Share

Podążając kocimi śladami - "Blacksad", czyli komiksowy kryminał noir

Ludzie potrafią przypominać zwierzęta. Bywają przecież sytuacje, gdy w codziennym życiu powodowani jesteśmy naturalnymi instynktami, dzikimi emocjami. Kiedy indziej wykazujemy się po prostu chęcią przetrwania czy zaspokojeniem pulsujących pragnień. Wszystkie elementy mogą prowadzić natomiast do występku, grzechu, konsekwencję czego niejednokrotnie staje się zbrodnia... O tym właśnie, między innymi, jest „Blacksad" – fascynujący kryminał komiksowy, w którym główne role przypisane są antropomorficznym zwierzętom. To niezbity dowód na to, że konwencja noir potrafi inspirować nieprawdopodobne historie czerpiące z absolutnej klasyki gatunku.

Amerykańskie dziedzictwo, europejska wrażliwość

Autorami francuskiej serii kryminalnej zapoczątkowanej w 2000 roku jest dwójka Hiszpanów – Juan Diaz Canales, który stworzył warstwę scenariuszową komiksu, a także Juanjo Guarnido zajmujący się opracowaniem wizualnej strony historii. Choć był to dla nich debiut w świecie komiksu, to posiadali oni doświadczenie w realizacji opowieści tworzonych przy pomocy narracji obrazkowych – poznali się bowiem w wytwórni filmów animowanych Tridente Animation. Wspólne zainteresowania i wrażliwość stały się przyczynkiem do zawiązania artystycznej współpracy, efektem której jest właśnie „Blacksad". Opowieści z dzikością zwierzęcych (ludzkich!) serc, gdzie zbrodnia prowokowana jest na przykład przez miłość, a polityczne zagrywki naznaczone są osobistymi dramatami.

Najprościej rzecz ujmując można byłoby chyba powiedzieć, że „Blacksad" to połączenie ducha i poetyki rodem z czarnych kryminałów spisanych przez Raymonda Chandlera czy Dashiella Hammeta, a także scenograficznego bogactwa z filmów w stylistyce noir, a więc chociażby produkcji takich jak „Sokół maltański" czy „Dama z Szanghaju". O literackich inspiracjach klasyką gatunku wprost mówi Canales, który podkreśla, że czuje się spadkobiercą wspomnianych twórców, natomiast czasy, w których realizowano hollywodzkie ekranizacje ich prozy, należy uznawać dziś za złoty okres dla rozwoju opowieści detektywistycznych. Niewątpliwa unikalność tej artystycznej realizacji przejawia jednak w tym, że europejscy twórcy postanowili, iż głównymi bohaterami komiksu uczynią zwierzęta, które za sprawą zabiegu antropomorfizacji zyskały jednak ludzkie cechy i takie też motywy postępowania. Stąd też nowojorska, betonowa dżungla z lat 50. ubiegłego wieku zamieszkiwana jest przez bestie wszelkich gatunków – pozornie dzikie, a tak naprawdę głęboko uczłowieczone. Zadziwiający realizm to cecha, która zdecydowanie wyróżnia ów komiks. Twórcy zdecydowali się też, aby właściwie każdy z albumów koncentrował się na ważnym problemie etycznym, który rozrysowany został na społeczno-kulturowym tle. Dość powiedzieć, że w jednej z opowieści zilustrowano problem walk pomiędzy faszystowskimi bojówkami a gangami czarnoskórej ludności. Dzięki moralnym odcieniom szarości, komiksowe obrazy zyskują na niejednoznaczności.

O kocie, który lubił chodzić własnymi ścieżkami

John Blacksad, tytułowy bohater komiksu, to prywatny detektyw wzorowany na postaci Philippe'a Marlowe'a. Tyle tylko że w charakterystyczny prochowiec odziany jest nie człowiek, lecz kot z ludzką sylwetką i takim też zachowaniem. To artystyczne wyzwanie, ale też nieprawdopodobna szansa na ciekawe eksperymenty, aby przypisać zwierzętom ludzkie cechy i motywacje. Mówi się przecież, że można być cwanym oraz sprytnym jak lis, baran bywa bojaźliwy, choć ma przecież wielkie rogi, a kruk krukowi oka nie wykole... w komiksie Canalesa i Guarnido te oraz inne prawdy zyskują bardzo realne oblicze. Ale też szereg nieoczywistych wariacji. Nie może być zresztą inaczej, skoro oprócz Blacksada, czarnego kota w zielonkawym garniturze, występuje również między innymi jego znajomy pomocnik Weekly, a więc łasica-reporter pracująca dla tabloida „What's News", a dobrym przyjacielem detektywa jest komisarz Smirnov, brązowy owczarek niemiecki piastujący urząd komisarza policji. Blacksad często funkcjonuje zresztą jako nad wyraz skuteczny, cichy egzekutor wymiaru sprawiedliwości, jako że w kryminalne afery nowojorskiej metropolii często zamieszani są wpływowi ludzie – to znaczy zwierzęta – z którymi Smirnov nie może się uporać ze względu na presję swoich skorumpowanych zwierzchników. Życie Blacksada naznaczone jest zbrodnią. Ciągnącymi się przez lata seriami bestialskich morderstw, zuchwałych kradzieży, rozbojów i politycznych porachunków, w których szczególnie donośnym echem wybrzmiewa prawda o nieuchronności pewnych zdarzeń. Koci detektyw to typ postaci na wskroś chandlerowskiej – samotny, nieco cyniczny indywidualista, nie stroniący od uciech tak ciała (miłosne podboje, frywolne igraszki, mocny tytoń i jeszcze silniejszy alkohol), jak i ducha (esteta, ceniący sobie muzykę jazzową i bluesowe brzmienia), dla którego liczy się poczucie sprawiedliwości. Niekiedy łączyć się może ona z chęcią wymierzenia osobistej zemsty, ale przecież właśnie taka niejednoznaczność czyni z bohaterów istoty najbardziej fascynujące.

Mafia, miłość, polityka – w co zamieszany jest Blacksad?

John Blacksad ceni sobie spokój, jednak nieczęsto ma okazję do tego, aby korzystać z uroków egzystencjalnej harmonii. Cisza przerywana jest najczęściej przez krzyk ofiar, które zwracają się do niego z prośbą o pomoc. Koci detektyw nie pozostaje głuchy na odezwy. Canales zadbał o to, aby tytułowy heros odznaczał się wyrazistymi cechami charakteru, sprecyzowaną postawą wobec problemów, z którymi przyjdzie mu się zmagać. Jego kręgosłup moralny uformowany jest z życiowych doświadczeń. Blacksad to detektyw, gdy wymaga tego sytuacja - prywatny ochroniarz, oficer śledczy, który swoją młodość spędził na froncie II wojny światowej, podczas której zmagał się na europejskim froncie. Między innymi takie wydarzenia ukształtowały jego wrażliwość, poczucie sprawiedliwości. Blacksad, używający również niekiedy pseudonimu John H. Blackmore, mierzy się z problemami, które rezonują wyjątkowo donośnym echem – tak w sercach bohaterów, jak i czytelników. Jest tak choćby w albumie „Arktyczni", w który zwierzęcy detektyw zostaje wynajęty przez zaangażowaną społecznie nauczycielkę do tego, aby zajął się odszukaniem dziewczynki imieniem Kyle. Ofiara porwania? Najprawdopodobniej. Sprawa nie jest jednak oczywista, jako że intryga prowadzi w zakamarki dzielnicy, gdzie teoretycznie każdy wie wszystko o wszystkich, jednak nieszczególnie chce się tą wiedzą dzielić.

Ulice biedy to sceneria codziennych rabunków, kradzieży, ba, nawet morderstw. Policja nie ma zamiaru angażować się w małe-wielkie problemy lokalnej społeczności, gdzie dodatkowo narasta konflikt na gruncie rasowym. Pomocnikiem w rozwiązaniu sprawy może okazać się Weekly, łasica-dziennikarz, który potrafi dokopać się do tajemnic przeszłości. Szokujących i wyjątkowo niebezpiecznych. Szczególny nastrój towarzyszy także historii „Pośród cieni", w której to Blacksad podejmuje się wyjaśnienia zagadkowej śmierci Natalii Wilford, swojej dawnej ukochanej i gwiazdy kina. Miłość naznaczona tragedią tylko maksymalizuje dramaturgiczną wartość komiksu. Jednak i tym razem śledztwo utrudnione jest przez szereg czynników zewnętrznych – szefowie policji nakazują bowiem zamknąć sprawę. Dlaczego? Komu zależało na pozbyciu się pięknej, niewinnej(?) kobiety? Działania Blacksada muszą przez to przyjąć charakter nieoficjalny, a on sam poznaje mroczne (prawdziwe?) oblicze towarzyskiej śmietanki nowojorskiej metropolii. W tym komiksie jeden kadr, obraz, na którym uwidacznia się lęk przed poznaniem prawdy, ale równocześnie chęć jej odkrycia, potrafi zahipnotyzować. Twórcom udało się naszkicować świat, który stanowić może retro-oblicze Ameryki z lat 50. ubiegłego wieku. Rzeczywistości kontrastującej, przez co fascynującej, gdzie z jednej strony wciąż obecne są wspomnienia z II WŚ, na nowo pojawiają się społeczno-kulturowe problemy na tle rasowym, a z drugiej strony można odkryć piękno jazzu, zróżnicowanej etnicznie metropolii, świata kina i literatury.

Zwierzęcy świat ludzkich pragnień

Istnieją komiksowe serie, które w szczególnie wyrazisty sposób zapisały się do światowego kanonu. „Blacksad" to przykład takiej właśnie opowieści. Na taki stan rzeczy składa się co najmniej kilka elementów. Europejska seria traktująca o kocim detektywie charakteryzuje się przede wszystkim fenomenalną nastrojowością, która bierze się z szacunku wobec literacko-filmowego dziedzictwa z kryminalnej klasyki. Chandler i Hammet, Wilder i Welles... Właśnie tacy twórcy mogą uchodzić za patronów komiksu. Moralny konflikt odnoszący się do poczucia sprawiedliwości i osobistej zemsty, zamieszki na tle rasowym, polityczne intrygi w brutalnym świecie (nie)codziennych przestępstw, zmysłowe i niebezpieczne femme fatale, które sprawiają, że uczucia mogą stać się prawdziwie destrukcyjną siłą. To motywy przewijające się na kartach albumów. Tematy, które stanowią o jego sile i uniwersalności.

Ale liczą się też, co oczywiste, scenograficzne zdobienia, nieprawdopodobnie piękna warstwa wizualna historii o czarnym kocie. Ujęte w realistycznej formule opowieści przywodzić mogą na myśl skojarzenia nie tylko filmowe kryminały zrealizowane w konwencji noir, ale także powieści drogi. Bo z rozmachem odtworzono nie tylko nowojorską rzeczywistość, ową miejską dżunglę, ale też Las Vegas, miasto grzechu i rozpusty czy Nowy Orlean. W tym mieście dzieje się zresztą akcja bodaj jednego z najlepszych albumów z serii, a więc „Blacksad: Piekło i spokój". John zajmuje się w nim kryminalną sprawą, która wiąże się z postacią genialnego, uzależnionego od narkotyków pianisty Sebastiana Fletchera. Zlecenie zostało wystosowane przez umierającego szefa wytwórni płytowej, a na powrót zaginionego muzyka czeka także jego ciężarna żona. Trup ścieli się zaś gęsto... Nieoczywista intryga została przedstawiona w pasjonującym kontekście kulturowym, bo oto zbliża się bowiem Mardi Gras, ostatni dzień karnawału... dziki festiwal życia, zmysłowe parady uliczne i śmierć, która dla jednych okazać się może tragedią, dla innych zaś wyzwoleniem. Nieoczywistość to wyróżnik serii. Zwierzęcy świat ludzkich zmysłów znów został przed nami odsłonięty, a to za sprawą wznowienia serii, która w Polsce ukazuje się za sprawą wydawnictwa Egmont. Jeśli kryminał może stanowić zwierciadło rzeczywistości, a w rozrywkowej formule wpisana jest jakaś uniwersalna prawda o instynktach człowieka, to jest tak właśnie w przypadku serii „Blacksad".

Marcin Waincetel

Podążając kocimi śladami - "Blacksad", czyli komiksowy kryminał noir
Autor:Marcin Waincetel

oceń:

Dodaj komentarzKomentarze (0)

ul. Borowskiego 2 lok. 205
03-475 Warszawa

Dane kontaktowe:

+48 22 416-15-81
kontakt@czytamykryminaly.pl 

Newsletter:
Zapisz się do newslettera i otrzymuj
najświeższe informacje ze świata kryminałów.
Zapisując się na newsletter, akceptujesz politykę prywatności
© Czytamy Kryminaly - All Rights Reserved.