzyce, ale ja do nich nie należę. Nic nie może mnie wtedy rozpraszać, wyłączam nawet telefon. Tak to wygląda...

Jaka przyszłość czeka Martina Servaza? Kiedy wreszcie zmierzy się ostatecznie ze swoją nemezis? A może planuje Pan teraz napisać zupełnie inną książkę, na przykład coś w stylu Paskudnej historii?

Myślę o jednym i drugim. Niczego sobie nie narzucam ani nie zakazuję. Na przykład nie mówię sobie, że następna powieść to powinien być „jeden strzał". Miałem kilka pomysłów, ale żaden nie wydał mi się dość dobry. Pisanie książki to wiele miesięcy pracy – lepiej od początku być pewnym... A potem, ni stąd, ni zowąd, pojawia się POMYSŁ i od razu wiadomo, że jest dobry. Ponieważ ten pomysł dotyczył Servaza, więc będzie to kolejny tom cyklu o Servazie. To takie proste...

Czy zamierza Pan jeszcze kiedyś umieścić akcję swojej książki w Polsce?

Jeśli chodzi o moje historie, to nie wiem, może... ale ja, jako autor, bardzo chciałbym jeszcze kiedyś do przyjechać do waszego kraju. Uwielbiam Polskę, spotkałem tam mnóstwo pełnych entuzjazmu, serdecznych czytelników. Zachowałem fantastyczne wspomnienia z pobytu w Krakowie, Warszawie, Gdańsku (mam nadzieję, że mój wydawca, REBIS, przeczyta ten wywiad!).

Rozmawiała: Iwona Krupińska

Bliskość między czytelnikami a bohaterem powieści jest dla pisarza najpiękniejszym prezentem- wywiad z Bernardem Minierem
Autor:Bernard Minier

oceń:

Dodaj komentarzKomentarze (0)
Powiązane
Zobacz informacje powiązane z tym autorem

ul. Borowskiego 2 lok. 205
03-475 Warszawa

Dane kontaktowe:

+48 22 416-15-81
kontakt@czytamykryminaly.pl 

Newsletter:
Zapisz się do newslettera i otrzymuj
najświeższe informacje ze świata kryminałów.
Zapisując się na newsletter, akceptujesz politykę prywatności
Token
© Czytamy Kryminaly - All Rights Reserved.